Okładka książki: (Nie)boszczyk mąż

Okładka książki

Wydawnictwo Olesiejuk

Prawa autorskie do okładki należą do wydawnictwa Wydawnictwo Olesiejuk. Okładka jest wyświetlana w celach informacyjnych, w ramach promocji książki.

Okładka książki

(Nie)boszczyk mąż

Joanna Chmielewska

Cytaty

  1. Wcale nie było pewne, czy myśli o rozwodzie Jola sama nie podsunęła mu dyplomatycznie, aczkolwiek do romansu Karol się nie rwał. Gdyby miał ratować morskich odmętów Jolę i karty kredytowe, gwarantowanie rzuciłby się ku kartom. Na szczęście pływać Jola umiała…

    s. 79

  2. (…) do gabinetu Karola wślizgnął się przez uchylone drzwi Pucuś. Jak każdy kot, był indywidualnością i miał swoje prywatne upodobania. Lubił papier.

    Pucuś, rzecz jasna, napisu na kartce nie czytał, ale obwąchał ją (…). Po czym spróbował wziąć w zęby, co na gładkim, śliskim blacie okazało się niemożliwe. Pomógł sobie łapką i przesuwał papier tak długo, aż (…) kartka spłynęła na podłogę.

    (…) zeskoczył za nią i pomiętosił ją pazurami, wdeptując w dywan, dzięki czemu przestała być taka obrzydliwie gładka i pozwoliła się chwycić zębami. Promieniując zadowoleniem, kot wymaszerował z gabinetu z pomiętym nieco kawałkiem papieru w pyszczku i poszedł do siebie, to znaczy na dużą (…) poduchę (…). Tam oddał się szczytowej przyjemności, polegającej na ponownym deptaniu i delikatnym naddzieraniu, to ząbkami, to pazurkiem. Cichutkie trzaski i szelesty wprawiały go w stan upojenia.

    s. 137

  3. Konrad jej [Justynie] się spodobał od pierwszej chwili, ale samo podobanie to nie było wszystko. Spodobać się jej mógłby piękny koń, piękny obraz, piękny budynek… Nie poleci wszak do łóżka z koniem ani, tym bardziej, z obrazem czy budynkiem!

    s. 237

  4. Ujrzał stół zastawiony pełnym | wyborem zakąseczek, przypadkowo do czerwonego wina świetnie dostosowanych, świece, kieliszki i żonę z twarzą całkowicie odmienioną. Gdyby nie zwały tłuszczu, prawie można by ją określić mianem pięknej kobiety. Przelotnie zastanowił się, jaką też głupota wywinęła, którą teraz będzie musiał nadrabiać.

    s. 259

  5. Jaguary kradną, zanim człowiek zdąży zapamiętać własny numer rejestracyjny (…).

    s. 170

  6. I oczywiście, wyjeżdżając, złośliwie nie zostawiał pieniędzy. I nawet tej prostej, elementarnej pociechy, żeby sobie coś kupić, Malwina nie mogła zaznać. Dwunastnica zwijała się jej w ósemki.

    s. 19

  7. (…) papierosy kosztują i niszczą urodę.

    s. 25

  8. (…) kłócić się należy po cichu, tak, żeby nikt nie słyszał (…).

    s. 56

  9. Justynka powęszyła już od progu, zapachniało jej obiadem, głód nabrał charakteru radosnego oczekiwania.

    s. 38

  10. Na wzmiankę o remuladzie Karol poczuł coś w rodzaju wyrzutów sumienia. No, może nie sumienia, raczej żołądka.

    s. 242

  11. Jakim sposobem kot mógłby komuś pomieszać pozapisywane numery telefoniczne, Konrad nie umiał sobie wyobrazić (…).

    s. 192

  12. (…) właśnie obudził ją dźwięk niezrozumiały acz znajomy. Któż, na miły Bóg, mógł chrapać na sąsiednim łożu, jeśli Karol był nieżywy…?!

    Poruszyła się, usiadła, popatrzyła. Nie uwierzyła własnym oczom.

