Okładka książki: Pamiętnik z powstania warszawskiego

Okładka książki

wydawnictwo_wam

Prawa autorskie do okładki należą do wydawnictwa wydawnictwo_wam. Okładka jest wyświetlana w celach informacyjnych, w ramach promocji książki.

Okładka książki

Pamiętnik z powstania warszawskiego

Miron Białoszewski

Cytaty

  1. Każda garść sucharów to życie na dzień.

  2. Nie wiem, czy to tego dnia pod wieczór, czy poprzed niego, siedzieliśmy z Celinką i Swenem na dwóch środkowych schodkach i zaczęliśmy mówić, czy przeżyjemy.

    — Wiesz — uśmiechała się Celinka — ja mam takie przeczucie, że przeżyję.

    — Ja też — powiedział Swen.

    Celinka na to z uśmiechem:

    — Tak, ale moja koleżanka mówiła to samo i zginęła.

  3. bombardowanie, piekło, tłok, już się nie da wytrzymać

    i tu w tych bombach

    wiu

    wiuuu

    wijuuuuu

    s. 78

  4. Dlaczego nie mogłem opędzić się od Zaduszek? Bo szliśmy tak, jak się wychodzi z cmentarza w Zaduszki.

  5. Śmierć była zasadą. Największą możliwością. Prawie jedyną! Prawie jak sto procent.

  6. Dużo. Dużo. Często. Buuu-uu-u. Samoloty. Jak ból zęba. I pogoda. Upał. Niebieski. A tu siwo! I

    uu-uu-uu-uu-uu...

    wjuuumm-uu-u...

    wiiijjjjjuuuuuu-uuu-trzask!

    wiiiiiii...jjuuu-... trzask.

    Po dniach. Trzech. Wielkiej sraczki. I wielkiego rzygania.

  7. Teraz mam czterdzieści pięć lat, po tych dwudziestu trzech latach, leżę na tapczanie cały, żywy, wolny, w dobrym stanie i humorze, jest październik, noc, 67 rok, Warszawa znów ma milion trzysta tysięcy mieszkańców.

  8. Dużo było modlitw, w których brało się udział. Byłem wtedy na jakiś sposób jeszcze wierzący.

  9. Szła groza, jakiej dotąd nie było.

  10. Do pomysłów Ojca należało wykorzystywanie umarłych, czego przykład już jeden dałem. Ale było ich więcej. Braliśmy marmoladę, chleb i te różne jedzenia na kartki na nazwiska chyba czterech nieboszczyków. Oczywiście bliskich. Ale wtedy takie rzeczy się robiło. Czego się wtedy nie robiło?

  11. — Dzień dobry pani.

    — Dzień dobly.

    — Pani dom ppalony?

    — Ppalony — i machnięcie ręką — a pani dom ppalony?

    — Ppalony...

  12. Dla Polski Warszawa przede wszystkim paliła się.

  13. Od bomb i samolotów – wybaw nas, Panie,

    Od czołgów i goliatów – wybaw nas, Panie,

    Od pocisków i granatów – wybaw nas, Panie,

    Od miotaczy min – wybaw nas, Panie,

    Od pożarów i spalenia żywcem – wybaw nas, Panie,

    Od rozstrzelania – wybaw nas, Panie,

    Od zasypania – wybaw nas, Panie...

    s. 49

  14. 1 sierpnia we wtorek 1944 roku było niesłonecznie, mokro, nie było za bardzo ciepło. W południe chyba wyszedłem na Chłodną (moja ulica wtedy, numer 40) i pamiętam, że było dużo tramwajów, samochodów, ludzi i że zaraz po wyjściu na rogu Żelaznej uświadomiłem sobie datę — 1 sierpnia — i pomyślałem sobie chyba słowami:

    „1 sierpnia — święto słoneczników".

  15. Warszawę zobaczyłem w lutym 1945 roku.

  16. Czyli czwarty raz to samo. I znów trzeba będzie zacząć godzić się ze śmiercią. Albo z urwaniem ręki czy nogi. To, że ktoś z nas zginie, to się nie myślało, że osobno. Zawsze myślało się, że się zginie razem.

  17. 18 września – w biały dzień – nadleciała nagle masa amerykańskich samolotów. I całe niebo zaczęło fruwać. Od kolorowych spadochronów. Naprawdę były kolorowe. I to na różnie. Opuszczały się długo. Jak na naszą krótką cierpliwość. Coś miały poprzypinane. Czekaliśmy co. Okazało się, że coś tam z broni. Bandaże i książki. Okazało się nie tak od razu. Bo żaden spadochron nie wylądował koło nas. był chyba tego dnia trochę powiew wiatru. Nawet wydaje mi się, że pogoda wyjątkowo nie ta upalna. Więc znosiło gdzieś te spadochrony. Już-już zdawało się, że na nas. A tu nie. No i wcale nam się nie zdawało. Bo większość tego poleciała na stronę niemiecką.

  18. I znów zapadła we mnie zgoda na śmierć. Chodziło tylko o sposób. Halina mówiła:

    — Ja uważam, że najlepiej trzymać się za ręce.

  19. Ludzie dzielą się na psiarzy i kociarzy.

  20. Dni się tak nie rozróżniało za bardzo. Ale to jedno święto – 15 sierpnia (wypadało we wtorek) – nagle postanowiono obejść, uczcić. Na przekór. Od rana. (…) Tym razem czekało się też na Cud nad Wisłą. Też z nimi. Po drugiej stronie. I za Żeraniem. Ale żeby przyszli.

  21. Za kuchniami tuż bawiły się dzieci. A za dziećmi na tle krzewów nad rowem na długich żerdziach zupełnie polowej latryny siedzieli szeregiem mężczyźni i srali.

    s. 241

  22. Swoją drogą, musieliśmy wtedy wyglądać dziwnie. I cywile. I powstańcy. Nie byli znowu wcale do siebie tacy niepodobni. Wszyscy ludzie, co wyłazili wtedy z Warszawy, byli do siebie podobni i zupełnie niepodobni do innych.

  23. Nie wiem, czy najpierw zaczęło się bombardowanie, czy wielka sraczka. Wiem, że najpierw Swen. Zaczął latać. Do wychodka na podwórku. Z trzeciego piętra. I to co i rusz. Sraczka i rzyganie. Wielkie. To i to. (...) U nas za to leżały trupy na podwórku. Już od soboty. A łachy z tych trupów, takie różne zakrwawione kapoty, wisiały na klamce wychodka. Więc jak się zaczęła nasza lataczka, to nam to nie było miłe.

To już wszystkie cytaty.

23 cytaty w kolekcji · wróć tu, gdy dodamy kolejne