Clifford Stoll
Cytaty
Niektórzy ludzie nie mający dostępu do sieci uważają, że są odcięci od jakiegoś niezwykle ważnego aspektu współczesności. Jednakże tylko pod pewnym względem życie codzienne wymaga komputerów albo dostępu do sieci cyfrowych. Nie mają one żadnego znaczenia dla gotowania, prowadzenia samochodu, przyjmowania gości, rozmawiania, jedzenia, spacerów, tańców i plotkowania. Aby upiec chleb, zagrać w piłkę nożną, uszyć narzutę, zbudować płot, wyrecytować wiersz lub zmówić pacierz, komputer nie jest potrzebny.
Z drugiej strony mam przyjaciół, którzy spędzają w sieci dziesięć, dwanaście godzin dziennie. Odpowiadanie na elektroniczne listy, przesyłanie plików, bawienie się grami, czytanie wiadomości sieciowych czy po prostu wędrowanie po Internecie pochłania im znaczną część życia. Czują się dotknięci, jeśli im się powie, że tracą coś niezwykle istotnego – bogactwo życia.
W odpowiedzi owi nałogowcy tłumaczą, jak ważne są sieci, elektroniczna łączność i domowe komputery. Dla nich Internet jest zarówno narzędziem, jak i społecznością – czymś, co jest niezbędne w pracy i w domu.
Za grosz im nie wierzę.
W San Francisco i Chicago powstają kluby nocne z terminalami komputerowymi. Można przyjść, usiąść przy stole i zacząć internetowe pogaduszki, poczytać listy dyskusyjne albo zagrać w Netrek. Jakiż to smutny i samotny sposób spędzenia wieczoru: wokół pełno ludzi, a my rozmawiamy z nieznajomymi znajdującymi się gdzieś daleko.
Komputery są jak lizaki psujące zęby. Dzieciaki je uwielbiają, ale kiedy się od nich uzależnią, nudzą się, gdy nie mają tego kolorowego ustrojstwa. Czytanie książek staje się dla nich nużącą pracą. W książkach nie ma efektów dźwiękowych i wszystko muszą sobie wyobrażać sami.
Czego właściwie uczy używanie komputerów? Z pozoru pisania, uruchamiania i korzystania z programów. Założę się jednak, że w istocie uczy czegoś zupełnie innego.
Komputery przyzwyczajają dzieci do wielogodzinnego gapienia się w ekran. Uczą je akceptować bez dyskusji to, co podsuwa maszyna. Wyrabiają w nich błędne przekonanie, że świat jest pasywnym, zaprogramowanym tworem, w którym kliknięcie myszą przynosi właściwą odpowiedź. Uczą ich nawiązywania powierzchownych znajomości za pośrednictwem poczty elektronicznej. Podpowiadają, że nie trzeba być zdyscyplinowanym, skoro frustracje można wyładować jednym naciśnięciem klawisza. Przekonują ich, że gramatyka, myślenie analityczne i kontakty międzyludzkie nie mają znaczenia.
Komputery są doskonałe do trwonienia czasu, który bez nich o wiele trudniej byłoby zmarnować.
(…) sieć komputerowa jest istotnie pewnego rodzaju wspólnotą.
Jakże jednak ubogą! Pozbawioną kościoła, kawiarni, galerii, teatru i piwiarni. Z mnóstwem kontaktów między ludźmi, lecz bez krzty człowieczeństwa. Z cyberseksem, cyberdziwkami, cyberświntuszeniem, ale bez prawdziwego, namiętnego kochania się na sianie.
No i bez śpiewu ptaków.
Nawet jeśli zignorujemy najbardziej ewidentne braki – dziecięcy śmiech, dżem śliwkowy, zielony samochód sportowy mojej siostry Rosalie – pozostają inne niedostatki tej namiastki lokalnej społeczności. Jakie? Brak poczucia trwałości i przynależności, przywiązania do miejsca i ciepła, jakie daje lokalna historia. Nie ma w niej tego, co jest esencją życia w sąsiedzkiej wspólnocie: przyjacielskich spotkań i poczucia, że się do niej należy.
Och tak, słyszę, co mówicie: Przecież to społeczność metaforyczna. Tylko że wszystko, co się dzieje w sieci jest metaforą: rozmowami bez mówienia, uśmiechaniem się bez poruszania ustami i obejmowaniem bez dotykania.
To już wszystkie cytaty.
6 cytatów w kolekcji · wróć tu, gdy dodamy kolejne


