Margaret Atwood
Cytaty
– Nie masz wpływu na to, co czujesz (…) ale możesz mieć wpływ na swoje zachowanie.
s. 230
Chcę odzyskać, tak jak było. Ale co z tego, że chcę.
s. 148
Historia zna wiele tego rodzaju precedensów: w gruncie rzeczy każde imperium – czy to powstałe drogą przemocy, czy w jakikolwiek inny sposób – w celu podporządkowania sobie tubylców posługiwało się ich ziomkami.
s. 362
Ale kto pamięta ból, kiedy już minął? Zostaje po nim jedynie cień, i to nie w świadomości, w ciele. Ból odciska piętno, ale zbyt głęboko, by je dostrzec. Co z oczu, to z serca.
s. 151
Kwiaty to genitalia roślin. Gdzieś to wyczytałam, kiedyś.
s. 100
– Nie usmażysz omletu, nie tłukąc jajek – mówi [Komendant]. – Myśleliśmy, że nam pójdzie lepiej.
– Lepiej? – pytam ściszonym głosem. Jak on może myśleć, że tak jest lepiej?
– „Lepiej” nigdy nie znaczy lepiej dla wszystkich – mówi. – Zawsze dla niektórych jest gorzej.
s. 252
Nosiły bluzki zapinane z przodu na guziki, co sugerowało różne możliwości zawarte w słowie „rozpięta”. Te kobiety mogły być albo rozpięte, albo nie. Mogły wybierać. My też mogłyśmy wybierać – wtedy. Byliśmy, jak stwierdziła Ciotka Lidia, społeczeństwem ginącym z nadmiaru wyboru.
s. 36
Jak nas uczy historia, każdy nowy system przejmuje pewne elementy starego, o czym świadczą chociażby pierwiastki pogaństwa we wczesnym chrześcijaństwie, jak również ewolucja rosyjskiego KGB, powstałego z carskiej tajnej policji (…).
s. 358
„Nie mam zamiaru być uzasadnieniem twojego istnienia” (…).
s. 148
Kiedy sobie w czasach młodości wyobrażałam wiek podeszły, myślałam, że człowiek, mając niewiele czasu, bardziej sobie różne rzeczy ceni. Zapomniałam o spadku energii.
s. 238
Mam zamiar się stąd wydostać. To przecież nie może trwać wiecznie. Przedtem, w złych czasach, inni też myśleli takie rzeczy i zawsze mieli rację, zawsze w ten czy inny sposób się wydostawali i to nie trwało wiecznie. Chociaż dla nich mogło to trwać całe „wiecznie”, jakie mieli przed sobą.
s. 162
Ceni się tylko to, mówi [Ciotka Lidia], co jest rzadkie i trudne do osiągnięcia. – A my chcemy, żebyście były cenione, dziewczęta. – Nie szczędzi pauz, które smakuje. – Myślcie o sobie jako o perłach. – A my, siedząc przed nią w rzędach, słuchamy tych jej morałów. To ona nas określa, musimy znosić jej przymiotniki.
Myślę o perłach. Perły to zastygła ślina małżów.
s. 138

