Stanisław Pagaczewski

Cytaty

  1. Żyj i daj żyć innym, oto moja zasada.

  2. Smok dodał gazu. Samochód pomknął ze wzrastającą szybkością. Żaden z jego pasażerów nie zauważył małego człowieczka w zielonej pelerynie, który skrył się za pniem jednego z drzew. Człowieczek ten spoglądał przez chwilę na oddalający się samochód, następnie zaś usiadł w rowie i wyjąwszy spod peleryny maleńką krótkofalówkę rozpoczął nadawanie komunikatu:

    „Uwaga, Zenobia. Mówi X-51. Mówi X-51. Ekspedycja wyruszyła samochodem ze znakiem rejestracyjnym GK 24568. Trzech pasażerów. Przy kierownicy Smok. Co robić? Przechodzę na odbiór”.

  3. – A gdzie jest Don Pedro? – zapytał Gąbka. – Dawno go już nie widziałem. Mimo że początkowo był naszym wrogiem, bardzo go polubiłem. To porządny człowiek.

    – Don Pedro – wyjaśnił książę – przebywa od kilku miesięcy na dworze Salamandrusa. Pojechał, aby złożyć mu sprawozdanie ze swej działalności dyplomatycznej. Przy sposobności chce przeprowadzić kurację wodną, gdyż zbyt suchy klimat naszej krainy podkopał mu zdrowie.

    – Wyobrażam sobie – uśmiechnął się brodaty doktor Koyot – że Don Pedro całymi dniami nie opuszcza wanny z deszczówką. Musi przecież namoknąć na zapas.

    – Niezły z niego chłop – przyznał Bartolini – ale mimo wszystko Deszczowiec…

  4. (…) każdy pies pragnie mieć własnego pana, którego mógłby kochać całym sercem i strzec przed niebezpieczeństwem.

  5. Oktaryna, konsekwencja,

    kataryna, indolencja,

    obligacja, kollokacja,

    fonetyka, gramatyka,

    koci ogon, wilka kość -

    teraz masz już, ogniu, dość!

  6. Wojna jest strasznym nieszczęściem zarówno dla napadniętego, jak i napadającego.

  7. – Kto dziś gra? – zainteresował się pan Mżawka, ucieszony perspektywą niezwykle długiej kąpieli.

    – Miodunka z Cracovią. Od wyniku zależy wejście do Ligi.

    – E, Cracovia dziady – skrzywił się Mżawka.

  8. Miało się pod wieczór, gdy Marcin Lebioda, zwany Zerwiskórą, obudził się z głębokiego snu i z wielką jak zwykle przykrością stwierdził, że czas już wstawać. Ażeby uniknąć nieporozumień, musimy od razu zaznaczyć, że Marcin należał do tych ludzi, którzy śpią w dzień, a pracują w nocy. Kto by jednak sądził, że Lebioda był stróżem nocnym albo astronomem, myliłby się bardzo. Nic z tych rzeczy! (…) Marcin Lebioda był po prostu zbójem, i temu to zajęciu zawdzięczał swój groźny przydomek.

  9. Po chwili nowy podróżny znalazł się w izbie jadalnej.

    – Szlachetni panowie – powiedział kłaniając się na wszystkie strony. Pozwólcie, że się przedstawię. Jestem wędrownym astrologiem, rodem z dalekiej Espanioli i nazywam się Don Pedro de Pommidore. Przez dwa „em”!

    – Bardzo nam miło – rzekł Smok w imieniu zebranych. – Prosimy na mleczko. Przez jedno „em”!

  10. (…) mam wrażenie, że mypingi także uważają nas za paskudne istoty, i kto wie, czy nie mają trochę racji. W każdym razie nie biją się ze sobą i nie prowadzą wojen z sąsiadami.

  11. Marcin Lebioda od dziecka bowiem marzył o dalekich podróżach. (…) może zostałby kiedyś odkrywcą nieznanych lądów, gdyby nie małżeństwo z Katarzyną, która ubzdurała sobie, że jej mąż koniecznie musi być zbójem. Aby się nie narażać na gniew małżonki, Marcin od lat udawał krwiożerczego rozbójnika, choć (…) wolałby zarabiać na życie rąbaniem drzewa lub hodowlą pszczół. Ażeby wilk był syty i owca cała, Lebioda kupował czasem od wędrownych handlarzy jakiś drobiazg, płacąc zań uzbieranymi w lesie grzybami lub poziomkami. Pani Katarzyna, przekonana, że wszystkie te przedmioty pochodzą z rabunku, spacerowała po wsi dumna jak paw i spoglądała z góry na kobiety, których mężowie byli tylko zwykłymi rolnikami lub bartnikami…

  12. (…) jeżeli raz jeszcze pochwalisz przede mną Smoka lub Kraka, to zrobię z ciebie kotlet siekany i bigos hultajski!