Cytaty
W kramie dziwów dziś sprzedaję: sprzed pierwszej wojny tramwaje, mrożone dowcipy (spod lady), mydło o zapachu czekolady, nożyczki, które niczego nie przetną, dym unoszący się nad Etną, nocną ciszę na Saharze, staroświeckie kałamarze, grzane lody, szczypce raków, puste domki dla ślimaków, śpiew słowika i syk węża, trzask oklasków, szczęk oręża, mróz na wagę, rosę w kroplach, śnieżną watę, cukier w soplach, sztuczne nosy do kichania, dobre noty z zachowania, wybór wielki i bogaty za gotówkę i na raty!
Z oczu Marcina trysnęły łzy. Na ich widok, Smok poczuł, że w piersi, zamiast serca, ma jajko na miękko.
– Warto pamiętać o tym, że i ludzie używają często słów, z których znaczenia nie zdają sobie sprawy. (…)
– Uwaga zupełnie słuszna. Na przykład moja Pelasia używa często słowa „indolencja”, sądząc, iż jest to imię patronki od bólu zębów.
– O tak! – zawołał radośnie Marcin Lebioda. – A moja Kasieńka często mówi „kolacja”, choć ma na myśli kawałek suchego chleba i szklankę wody.
Unieśli oczy ku górze i przeczytali:
„Sprzedaż artykułów nieartykułowanych.”
– Dlaczego u was nie ma samochodów? – zapytał Smok.
– Bo psują powietrze – odparł senator
(…) taki z niego zbój, jak ze mnie cesarz chiński…
Sinusoida, superata,
elipsoida, prolongata,
elokwencja, konspiracja,
permanencja, alongacja,
zjedz to wszystko, ogniu, wraz
i odwagą natchnij nas!
Jestem Rakakon, syn Karakakona, wnuk Kakarakona. (…)
– Zwę się Makkaron, syn Karamakkona, wnuk Makkakarona – wyrecytował jednym tchem Deszczowiec, pełen uznania dla swej pomysłowości. (…)
Na szczęście były właściciel sklepu ze stęchłą mąką połapał się w sytuacji i bez zająknienia odparł:
– Jestem Paragon, syn Harpagona, wnuk Gonaharpa. Zajmuję się naukowym badaniem TEGO, CO W TRAWIE PISZCZY.
Dla wolności trzeba wiele wycierpieć (…).
Ważny jest człowiek, a nie jego narodowość.
Rzucam kostkę nietoperza,
udko żaby, kolec jeża,
czarcie łajno, błota grudkę
sierść wielbłąda, kroplę wódki,
zardzewiałych gwoździ sześć,
racz to wszystko, ogniu, zjeść!
Po prostu powiesiłeś je na promykach słońca, przesianego przez liście drzew… Gdy słońce zaszło, koszule musiały spaść na ziemię.
Profesor Gąbka obudził się jak zwykle o piątej rano i nie tracąc czasu na wylegiwanie w pościeli, wyskoczył z łóżka, trafiając stopami w miednicę z zimną wodą.
Deszczowcy nie dlatego są głupi, że lubią wodę, bo woda to wspaniała rzecz, tylko dlatego, że nienawidzą słońca.
Żyj i daj żyć innym, oto moja zasada.
– A gdzie jest Don Pedro? – zapytał Gąbka. – Dawno go już nie widziałem. Mimo że początkowo był naszym wrogiem, bardzo go polubiłem. To porządny człowiek.
– Don Pedro – wyjaśnił książę – przebywa od kilku miesięcy na dworze Salamandrusa. Pojechał, aby złożyć mu sprawozdanie ze swej działalności dyplomatycznej. Przy sposobności chce przeprowadzić kurację wodną, gdyż zbyt suchy klimat naszej krainy podkopał mu zdrowie.
– Wyobrażam sobie – uśmiechnął się brodaty doktor Koyot – że Don Pedro całymi dniami nie opuszcza wanny z deszczówką. Musi przecież namoknąć na zapas.
– Niezły z niego chłop – przyznał Bartolini – ale mimo wszystko Deszczowiec…
(…) każdy pies pragnie mieć własnego pana, którego mógłby kochać całym sercem i strzec przed niebezpieczeństwem.
