Cytaty
– Ach, dezerterzy… My też kilku mieliśmy. W kawalerii! Jak nazwałbyś człowieka, który zostawia swojego wierzchowca?
– Piechurem? (…)
Gdybym dostawał dolara za każdy pogrzeb gliniarza, w jakim tu uczestniczyłem – stwierdził Colon – to miałbym… dziewiętnaście dolarów i pięćdziesiąt pensów.
Morze jest w końcu, pod wieloma względami, tylko bardziej mokrą formą powietrza.
– Wiggs, tak? (…) Kiedyś chyba złamałem nogę twojemu ojcu?
– Tak, sir. Prosił, żeby pana pozdrowić.
„Morituri Nolumus Mori” – z łaciny: My, mający umrzeć – nie chcemy.
Człowiek musiał podziwiać sposób, w jaki całkowicie niewinne słowa zostały okaleczone, zgwałcone, pozbawione wszelkiego prawdziwego znaczenia i przyzwoitości, a następnie posłane na ulicę, by pracować dla Reachera Gilta, chociaż „synergicznie” prawdopodobnie każde od początku było dziwką.
– To worek, sierżancie – zameldował Coates. – A w środku jest coś ciężkiego.
– Coś takiego… – Stuk wciąż wpatrywał się w Vimesa. – Otwórz go, mój chłopcze. Delikatnie. Nie chcemy przecież niczego uszkodzić, prawda?
Zaszeleścił jutowy materiał.
– Eee… To połówka cegły, sierżancie – oznajmił Coates.
– Co?
– Pół cegły, sir.
– Zbieram na dom – wyjaśnił Vimes
A w starym szambie za szopą ogrodnika jakiś młody chłopak taplał się w wodzie.
No… w każdym razie się taplał.
Och – powiedział sierżant, jakby przeżył szok. – Wspaniale. Portret księżnej. Teraz mam już osiemnaście. Och, i jeszcze… o, kawałek papieru, na którym jest napisane, że to medal, czyli wygląda, że skończyła nam się nawet blacha. A to co? Zwolnienie ze służby z wydrukowanym własnoręcznym podpisem samej księżnej! – Odwrócił kopertę i potrząsnął nią. – Ale nie ma mojego zaległego żołdu za ostatnie trzy miesiące.
Moist stracił dalszą część wypowiedzi. Niewinne słowa pływały w niej jak odpadki pochwycone prądem; od czasu do czasu wynurzały się na powierzchnię i machały rozpaczliwie, nim znowu wciągnęło je w głębinę. Dosłyszał kilka razy „tak”, nim utonęło, a nawet „rozłączyć” i „łańcuch zębatki”, ale huczące, techniczne wielosylabowce wzniosły się falą i je pochłonęły.
[Ordyńcy] Radzili sobie z Czasem tak, jak z prawie wszystkim w życiu – jak z czymś, co się atakuje i próbuje zabić.
– No przecież trzeba nauczyć się chodzić, sir, zanim człowiek spróbuje biegać.
– Nie! Nigdy tego nie mów, Tolliverze! Nigdy! Biegaj zanim zaczniesz chodzić! Lataj zanim zaczniesz pełzać! Ale zawsze naprzód! (…) Wszystko albo nic, Tolliverze!







