Marta Kisiel
Cytaty
Istne dzieło sztuki. Z figury Rubens, z fryzury Tycjan, z gęby zaś, wypisz, wymaluj, Picasso. Nic, tylko się powiesić – w muzeum, znaczy najlepiej w jakimś ciemnym kącie.
s. 213
Czasami najporządniejsi nawet ludzie, których znamy jak własną kieszeń, robią coś, czego nikt by się po nich nie spodziewał. I nie zawsze jest to coś dobrego…
s. 108
My… my tylko… ten… tego… – Uwolniwszy się błyskawicznie z plątaniny kabli i kończyn, Niedaś poderwał się z łóżka, przy okazji zrzucając obydwa laptopy na podłogę.
– …synchronizowaliśmy rotację! – dokończyła Basia świdrującym piskiem. Wyprostowała się jak struna, odgarniając zmierzwione włosy z twarzy.
Salka i Bartek spojrzeli po sobie wymownie.
– Słyszałeś? To się teraz nazywa „rotacja”.
– No, coś synchronizowali, to pewne…
– Chyba im szło średnio, bo jacyś tacy zadyszani…
– A może wprost przeciwnie?
– Ej, weźcie się… weźcie! – burknął naburmuszony Niedaś. – Wam też by nie zaszkodziła mała rotacja. Od razu zrobilibyście się luźniejsi w kroku…
– My wolimy „snuć miłość, jak jedwabnik nić wnętrzem swym snuje” – odparł wesoło Bartek.
s. 218
– Przepraszam – skonsternowany Konrad zaczepił pierwszą z brzegu osobę (…). – Ta przyjacielska wymiana poglądów to…
– Pole bitwy o przyrodę naszą i waszą – dokończył ze smutkiem rudy młodzieniec o fizjonomii Koziołka Matołka. – Miejscowi decydenci, oślepieni mamoną i wizją korzyści majątkowych w postaci stałego dostępu do żywności genetycznie zmodyfikowanej, pakowanej w zabójcze dla środowiska foliowe opakowania, oddali tę oto polanę, ostoję dzikiego, pierwotnego zwierza, w pazerne łapska krwiopijnych przedsiębiorców, którzy chcą postawić tu hipermarket. Przybyliśmy bronić tego skrawka ziemi przed śmiercią przez zabetonowanie. Obecnie trwa pokojowa dyskusja...
– A żeby was pchły oblazły, lenie niedomyte! – wrzeszczała nieopodal jakaś dobrotliwa staruszka, kręcąc młynka torebką.
– …po której przejdziemy do również pokojowego pochodu wokół polanki, zakończonego pokojowym przykuciem się do drzew, braci naszych liściastych.
s. 282
Świat rzadko kiedy jest czarno-biały, Salko. Odpowiedzialność zwykle rozkłada się na wiele barków. Każda decyzja pociąga za sobą następne, a we wszystkim z zapałem miesza zwykły przypadek.
s. 210
Średni pomysł, biorąc pod uwagę twoją sytuację, chłopcze (…). Wystarczy, że ona się potknie o krawężnik i stłucze sobie kolano, a ciebie znowu wsadzą. Za usiłowanie, współudział, a najlepiej jeszcze na poczet alimentów. Tak na wszelki wypadek.
s. 123
(…) Zmarli to zmarli, koniec kropka. Nieważne, Polacy czy Niemcy, to byli breslauerzy tacy jak my i należy im się pamięć. I bezwzględny szacunek, bo oni nie mogą się już sami bronić ani przed ludzką głupotą, ani przed podłością.(…)
Co zrobili za życia, to zrobili, tego nikt nie neguje. (…) Ale z chwilą gdy wyzionęli ducha, ich rachunek został zamknięty raz na zawsze. Nieważne, na plusie czy na minusie. Zapłacili go własnym życiem.
s. 247
Z najgłębszych czeluści duszy, gdzie pierwotne instynkty kryły się po chaszczach, w ułamku sekundy wystrzelił przekaz prosty jak konstrukcja cepa, celując w centrum sterowania Salką i uruchamiając podstawowe dla przetrwania odruchy. Plecy prosto. Wciągnij brzuch. Obliż wargi, bo spierzchły. Włosy przygładź, włosy! I na litość boską, zróbże coś z tą twarzą! Schowaj, zamaluj, zgaś światło!!!
s. 52
– A cóż takiego intymnego tam porabiałeś, Niedasiu? – zaćwierkała tak słodko, że aż ją samą zemdliło.
Niedaś jakby zmienił kolorystykę na nieco bardziej buraczaną. Nerwowym gestem przeczesał zmierzwione włosy palcami.
– To… to nieistotne! – burknął.
– Och, przecież nie masz się czego wstydzić. – Rogi rosły dalej w najlepsze i właśnie brały ostry zakręt.
– Siostra…
– No co ty, Niedasiu, wielu facetów w twoim wieku to robi…
– Siostra!
– …zwłaszcza dotkniętych długotrwałym i bolesnym stanem wolnym…
– Siostra!
– …taki tu Bartek pewnie też niejeden raz był zmuszony…
– Yyy… ja?! – Wzmiankowany Bartek drgnął, rozlewając herbatę.
– …a raz nawet przyłapałam ojca…
– SIOSTRA!!!
– …jak sam prasował sobie spodnie – dokończyła gładko Salka.
s. 139
Siła wyższa, bez uprawnień kierująca światem, postanowiła udowodnić, że dysponuje niekończącymi się pokładami czystej, małpiej złośliwości. Najpierw w cudowny sposób rozmnożyła bagaże, zaopatrując ich właściciela w ubrania na dowolną porę roku i okazję, łącznie z balem debiutantów i kolejną powodzią stulecia. Tak na wszelki wypadek. Nie zapomniała też o zestawie naczyń stołowych, karbidówce, środkach higieny mniej lub bardziej osobistej, dmuchanym materacu i wielu, naprawdę wielu absolutnie niezbędnych rzeczach. Bez wątpienia siła była kobietą, i to nad wyraz zaradną.
s. 7
– Postawiłbym na radosny eklektyzm – zdecydował, wprawiając Licho w konsternację. Z braku lepszego pomysłu pociągnęło noskiem.
– Oj, bombek w takim kolorze to chyba nie mamy…
s. 94
Nie można przeżyć życia za kogoś innego, choćby nie wiem co. Nie można mu mówić, co ma robić, a czego nie, ani brać na własne barki konsekwencji cudzych czynów. Nikomu to nie wychodzi na dobre. Każdy decyduje za siebie… i tylko za siebie potem dostaje od życia po głowie.
s. 106