Oktaryna, konsekwencja,
kataryna, indolencja,
obligacja, kollokacja,
fonetyka, gramatyka,
koci ogon, wilka kość -
teraz masz już, ogniu, dość!
– Kto dziś gra? – zainteresował się pan Mżawka, ucieszony perspektywą niezwykle długiej kąpieli.
– Miodunka z Cracovią. Od wyniku zależy wejście do Ligi.
– E, Cracovia dziady – skrzywił się Mżawka.
Miało się pod wieczór, gdy Marcin Lebioda, zwany Zerwiskórą, obudził się z głębokiego snu i z wielką jak zwykle przykrością stwierdził, że czas już wstawać. Ażeby uniknąć nieporozumień, musimy od razu zaznaczyć, że Marcin należał do tych ludzi, którzy śpią w dzień, a pracują w nocy. Kto by jednak sądził, że Lebioda był stróżem nocnym albo astronomem, myliłby się bardzo. Nic z tych rzeczy! (…) Marcin Lebioda był po prostu zbójem, i temu to zajęciu zawdzięczał swój groźny przydomek.
(…) mam wrażenie, że mypingi także uważają nas za paskudne istoty, i kto wie, czy nie mają trochę racji. W każdym razie nie biją się ze sobą i nie prowadzą wojen z sąsiadami.
Marcin Lebioda od dziecka bowiem marzył o dalekich podróżach. (…) może zostałby kiedyś odkrywcą nieznanych lądów, gdyby nie małżeństwo z Katarzyną, która ubzdurała sobie, że jej mąż koniecznie musi być zbójem. Aby się nie narażać na gniew małżonki, Marcin od lat udawał krwiożerczego rozbójnika, choć (…) wolałby zarabiać na życie rąbaniem drzewa lub hodowlą pszczół. Ażeby wilk był syty i owca cała, Lebioda kupował czasem od wędrownych handlarzy jakiś drobiazg, płacąc zań uzbieranymi w lesie grzybami lub poziomkami. Pani Katarzyna, przekonana, że wszystkie te przedmioty pochodzą z rabunku, spacerowała po wsi dumna jak paw i spoglądała z góry na kobiety, których mężowie byli tylko zwykłymi rolnikami lub bartnikami…
(…) jeżeli raz jeszcze pochwalisz przede mną Smoka lub Kraka, to zrobię z ciebie kotlet siekany i bigos hultajski!
„Myping – pisze Bramborus – jest stworzeniem dwunożnym, człekokształtnym, wysokości około jednego metra, o głowie zaopatrzonej w ruchliwy ryjek i bardzo długim ogonie, przypominającym węża. Ciało tego zwierzęcia okrywa gładka skóra barwy popielatej, pozbawiona najmniejszego nawet śladu owłosienia. Mypingi odznaczają się także szpiczastymi, bardzo ruchliwymi uszami oraz długimi pazurkami u rąk i nóg. Myping: jest zwierzęciem stadnym i bardzo zdyscyplinowanym. Głos jego przypomina pochrząkiwanie i mlaskanie. Gdy myping jest głodny lub zły (co zwykle na jedno wychodzi), wydaje głos podobny do gwizdu, słyszany doskonale z odległości kilku mil.”
Rozkaz przełożonego jest święty, czyż nie uczyłem cię tego w dawnych dobrych czasach?
– Bohater w szlafroku – zarechotał Smok, który, jak wiemy, odznaczał się Specjalnym poczuciem humoru. – Wyobrażasz sobie mój pomnik w tym stroju?
Jeśli nie chcesz Debiliusza, to się bracie, żwawo rusza, stań do pracy jutro rano razem z dziećmi, tatą, mamą, z ciotką, wujkiem i kuzynem, by wykazać własnym czynem, żeś Nasturcji dobrym synem!
Teofrast Sóldonóg, poeta rządowy
Choć jestem Smokiem, serce mam czułe i miękkie.
– Ja ci pokażę, ty skórko wieprzowa!
– Ja ci też pokażę, głąbie kapuściany!
– Ge, ge, ge, ge…
– Coś ty, gęś udajesz?
– Ge… genialny pomysł – wykrztusił wreszcie Mżawka, u którego zbyt długie przebywanie w lodowej kaszy spowodowało trudne do opanowania dreszcze.
To już wszystkie cytaty.
30 cytatów w kolekcji · wróć tu, gdy dodamy kolejne