    Przy jej boku chrapał Karol. Żywy. W żadnym wypadku żadne zwłoki w ten sposób chrapać nie mogły!

    s. 194

  13. (…) [Karol] oszalał chyba, bezkrytyczne wielbienie żony było jego obowiązkiem biologicznym!

    s. 19

  14. Prowadziła te rachunki przez całe dwa dni, po czym uznała, że woli się zaraz powiesić. Nie kochały się wzajemnie, Malwina i arytmetyka.

    s. 16

  15. Jeśli ktoś nie jest, na przykład, nieudacznik, to co on jest? Udacznik. Czyż nie?

    Jeśli nie jest niemrawiec, to chyba mrawiec…?

    A jeśli nie jest bezduszny, znaczy: duszny.

    s. 5

  16. Wiadomo, że wszyscy cudzoziemcy za najlepszą polską potrawę uważają bigos (…).

    s. 300

  17. Gdyby chodziło o reklamę przepisów kulinarnych, Malwina nadawałaby się pierwszorzędnie, jaśniała sadłem.

    s. 390

  18. Każde z nich miało własne klucze, żeby nie krępować się wzajemnie przy wychodzeniach i powrotach, czego od początku żądał Karol. Z pewnością sadystycznie, bo zapewniwszy rodzinie swobodę, zarazem domagał się od Malwiny czekania na niego. Żona ma być zawsze obecna, kiedy on, pan i władca, raczy się pojawić, a klucze powinny służyć chyba tylko wywoływaniu w niej konfliktu psychicznego.

    s. 37

  19. Bąknąwszy grzecznie: „Dobry wieczór”, usiadła przy stole i wzięła udział w ogólnym milczeniu (…).

    s. 389

  20. Konrad wyłgał się niejakiej Kasi, czatującej na niego pod domem, ale wyłgiwanie się Kasi miał już opanowane od co najmniej roku, Justynka zaś z nieco większym trudem pozbyła się latającego za nią Włodzia, niepożądanego wielbiciela od lat dwóch. Z lekkim rozgoryczeniem pomyślała przy tej okazji, że czego człowiek nie chce, to ma w nadmiarze, upragnione natomiast stawia zacięty opór.

    s. 283

  21. Skaczących przez okno stu dwudziestu kilogramów Karola Wolskiego nie umiałaby sobie wyobrazić żadna ludzka siła. Wyłazić z wysiłkiem i sapaniem, to jeszcze, ale przenigdy skoki, ponadto ileż czasu ta gimnastyka by trwała!

    s. 177

  22. (…) szczęknęły drzwi i do domu weszła Malwina. Jakaś dziwna. Z jednej strony promienna, z drugiej jakby przymięta, na ułamek sekundy Justynce błysnęło, że została może zgwałcona, co napawa ją zarazem satysfakcją i przygnębieniem (…).

    s. 439

  23. Sąsiad Muminek wcale nie nazywał się Muminek, tylko zupełnie inaczej, Muminkiem ochrzcił go Karol już dawno temu i jego prawdziwe nazwisko poszło w zapomnienie do tego stopnia, że nawet listonosz zostawił kiedyś pod opieką Helenki paczkę dla państwa Muminków. Muminek rzeczywiście miał w sobie coś muminkowatego, aczkolwiek tylko zewnętrznie, bo charakterem raczej nie pasował. Wbrew aparycji był dziwkarzem, o czym wiedziała cała okolica, z wyjątkiem żony, Muminkowa ciągle miał głupie złudzenia.

    s. 168

  24. (…) Karol wolał sobie pomilczeć. Żył myślą, nie gębą, jeśli zaś już swoją myślą miał chęć się podzielić, to z kimś, kto ją zrozumie. Komputerowe wyliczenie nachylenia drobnych płaszczyzn tak, że w pustym pomieszczeniu nie odzywało się echo, to było coś! Jeden raz w euforii zwierzył się żonie, na co usłyszał w odpowiedzi, iż ten mały Sławcio sąsiadów specjalnie wrzeszczy, przejeżdżając na rowerku koło ich bramy, do tego stopnia, że zagłusza rozmowę telefoniczną i człowiek we własnym domu nie może się porozumieć, więc może by z tym Sławciem coś zrobić, koniecznie…

    – Odrąbać mu łeb tasakiem – zaproponował wtedy Karol uprzejmie. – Sam kadłub wrzeszczeć nie zdoła.

    s. 22

  25. Spojrzenie Justynki powinno było zamienić go w zlodowaciały kamień, widocznie jednak nie chciało, bo nadal pozostał żywy.

