Henryk Sienkiewicz

Cytaty

  1. – Ja zaś wolę życie, bo śmierć to na raz sztuka, od której się żadnym dowcipem nie wykręcisz.

  2. – I co (…) za moje szczęście, że to ja go właśnie wszędy pierwszy spotykam! Psu w gardło takie szczęście! Czy to nie ma innych ludzi na świecie? Niech go inni spotykają! Nie! zawsze ja i ja!

  3. Ale jak sobie co baby wbiją w głowę, obcęgami nie wyciągniesz.

  4. – Spać mi się tak chce, że i do rozmowy straciłem ochotę, a choć milczeć nie mam zwyczaju, bo filozofowie mówią, że kot powinien być łowny a chłop mowny, jednakże widzę, że język mi jakoś zleniwiał.

  5. – Słusznie mówią, że serce jest to wolentarz, któren pod jakim chce znakiem służyć, pod takim służy.

  6. – Mości namiestniku, oto jest pan Powsinoga.

    – Podbipięta – poprawił szlachcic.

    – Wszystko jedno! herbu Zerwipludry…

    – Zerwikaptur – poprawił szlachcic.

    – Wszystko jedno. Z Psichkiszek.

    – Z Myszykiszek – poprawił szlachcic.

    – Wszystko jedno. Nescio, co bym wolał, czy mysie, czy psie kiszki. Ale to pewna, żebym w żadnych mieszkać nie chciał, bo to i osiedzieć się tam nie łatwo, i wychodzić niepolitycznie. Mości panie! – mówił dalej [Zagłoba] do Skrzetuskiego ukazując Litwina – oto tydzień już piję wino za pieniądze tego szlachcica, któren ma miecz za pasem równie ciężki jak trzos, a trzos równie ciężki jak dowcip. Ale jeślim pił kiedy wino za pieniądze większego cudaka, to pozwolę się nazwać takim kpem, jak ten, co mi wino kupuje.

  7. – Mam manierczynę z gorzałką – oto jest!

    Pan Zagłoba uchwycił blaszankę i przechylił do ust; rozległy się długie grzdykania, a pan Skrzetuski, niecierpliwy, nie czekając ich końca pytał dalej:

    – A zdroważ ona?

    – Co tam! – odparł pan Zagłoba – na suche gardło każda zdrowa.

    – Aleć ja o kniaziównę pytam!

    – O kniaziównę? Jako łania.

  8. Michałku! tyś największy wódz w świecie.

  9. Jak tatarska orda

    Bierzesz w jasyr corda!

  10. Za moich czasów szło się do dziewki i mówiło jej się w oczy tym rytmem: „Chcesz, to będziem żyli w kupie, a nie, to ja cię nie kupię!” I każdy wiedział, czego się trzymać…

  11. – Zdechnę ja i pchły moje!

  12. – Milczałbyś, panie Michale. Nie większyś od sikory, to się ziarnkiem prosa pożywisz, a z naparstka napijesz. Ale ja Bogu dziękuję, że nie jestem taki misterny i że mnie nie kura z piasku zadnią nogą wygrzebała, ale niewiasta urodziła; dlatego potrzebuję jeść i pić jako człowiek, nie jak chrabąszcz, a żem od południa nic prócz śliny w gębie nie miał, dlatego mi i twoje żarty nie w smak.

    Tu pan Zagłoba począł sapać gniewnie, a pan Michał wziął się za bok i tak mówił:

    – Mam ja tu na udzie manierzynę, com ją dziś Kozakowi wydarł, ale kiedy mnie kura z piasku wygrzebała, to już myślę, że i gorzałka tak nikczemnej persony nie będzie waści smaczna. W twoje ręce, Janie! – rzekł zwracając się do Skrzetuskiego.

    (…)

    – Przechera z ciebie, panie Michale – rzekł Zagłoba – aleś chłop setny i to masz do siebie, że sobie odejmiesz, a drugiemu oddasz. Niechby się święciły te kury, co by takich żołnierzów, jak ty, z piasku wygrzebywały – ale ich na świecie podobno nie masz i nie o tobie myślałem.