Stanisław Pagaczewski
Cytaty
(…) taki z niego zbój, jak ze mnie cesarz chiński…
Sinusoida, superata,
elipsoida, prolongata,
elokwencja, konspiracja,
permanencja, alongacja,
zjedz to wszystko, ogniu, wraz
i odwagą natchnij nas!
Jestem Rakakon, syn Karakakona, wnuk Kakarakona. (…)
– Zwę się Makkaron, syn Karamakkona, wnuk Makkakarona – wyrecytował jednym tchem Deszczowiec, pełen uznania dla swej pomysłowości. (…)
Na szczęście były właściciel sklepu ze stęchłą mąką połapał się w sytuacji i bez zająknienia odparł:
– Jestem Paragon, syn Harpagona, wnuk Gonaharpa. Zajmuję się naukowym badaniem TEGO, CO W TRAWIE PISZCZY.
– Proszę, oto dwie puszki landrynek.
– Ile płacę?
– Dwadzieścia zieleńców i trzydzieści pięć błotniaków.
Dla wolności trzeba wiele wycierpieć (…).
Ważny jest człowiek, a nie jego narodowość.
Rzucam kostkę nietoperza,
udko żaby, kolec jeża,
czarcie łajno, błota grudkę
sierść wielbłąda, kroplę wódki,
zardzewiałych gwoździ sześć,
racz to wszystko, ogniu, zjeść!
Po prostu powiesiłeś je na promykach słońca, przesianego przez liście drzew… Gdy słońce zaszło, koszule musiały spaść na ziemię.
(…) po kilku krokach zauważył wbity w ziemię patyk, do którego przyczepiona była jakaś kartka. Zbliżywszy się, odczytał znajdującą się na niej informację:
Między dwunastą a drugą po południu nie budzić, bo śpię.
Nieco dalej znajdowała się druga tabliczka:
Nudziarzom, krzykaczom i poborcom podatkowym wstęp surowo wzbroniony. (…)
Na trzeciej tablicy nasi podróżni przeczytali następujący tekst, wypisany drukowanymi literami:
PRZYPADKOWY PRZECHODNIU! JEŻELI MYŚLISZ, ŻE POCZĘSTUJĘ CIĘ WINEM – JESTEŚ W GRUBYM BŁĘDZIE. I DLA GOŚCI, I DLA SIEBIE MAM WYŁĄCZNIE MLEKO. MOŻE BYĆ KWAŚNE.
Profesor Gąbka obudził się jak zwykle o piątej rano i nie tracąc czasu na wylegiwanie w pościeli, wyskoczył z łóżka, trafiając stopami w miednicę z zimną wodą.
Deszczowcy nie dlatego są głupi, że lubią wodę, bo woda to wspaniała rzecz, tylko dlatego, że nienawidzą słońca.
– Zestarzałem się trochę – rzekł Smok ze smutkiem w głosie. – To straszne, ale najlepiej czuję się w pantoflach i szlafroku.
Krak zamachał rękami, jakby się opędzał przed rojem pszczół.
– Nie mów tak – zawołał. – Jesteś nieśmiertelny, więc nie ma mowy o starzeniu się!
– Zrobiłem się także smakoszem – powiedział Smok – i bardzo sobie cenię regularne posiłki.
– Przydzielę ci kucharza, który będzie dbał o twój żołądek.
– Ponadto obawiam się, że w krainie Deszczowców mógłbym się nabawić kataru – ciągnął Smok, zdając sobie jednak sprawę z tego, że jest to argument niepoważny.
– Mój drogi. Cóż znaczy katar w porównaniu z zasługą wobec historii? Będziesz bohaterem narodowym.
– Kichający bohater to niezbyt ładny widok – uśmiechnął się Smok.
– Bohaterom wybacza się wiele wad gorszych od chronicznego kataru. Jestem gotów przydzielić ci mego nadwornego medyka, który będzie dbał o twój organ powonienia.



