Marta Kisiel
Cytaty
Żadne tam „miłość ci wszystko wybaczy”, bo samo życie dobitnie dowodziło, że miłość i wybaczenie są z zupełnie innych bajek, tylko seks, kłamstwa i płyty DVD.
s. 40
– (…) Jeśli założymy, że wasz niemiecki protoplasta pod postacią z martwych powstałej istoty rzeczywiście przemierza nocami wrocławskie ulice w poszukiwaniu swej połowicy celem dokonania zemsty na tejże…
– Co?
– Pradziadek szuka prababci, żeby ją ukatrupić – streściła bratu Salka.
s. 223
– Czyli że wczoraj późnym popołudniem, kiedy ty korzystałaś z pięknej jesiennej aury i pławiłaś się w Odrze, Niedaś od dobrych trzech dni siedział już w tym areszcie. (…) O ile nie opanował w tym czasie z nudów arcytrudnej sztuki przebywania w dwóch miejscach jednocześnie, nijak nie mógł cię napaść. Ergo, to nie był Niedaś.
– Ale to był Niedaś – zaprotestowała Salka. – Stałam z nim twarzą w twarz.
– A więc Wołłeczko i cała wrocławska policja kłamią? Niedasia tam wcale nie ma, a my siedzimy tu po próżnicy?
– No… no nie, ale…
– Więc może to ty się pomyliłaś?
– Nie, dobrze wiem, co widziałam.
– A zatem, reasumując, to był Niedaś, choć to nie był Niedaś. Tak?
– Nic z tego nie rozumiem…
– A cóż tu jest do rozumienia? (…) Widocznie twój brat został nowym kotem Schrödingera. Jednocześnie był wczoraj nad Odrą i nie był, topił cię i nie topił. Logiczne.
s. 108
Zazdrość zżerała ich bez sztućców, zachłannie oblizując palce.
s. 215
– I co o nim sądzisz, Matyldo? – Pani Jaga skinęła głową w stronę drzwi, które dopiero co zamknęły się za młodym doktorantem. (…)
– Miękkie kluchy.
– Ale papugę skojarzył!
– Bo to miękkie kluchy z horyzontami, Jaguś.
s. 97
Ach, rozumiem… Znaczy nie rozumiem, ale zaczynam się przyzwyczajać.
s. 228
No to komu w drogę, temu aviomarin!
s. 150
Jak zwał, tak zwał, ważne żeby seks był udany! (…) Silne nasienie i regularna owulacja to podstawa związku, zawsze to powtarzam!
s. 278
(…) nic tak nie pomagało w ataku późnozimowej melancholii jak solidna porcja placka z wiśniami oraz ciepłe kakao.
s. 175
Blond loki, zwykle opadające swobodnie na ramiona, panicz zebrał w klasyczną cebulę i związał wściekle błękitną frotką z koronkowym kwiatkiem. Efekt był wstrząsający.
– Przeszkadzały, gdym haftował na tamborku, więc je okiełznałem. – Nie wydawał się zbyt przejęty tym, że wygląda jak Fragles na sterydach.
s. 91
Zupa, jak to miała w zwyczaju, milczała niczym zaklęta, aczkolwiek w tym milczeniu dało się wyczuć wyraźne potępienie.
s. 255
Tego roku zima postanowiła być wyjątkowo podstępna. Długo czekała na właściwy moment, tocząc wielce wyrachowaną wojnę psychologiczną, aż wreszcie, mniej więcej w połowie grudnia, sypnęła śniegiem aż miło i odniosła spektakularny sukces. Drogowcy byli bardzo zaskoczeni. Nikt natomiast nie był zaskoczony zaskoczeniem drogowców i chyba tylko dlatego obyło się bez zamieszek.
s. 72

