Miało się pod wieczór, gdy Marcin Lebioda, zwany Zerwiskórą, obudził się z głębokiego snu i z wielką jak… — Stanisław Pagaczewski
Miało się pod wieczór, gdy Marcin Lebioda, zwany Zerwiskórą, obudził się z głębokiego snu i z wielką jak zwykle przykrością stwierdził, że czas już wstawać. Ażeby uniknąć nieporozumień, musimy od razu zaznaczyć, że Marcin należał do tych ludzi, którzy śpią w dzień, a pracują w nocy. Kto by jednak sądził, że Lebioda był stróżem nocnym albo astronomem, myliłby się bardzo. Nic z tych rzeczy! (…) Marcin Lebioda był po prostu zbójem, i temu to zajęciu zawdzięczał swój groźny przydomek.
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
W kramie dziwów dziś sprzedaję: sprzed pierwszej wojny tramwaje, mrożone dowcipy (spod lady), mydło o zapachu czekolady, nożyczki, które niczego nie przetną, dym unoszący się nad Etną, nocną ciszę na Saharze, staroświeckie kałamarze, grzane lody, szczypce raków, puste domki dla ślimaków, śpiew słowika i syk węża, trzask oklasków, szczęk oręża, mróz na wagę, rosę w kroplach, śnieżną watę, cukier w soplach, sztuczne nosy do kichania, dobre noty z zachowania, wybór wielki i bogaty za gotówkę i na raty!
Z oczu Marcina trysnęły łzy. Na ich widok, Smok poczuł, że w piersi, zamiast serca, ma jajko na miękko.
– Warto pamiętać o tym, że i ludzie używają często słów, z których znaczenia nie zdają sobie sprawy. (…)
– Uwaga zupełnie słuszna. Na przykład moja Pelasia używa często słowa „indolencja”, sądząc, iż jest to imię patronki od bólu zębów.
– O tak! – zawołał radośnie Marcin Lebioda. – A moja Kasieńka często mówi „kolacja”, choć ma na myśli kawałek suchego chleba i szklankę wody.

