– Przepraszam – skonsternowany Konrad zaczepił pierwszą z brzegu osobę (…). – Ta przyjacielska wymiana… — Marta Kisiel
– Przepraszam – skonsternowany Konrad zaczepił pierwszą z brzegu osobę (…). – Ta przyjacielska wymiana poglądów to…
– Pole bitwy o przyrodę naszą i waszą – dokończył ze smutkiem rudy młodzieniec o fizjonomii Koziołka Matołka. – Miejscowi decydenci, oślepieni mamoną i wizją korzyści majątkowych w postaci stałego dostępu do żywności genetycznie zmodyfikowanej, pakowanej w zabójcze dla środowiska foliowe opakowania, oddali tę oto polanę, ostoję dzikiego, pierwotnego zwierza, w pazerne łapska krwiopijnych przedsiębiorców, którzy chcą postawić tu hipermarket. Przybyliśmy bronić tego skrawka ziemi przed śmiercią przez zabetonowanie. Obecnie trwa pokojowa dyskusja...
– A żeby was pchły oblazły, lenie niedomyte! – wrzeszczała nieopodal jakaś dobrotliwa staruszka, kręcąc młynka torebką.
– …po której przejdziemy do również pokojowego pochodu wokół polanki, zakończonego pokojowym przykuciem się do drzew, braci naszych liściastych.
s. 282Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
Tak na dobrą sprawę nie za bardzo pamiętał, gdzie i kiedy się poznali. Zstąpiła z niebios, to pewne, uśmiechnęła się do niego, to też pewne, i dobiła go kilkoma celnymi spojrzeniami spod podkręconych rzęs, a wtedy owe niebiosa, wyraźnie będące z nią w zmowie, z hukiem zwaliły mu się na głowę, odbierając resztki rozumu. Nim się obejrzał, przestał występować w środowisku naturalnym jako Konrad Romańczuk, człowiek, sztuk jedna, i dla całego świata stał się Konradem-z-Majką. Gdzie on, tam ona, gdzie ona, tam on, nierozłączni jak gliniarz i prokurator, Statler i Waldorf, Hewlett i Packard. Po paru miesiącach doszło do tradycyjnej wymiany zapasowych szczoteczek do zębów, aż w końcu pewnego dnia nastąpiła zorganizowana inwazja kobiecości na męską przestrzeń życiową. (…) Otumanionemu miłością i podkręconymi rzęsami Romańczukowi było wszystko jedno. Kiwał potakująco głową, nawet gdy rozmowy zbaczały na tematy pokoju dziecięcego i nieco większego środka lokomocji.
s. 134
Przede wszystkim Licho postanowiło uzbroić się po zęby.
Spośród przedmiotów zgromadzonych w wieżyczce jako te najbardziej zabójcze wybrało żółte, gumowe rękawice, sięgające mu niemal po pachy, spray na mszyce oraz mopa. Od razu poczuło się większe i groźniejsze. Prawdziwy mały morderca.
s. 74
Proszę bardzo, espresso po lichocku. Rozpuszczalna lura ze zwykłym mlekiem i białą śmiercią w ilościach zdolnych powalić słonia.
s. 22