Było dwadzieścia po szóstej wieczorem, kiedy reporter policyjny zjawił się z dwoma kolegami z Wydziału… — Lilian Jackson Braun
Było dwadzieścia po szóstej wieczorem, kiedy reporter policyjny zjawił się z dwoma kolegami z Wydziału Zabójstw: Hamesem i Wójcikiem.
– Czy to pan ma tego kota, co umie czytać? – zapytał Hames.
– On nie tylko potrafi czytać – rzekł Qwilleran – ale, co więcej, czyta wspak. Niech pan się nie śmieje, wyślę go do Akademii FBI, jak podrośnie, i wtedy może zająć pańskie stanowisko.
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
– Niech pan spojrzy na te dwa obrazy – zwrócił się do Odda Bunsena. – Czy powiedziałby pan, że przedstawiają sceny plażowe?
– Powiedziałbym, że malarz był pijany – orzekł Odd.
(...) Koko rzucił się długim korytarzem do ciemnej kuchni. Dziennikarz podążył w ślad za nim. Drzwi sypialni i łazienki stały otworem. Qwilleran zapalił światło w kuchni.
– No i co jest, diabliku?
Kot ocierał się o drzwi, prowadzące do drabiny przeciwpożarowej.
– Jeżeli tylko chcesz iść na spacer, skręcę ci szyję. Czy tego sobie życzysz?
Koko uniósł się na tylne łapy, a przednimi starał się dosięgnąć gałkę drzwi.
Kiedy kot, który jest obrazem gracji i piękna, nagle przewraca się w ohydnej pozie, wykrzywia pyszczek i drapie się w ucho, to mówi panu, proszę szanownego pana, aby pan sobie poszedł do wszystkich diabłów!

