Cytaty
– O rany, nie możesz zgadnąć? Nie dość, że masz Tiaret, Mahdię i coś na Sou, to jeszcze Wąwóz Małp! Nie wiesz, gdzie może być Wąwóz Małp? (…)
– Wąwóz Małp może być wszędzie (…). Wolałabym już Wąwóz Słoni albo Wąwóz Tygrysów, albo Wąwóz Krokodyli…
– Co ci za różnica, małpy czy krokodyle?
– Nie ma takiego miejsca [w Afryce], gdzie by nie było małp. A krokodyle i tygrysy są tylko gdzieniegdzie. Łatwiej byłoby zgadnąć. Na razie widzę dwa sposoby.
– No? Jakie?
– Jeden, to kawałek po kawałku obejrzeć wszystkie mapy wszystkich krajów arabskich świata. A drugi, to sprawdzić w znaczkach dziadka, na czym są takie same robaczki…
s. 18
– Czy te osiem tysięcy pięćset to dużo, czy mało?
– Właśnie w tym rzecz, że to jest bardzo dużo – powiedział pan Roman melancholijnie i westchnął. – Jak na nasze kontrakty, jest to suma wprost niespotykana. Najwyższe uposażenia, i to po paru latach pracy w Algierii, dochodzą do siedmiu i pół tysiąca. Osiem i pół to wręcz Kanada i Eldorado. Potworne.
– Masz źle w głowie? – zdziwiła się pani Krystyna. – Martwisz się, że ci dają dużo pieniędzy?
– A czy ty masz pojęcie, czego oni ode mnie żądają za te pieniądze?
– Czego? Przecież chyba nie występów w operze?!
– Nie wiem, czy bym nie wolał występować w operze, bo tego umieć nie mam żadnego obowiązku.
s. 39
– Żeby szukać skarbu w Algierii, trzeba się tam dostać (…). Masz na to jakiś sposób? (…)
– Mam – powiedział [Pawełek] uroczyście. – Otóż mam. No, prawie mam. Znaczy, możliwe, że mógłbym mieć.
s. 19
– Nie wierzę w jakiegoś, tajemniczego ktosia.
– I niesłusznie! – skrytykował Pawełek. – Jakiś ktoś zawsze się gdzieś znajdzie.
s. 36
Na stu tych, co dostają prawa jazdy, jeden umie prowadzić samochód.
s. 5
Pani za biurkiem poczuła się zgoła wstrząśnięta. Pierwszy raz w swoim młodym życiu zetknęła się dziećmi, które z własnej inicjatywy postanowiły zrobić przyjemność swoim rodzicom. Dla tak niezwykłych dzieci gotowa była uczynić wszystko, szczególnie, iż prawdopodobieństwo posługiwania się przez nie fałszywym dyplomem było znikome.
s. 23
Uszczęśliwiony Chaber z rozmachem oblizał jej całą twarz i miał zamiar powtórzyć ten dowód uczucia, kiedy (…) zabrzmiał brzęczyk u furtki. Poderwali się obydwoje, Chaber okazał wyraźnie rozradowanie i Janeczka już wiedziała, że idzie Pawełek.
s. 30
– Tam jest francuski, jednego słowa nie znam po francusku!
– Owszem, znasz. Pardon. I siurpryza. To pochodzi z francuskiego, la surprise…
– Siurpryzę to mi właśnie moje dzieci zrobiły!
s. 37
– Aha, jeszcze tu trzeba napisać, czy umie po francusku.
– Zdaje się, że nie umie ani słowa. Umie po angielsku i po niemiecku.
– Nie szkodzi. Nie możemy napisać, że nie umie, bo to też robi złe wrażenie. Nie napiszemy „perfekt w mowie i w piśmie”, bo to chyba przesada. Czekaj…
– Znajomość francuskiego średnia – podsunęła Janeczka. – Średnia znaczy przeciętna, większość ludzi nie umie po francusku, więc ojciec mieści się w normie. Znaczy, jest średni.
– Święta prawda. Znajomość francuskiego średnia. No, to mamy z głowy.
s. 25
(…) jak leciałem po schodach, przypomniałem sobie, że na tym dyplomie jest data urodzenia, a ja powiedziałem, że są jego urodziny.
– (…) wiedziałam, że się wygłupiłeś, i tylko patrzyłam, czy spojrzy. Powiedziałabym, że to wcale nie urodziny tylko imieniny, bo nasz ojciec ma na drugie imię Feliks i obchodzi imieniny na Feliksa.
– Zwariowałaś? Przecież ojciec ma na drugie imię Paweł!
– No to co? Ale szóstego jest Feliksa (…). Mógłby mieć na drugie Feliks, nie?
s. 24
Pawełek poderwał się i popędził po lupę. Jego siostra [Janeczka] była wprawdzie o rok młodsza od niego, ale jej przerażająco zimna krew i niezachwianie logiczny sposób myślenia sprawiały, że we wszystkich ważnych chwilach życiowych przejmowała kierownictwo. Pawełek za skarby świata nie przyznałby się do tego na głos, ale w głębi duszy podziwiał, szanował i wysoko cenił jej umysł. W ogóle nie była podobna do innych dziewczyn i korzyści, płynące z podporządkowania się jej poleceniom, ujawniły się już wielokrotnie.
s. 14
(…) pracownicy instytucji zaś chciwie i zachłannie zagarniali bodaj małe cząstki dla siebie w celu wymiany ich na papier toaletowy. Makulatura okazała się nagle materiałem bezcennym i pilnie poszukiwanym.
s. 8
(…) Chaber, wybiegawszy się w ogródku, spał na dywaniku.
Przecknął się nagle, postawił uszy i usiadł. Janeczka już wiedziała, że ktoś idzie i nie jest to nikt z domowników. Ktoś obcy. Za chwilę zabrzmiał brzęczyk u furtki. Janeczka najpierw spojrzała na psa, który wyraźnie informował, iż osoba za furtką zalicza się do istot nieszkodliwych (…).
s. 29
Chaber, ich pies, był zwierzęciem najmądrzejszym na świecie. Przez całe dwa i pół roku swego życia, z czego półtora roku spędził przy boku swych państwa, zdążył tysiąckrotnie udowodnić, że nie istnieje na ziemi istota rozumniejsza od niego.
s. 10
To już wszystkie cytaty.
14 cytatów w kolekcji · wróć tu, gdy dodamy kolejne



