Ursula K. Le Guin
Cytaty
Czy nienawidzę Orgoreynu? Nie, dlaczego? Jak można nienawidzić albo kochać kraj? Tibe o niczym innym nie mówi, ale ja tego nie rozumiem. Znam ludzi, znam miasta, wioski, wzgórza, rzeki i skały, wiem, jak jesienią słońce zachodzi za pewnym polem w górach, ale jaki sens ma przecinanie tego wszystkiego granicą i nadawanie temu nazwy po to, żeby przestać to kochać od linii, gdzie nazwa przestaje obowiązywać? Co to jest miłość do swojego kraju? Czy to oznacza nienawiść do innych krajów? W takim razie to nic dobrego. Może to po prostu miłość własna? W takim razie to nic złego, ale nie należy z tego robić cnoty ani profesji… Kocham wzgórza domeny Estre, tak jak kocham życie, ale taka miłość nie zna granicy, za którą zaczyna się nienawiść. A poza tym jestem, mam nadzieję, ignorantem.
Jedyną rzeczą, która umożliwia życie, jest ciągła i nieznośna niepewność, niewiedza, co zdarzy się dalej.
– Ale dlaczego wszyscy czarodzieje na Południu, a teraz być może i gdzie indziej – nawet śpiewający na tratwach utracili swą sztukę, a ty jeden ją zachowałeś?
– Ponieważ nie pragnę niczego poza nią.
Niewinność nie ma mocy przeciwstawiania się złu. Lecz ma ją dobro.
Światło jest lewą ręką ciemności,
a ciemność jest prawą ręką światła.
Dwoje są jednym, życie i śmierć złączone
jak kochankowie w kemmerze,
jak dłonie splecione,
jak droga i cel.
Zwalczać coś to znaczy to coś podtrzymywać. (…) Być ateistą to znaczy podtrzymywać wiarę w Boga.
Śmierć jest ceną, jaką płacimy za życie, za wszelkie życie.
Jeśli Anarres jest celem waszych pragnień, przyszłością, ku której zmierzacie, mówię wam: przyjść do niej musicie z pustymi rękami. Przyjść do niej musicie samotni i nadzy, tak jak dziecko przychodzi na świat, tak jak ono musicie wkroczyć we własne jutro bez żadnej przeszłości, żadnej własności, zdani wyłącznie na innych. Nie możecie brać tego, czego nie daliście, a dać musicie siebie. Rewolucji nie można kupić. Rewolucji nie można wywołać. Rewolucją można się jedynie stać. Jest w waszych duszach – lub nie ma jej wcale!
(…) była w tym spojrzeniu tradycja trzynastu tysięcy lat – sposób myślenia i styl życia tak stare, tak ugruntowane, tak logiczne i spójne, że dawały człowiekowi swobodę, autorytet, perfekcję dzikiego zwierzęcia, wielkiego i dziwnego stworzenia, które przygląda się człowiekowi ze swojej wiecznej teraźniejszości.
Nasze jest to, co możemy stracić.
Stary smok Kalessin obserwował go jednym strasznym złotym okiem. W głębi tego ślepia kryły się niezliczone wieki sięgające poranka świata. A także… łagodne rozbawienie. (…)
Niemożliwe! – pomyślał Arren. Jednakże przed sobą widział wielką szponiastą łapę wysuniętą niczym stopień; nad nią krzywiznę stawu, jeszcze wyżej sterczące ramię i muskularną podstawę skrzydła wyrastającego z łopatki: cztery stopnie, prawdziwe schody. A tuż przed skrzydłami i pierwszym wielkim żelaznym cierniem chroniącym kręgosłup, w zagłębieniu szyi, było dość miejsca dla jednego lub dwóch ludzi. Ludzi, którzy okazaliby się dość szaleni, by porzucić nadzieję i przekroczyć granicę obłędu.
Tylko to, co jest śmiertelne niesie w sobie życie.