    s. 268

  26. Brydże Helenka bardzo lubiła, bo roboty przy tym było niewiele, a zawsze wszyscy tak się śmiesznie kłócili. Na okrzyk: „I po cholerę wyszłaś spod króla?!”, Helenka nieodmiennie chichotała za drzwiami, świetnie się bawiąc. Rzeczywiście, po co ona spod tego króla wyszła, może by jaki tytuł książęcy dostała, albo chociaż naszyjnik z diamentów, wszak metresy królewskie niezłe zyski z tych swoich królów ciągnęły. Czego wyszła, źle jej było? Albo: „siedział na gołej damie”, toż to wprost piękne! Wcale nie chciała wracać do domu, brydżowych kłótni mogła słuchać do rana.

    s. 32

  27. (…) [Karol] nie lubił gości, twierdził, że żrą jak wołoduchy, drogo kosztują i marnują jego czas.

    s. 16

  28. Kobiety podobno najchętniej truły…

    Tęsknym wzrokiem obrzuciła cały zestaw przypraw na półce. Nie, niestety, nawet zużycie wszystkich naraz nic by nie dało, najwyżej niestrawność.

    s. 35

  29. Wolski w czasie tego brydża zaprezentował zalety wysokiej klasy, Jola wiedziała doskonale, iż jest to gra, ujawniająca rozmaite ukryte cechy charakteru. Jeden Niemiec okazał się złośliwy, drugi dobroduszny, z jednego Duńczyka wyszła megalomania, z drugiego skąpstwo, z Anglika milcząca zaciętość, ze Szweda kłótliwość, Amerykanin zaś nie zdołał ukryć skłonności do hazardu. Wolski natomiast zdobył się na wielkoduszność, grzeczność, poczucie humoru, szacunek dla partnera, błyskotliwość, uległość i Bóg wie co jeszcze. Przy równoczesnej własnej, świetnej grze. Joli zdawało się, że zna swego szefa i te wszystkie zachwycające cechy są mu najdoskonalej obce, ale jeśli wylazły z niego przy brydżu…? Udawał…? Wręcz niemożliwe!

    s. 336

  30. Zważywszy, iż, wbrew pozorom, trudniej jest czasami nie myśleć niż myśleć, Justynka weszła w progi domu trochę przeciwna światu. Mogła wrócić nieco wcześniej, ale po drodze wstąpiła do paru sklepów właściwie butików, świadoma w pełni, iż na duszne rozterki kobietom najlepiej robią zakupy. Kiedyś podobno kapelusze. Najnieszczęśliwszą istotę płci żeńskiej od samobójstwa odwodziło nabycie nowego kapelusza, z kapeluszami nie będzie się wygłupiać, ale może jakiś inny drobiazg…?

    s. 242

  31. Wszyscy inni, okazujący jej [Justynie] względy, byli do kitu. Nie nadawali się do niczego, partnerstwo usiłowali zaczynać od łóżka, a Justynka życzyła sobie inaczej. Nie będzie przecież sypiać z całym miastem! Ani nawet nie z całą uczelnią! Chciała być doceniona i upragniona w pełni, chciała się podobać i być akceptowana nie tylko ze względu na opakowanie. Miała przecież, do licha, także jakąś zawartość!

    s. 236

  32. (…) ponieważ nie cierpiała liczenia. Żadnego. Nawet bielizny do prania, nawet posiadanych szklanek i kieliszków, nie wspominając o pieniądzach albo, na przykład, kaloriach. Była zdania, że od samego liczenia nikomu niczego ani nie przybędzie, ani nie ubędzie, po cóż zatem zadawać sobie ten wstrętny trud.

    s. 10

  33. Ukradkiem [Justyna] spojrzała na ciotkę, która wyglądała, jakby z wysiłkiem liczyła do dziesięciu, nie mogąc przy tym rozstrzygnąć, czy po pięciu następuje sześć, czy też może cztery.

    s. 59

  34. Jola zawahała się w ocenie, co tu dla niego ważniejsze, dziewczyna czy forsa. Byłaby skłonna opowiedzieć się przy dziewczynie, gdyby nie fakt, że dla jej brata podrywanie dziewczyn w dowolny sposób nie stanowiło najmniejszego problemu. Ale może ta akurat nie lubi goryli…

    s. 184

To już wszystkie cytaty.

34 cytaty w kolekcji · wróć tu, gdy dodamy kolejne