I byt przy bycie zniknęły razem za horyzontem zdarzeń. Bo, przenikając przez półprzepuszczalną błonę, rychło… — Krzysztof Niewrzęda

I byt przy bycie zniknęły razem za horyzontem zdarzeń. Bo, przenikając przez półprzepuszczalną błonę, rychło się przedostały na drugą stronę. Powrót z takiej wycieczki uniemożliwiała im całkowicie prędkość ucieczki – zawsze zbyt mała, by jakakolwiek treść się stamtąd wydostała. Gdyż nawet światło z tego obszaru nie może się wydobyć mimo swego żaru. Ale ponieważ moment przejścia przez horyzont zdarzeń nie był nigdy odczuwalny, wszystko rozegrało się niczym w sferze marzeń. Wybór jednak – na podobieństwo czynu – stał się w pełni realny, mimo iż, z drugiej strony, prowadził wyłącznie w czas urojony i w czasie rzeczywistym był wyłącznie wspomnieniem mglistym. Jego historia cała nieodwołalnie w osobliwości się sfinalizowała. Na trwałe bowiem zagościł, w tym punkcie czasoprzestrzeni, w którym krzywizna jest nieskończona. I nic już tego nie mogło zmienić. Żadnych nie mogło wyzwolić dokonań. Lecz w czasie urojonym, z powodu implikacji, wciąż był powodem kontynuacji. Wpadł zatem w wir informacji, tkwiących za półprzepuszczalną błoną, która dla nich była ochroną. Ze względu na to, iż nie pozwalała, by jakakolwiek wieść się przedostała do tego świata, w którym mogłaby ją spotkać dezaprobata.Informacje pozostawały więc wciąż za ową błoną i tworzyły tam substancję złożoną, która wszechświaty niemowlęce generowała. A choć każdy z nich jawił się jako cząstka mała, zawierał tyle treści, ile mogłoby się w ogromie jedynie zmieścić. Każdy z nich też treścią emanował. Natomiast treści przybierać zaczęły kształt opowieści.

s. 33Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0

Więcej z tej książki

Wszystkie cytaty z tej książki