Rafał Kosik
Cytaty
[...] jesteśmy z grubsza na wprost ulicy Sennej. [- powiedział Felix]
-Gdzie? – Net zerknął między liśćmi [drzewa].[...]
– Tam powinno być przejście. – Felix wskazał palcem przed siebie.
– To zabrzmiało jak z podręcznika dla początkujących satanistów – przestraszył się Net.
Przychodzi baba do lekarza, a lekarz Jamnik.
Cała jego [Neta] twarz i dłonie były zielone.[...]
– X-man... – powiedział wolno Felix.[...]
– To przez te bułgarskie tabletki na spokojny sen...[...]
– To nie są tabletki na sen, tylko do usuwania glonów z akwarium. Coś w tym stylu, w każdym razie. Tu jest rysunek ryby.
– Aha – powiedział Net. – Aha... Myślałem, że chodzi o to, że będę zdrów jak ryba.
– Byłeś u lekarza? U gastrologa na przykład.
– Bardziej u skinologa.[...]
– Lekarz od skóry nazywa się dermatolog.
– Boję się, że ten, do którego pójdę, będzie się nazywał Jamnik.[...]
– Mógłbyś usiąść w fotelu w kącie – zaproponował [Felix]. – W lampę obok wkręcimy zieloną żarówkę i wszyscy pomyślą, że ten twój kolor to sprawa światła.
– Lepiej wkręcić czerwoną – zauważyła Nika – to mu się kolor wyrówna.
– Nie...[...] Wtedy się zrobi czarny...[...]
– A może zrobimy dla gości konkurs malowania twarzy? – podsunęła Nika.
– Ta sytuacja was bawi? – Net był już wyraźnie rozeźlony.
– Po prostu ci zazdrościmy – odparł Felix.
– Głównie zdolności fotosyntezy – dodała Nika.
Przemijamy. Stare ustępuje miejsca nowemu, w ten sposób świat posuwa się naprzód. Ale pamiętajmy o tych, którzy odchodzą – ta pamięć daje im nieśmiertelność.
– Pan Drzazga ma podejście do wyborców jak ja do owsianki. – Net zgniótł ulotkę i wrzucił do kosza. – Wybory się jeszcze nie zaczęły, a ja już mam dosyć.
– Masz zielone ucho! – zauważyła nagle Aurelia.
– A... – Net odwrócił się drugim profilem. – Jechałem tu taksówką i... facet puszczał disco polo. Aż mi ucho zzieleniało...
Poniedziałkowa lekcja geografii zaczęła się tym samym rytuałem, co poprzednio.[...]Net odmówił odpowiedzi, a Konstancja wpisała mu pałę.[...]
– Nie martw się, stary – pocieszył go Felix[...]. – W dzienniku jest nie więcej niż dwadzieścia komórek w rządku tabeli. To się niedługo skończy.
Net przyjrzał się obudowie robota. Jego wzrok padł na napis z boku: „Konpopoz”.
– Skąd właściwie takie imię? – zapytał.
– Konpopoz to imię antycznego greckiego bohatera. – odparł robot.
– Bohaterskiego, antycznego czyściciela stajni chyba – rzucił Net, gdy wyszli z windy.
– Jeżeli chodzi o stajnię Augiasza – przytaknął Felix – to nie byłoby tak źle. Obawiam się, że to po prostu skrót od KONserwatora POwierzchni POZiomych.
Robot patrzył na niego chwilę, aż włączył mu się wentylator.
– O Boże... – szepnął Konpopoz, spuszczając wzrok. – O mój Boże...
Odwrócił się i szurając szczotkami, powoli odjechał.
– Ups... – syknął Felix.
– Chyba sprawiłeś mu przykrość – zauważyła Nika.
– Sprawiłeś przykrość odkurzaczowi – pokiwał głową Net. – To się może przyśnić.
– [...] jestem już przekonany, że nie tylko drzwi, ale i całe wnętrze stale się zmienia – powiedział Felix. – Elementy pojawiają się i znikają, kiedy na nie nie patrzymy.
– Znikają też gimnazjalistki – dodał ponuro Net. – A zaraz mogą zniknąć i gimnazjaliści...
– I program sztucznej inteligencji [- powiedział Manfred].
– Ty masz przynajmniej parę kopii...
Jeśli każdy będzie myślał, że problemem zajmie się ktoś inny, to nie zajmie się nim nikt.
– Gdzie teraz jest [Clevleen]? [- zapytała Nika.]
– Nie ma jej w jednym, konkretnym miejscu [- rzekł Zegarmistrz].
– Poćwiartował ją pan? – zapytał śmiertelnie poważnie Net.
– Zaraz będzie zupa grzybowa i karp po żydowsku.
– I ryba faszerowana – dodała pani Bielecka.
– Pychotka – zachwalał Net. – Macki lizać, po prostu. Ryba zmiksowana bez akwarium plus rodzyny, żelatynka i słodka marchewunia. Sushi kuca przy tym i popełnia seppuku pałeczkami.





