Marta Kisiel

Cytaty

  1. Odłożywszy słuchawkę, Salka wróciła do swojego pokoju i jakby nigdy nic wpadła w panikę.

    Po pierwsze, nie miała się w co ubrać.

    Po drugie, nie miała się w co ubrać.

    Po trzecie, nie miała się w co ubrać!!!

    s. 213

  2. Żywi inaczej z reguły słabo współpracują. A ci całkiem sproszkowani to już w ogóle…

    s. 172

  3. – Uświadom mnie, jeśli łaskaw – westchnął Romańczuk – co może wiedzieć o miłości nastoletni gówniarz, którzy przez kilka tygodni łaził za wiejską babą, aż w końcu palnął sobie w łeb, bo go nie chciała, a potem jeszcze od niej w pysk po śmierci dostał?

    – Och, wiele… – panicz nie załapał ironii.

    – Nic, kompletnie nic! – warknął na to Konrad. – Dla ciebie miłość kończy się tam, gdzie dla normalnego człowieka dopiero się zaczyna! Za morzem łez, za tymi „och” i „ach”, za Weltschmerzem, za kulą w czaszce, za smętnymi wierszydłami i badylami zrywanymi na łące! Tam jest życie, szare, nudne, przyziemne, czasem bolesne jak wszyscy diabli, ale prawdziwe, z pewnością prawdziwsze niż ta twoja upstrzona rymami miłość! To gasnąca namiętność, wzajemna złość, zażarte kłótnie o byle pierdołę, zgniłe kompromisy, patrzenie dzień w dzień na tę samą kobietę…

    s. 51

  4. (…) z perspektywy czasu i wygodnego fotela nawet największe tragedie i dylematy historii bardzo łatwo się ocenia. My je przeżyłyśmy. Wy o nich tylko czytacie. A znajdą się i tacy, którzy tego nie przeżyli, nie czytają i na dodatek nie myślą, za to chętnie wydają kategoryczne sądy, chociaż powinni być mądrzejsi o doświadczenia naszego pokolenia. Tak, my mogliśmy wtedy nie wiedzieć, do czego koniec końców doprowadzi Hitler i jemu podobni, choć to nas też wcale nie tłumaczy. Ale wy… wy już nie macie żadnych wymówek. Musicie wiedzieć, myśleć i przede wszystkim pamiętać.

    s. 269

  5. (…) współcześnie nawet Mickiewicz musiałby kręcić kiepskie filmiki autopromocyjne i rzucać je gdzie popadnie w sieci, coby się wybić, a wstęp do Ballad i romansów zapewne zamieściłby na swoim blogasku. Dostawałby słitaśne komcie, a jakiś palant o przeroście ambicji bądź pragnienia intelektu krytykowałby go za to, że pisze ballady zamiast haiku, i bredził coś o zaprzepaszczaniu tradycji kogoś tam przez dwudziestoletnich grafomanów, którzy nie potrafią przyjąć słów krytyki na klatę.

    s. 250

  6. A cóż to takiego jest ta narodowość, jeśli nie czystym przypadkiem? Wypadkową serii zbiegów okoliczności, na które i tak nie mamy wpływu, tak jak na płeć czy kolor oczu, z którymi się rodzimy.

    s. 269

  7. – (…) Otóż Konrad złapał depresję. Nie wiem, gdzie i kiedy, niewykluczone, że w mieście, istna sodomia i gomoria tam panuje. Och, oby to nie było zaraźliwe…

    – Na wszelki wypadek często myj ręce.

    s. 139

  8. W ułamku sekundy przez głowę przegalopowały jej dziesiątki chaotycznych myśli, ciągnąc za sobą setki przerażających obrazów, żywcem wziętych z horrorów (…). Psychopaci z hakiem, psychopaci z lustra, psychopaci w szafie, rany boskie, psychopaci z hakiem z lustra w szafie!!!

    I wtedy posapywanie osiągnęło punkt krytyczny, po czym wraz z wydechem gładko przeszło w wyraźne, ogłuszające chrapanie.

    Chrapiący psychopata to było jednak coś nowego.

    s. 36

  9. – Zbłądziłem pośród wzburzonych żywiołów, podążając za głosem poetyckiego natchnienia (…).

    – Głos poetyckiego natchnienia kazał ci wziąć kąpiel błotną? – zainteresował się Konrad (…).

    – Zazdrosna o rozkosze bujania w poetyckich niebiosach przyziemność rzuciła się na mą duszę, by rozerwać ją na strzępy i skalać swym brudem.

    – Wpadłeś do rowu?

    – Też. I odczuwam nieodpartą chęć oczyszczenia.

    s. 164

  10. Z opisu wynikało, że nie chodzi o chuliganów nurtu ortodoksyjnego, z rodzaju tych napakowanych koksem i testosteronem miłośników baseballu i szlachetnych sztuk walki, lecz o – dla pewności funkcjonariusze zerknęli raz jeszcze do notatek – starą wiedźmę w kocu i garbusa ze średnich rozmiarów młyńskim kołem. A to były już co najmniej dwa dobre powody, żeby wykazać mile widziane przez przełożonych zainteresowanie, bez żadnej obawy, że natkną się na ustawkę. Albo, co gorsza, gimnazjalistów.

    s. 290

  11. (…) pogładziła biały, koronkowy kołnierzyk, który własnoręcznie wydziergała, by dodać nutę wyrafinowanej elegancji granatowej garsonce. Nie z próżności, skądże znowu, prędzej wyzionęłaby ducha, niż dała się opętać tak grzesznemu uczuciu – kierowała nią wyłącznie schludność, skromność i głębokie upodobanie do przyzwoitości. Wszak od braku kołnierzyka bardzo blisko już do dekoltu, od dekoltu zaś do bezwstydnego, zwierzęcego obnażenia (…).

    s. 99

  12. Rozwalony niedbale na sofie Szczęsny oderwał wzrok od książki, którą czytał. Choć sam rzekłby raczej, że zmysłami wszelkimi niczym kielichem z kryształu rzeźbionym czerpał ze zdroju nieziemskiej poezji. Talentu do komplikowania najprostszych nawet czynności nie sposób mu było odmówić.

    s. 75