Okładka książki: Second life

Okładka książki

Forma

Prawa autorskie do okładki należą do wydawnictwa Forma. Okładka jest wyświetlana w celach informacyjnych, w ramach promocji książki.

Okładka książki

Second life

Krzysztof Niewrzęda

Cytaty

  1. Zdania się krystalizowały, przemierzając śniegu zwały, żeby dotrzeć w niedostępne rejony i nazwać to, co nienazwane było do tej pory. Niepewne swojego znaczenia utykały wszakże, na granicy urojenia i starały się przyjąć formy odpowiednie. Nie takie jednak, by się nimi napawać w swym sednie. Tylko takie, które były podporządkowane ich celowi bezwiednie i stanowiły środek wyrazu migotliwej treści przekazu. Same dla siebie zatem zdania były właściwie nie do rozpoznania. Za każdym razem inaczej się interpretowały i w zależności od sąsiedztwa swój sens zmieniały, odkrywając przy tym utajone powinowactwa, opisywały je jak bogactwa. I zagłębiały się w tej obfitości, odbiegając całkiem od rzeczywistości. Szadzią się pokrywały. W zaspach grzęzły. Na polach firnowych ślizgały. I w końcu z zimna zdrętwiały. Stopniowały już tylko ziąb jedynie, nawarstwiając zamiecie i kurniawy na zmarzlinie. Bo pod oblekającym je szronem, stawały się coraz bardziej usztywnione. Nawet te, które dopiero zaczęły się wyłaniać. Wszystkie więc popękały z powodu drgania, w jakie je wicher wprowadzał. I wnet zanikła meritum władza. Zdania nie miały już bowiem zdolności przekonywania, gdyż niczym sople się połamały, uderzając o grunt stwardniały i utraciły idee, które je spajały.

    s. 28

  2. Klatka piersiowa starej kamienicy rytmicznie rzęziła, chybocząc skrzelami okiennic. Matowe światło spływało z nabrzmiałego pęcherza żarówki na oślizgłe żebra poręczy i spierzchnięte ściany. W cuchnącym oddechu szeleściły płatki łuszczącej się farby. Drżały mięśnie schodów. Raz za razem mlaskał lepki nabłonek krwistej podłogi. Zza pękniętych drzwi dochodził skwar i śmiechy. Stargane grzmiały bebechy. W ich wnętrzu pisarze się bawili. Gadali, palili i wódkę pili.

    s. 37

  3. Zegar chodził, lecz potykając się co sekundę, rozsiewał zwątpienie. Bo co sekundę przystawał jakby. Na chwilę. Niewielką. Prawie niezauważalną. Wystarczająco jednak długą, by uznać, że stanął na zawsze; że nigdy już nie poruszy choćby jedną ze swoich wskazówek. Każda z takich chwil budziła więc niepokój. Groziła bowiem utrudnioną orientacją w czasie. Lub wręcz utratą tej orientacji. Niczym w stanie odurzenia, kiedy to wnioski wysnuwane z przesłanek podporządkowane są omamom. Kiedy radości mylą się z zachwytami, a smutki z tragediami. Kiedy faktyczne intencje zanikają we wszechogarniającym przejaskrawieniu. Straszyła dezorientacją i niespójnością. A także nadmierną kondensacją treści – mnożeniem się jej utajonych elementów wynikającym z tego, iż jakikolwiek detal w każdym momencie mógł zostać zaakcentowany w dowolny sposób. Zatrważała koniecznością przekładania każdego przedmiotu, działania lub pojęcia i każdej postaci na idee i znaczenia. W jednej z takich chwil gwałtowny powiew myśli porwał materię, która pomknęła przez przestrzeń, nie pozostawiając po sobie najmniejszego śladu.

    s. 6

  4. Na następnym kanale wszyscy się czują doskonale. W kuchennych oparach gotują kilka potraw naraz. Rozprawiają o ingrediencjach, wypowiadając przy tym zaklęcia, i mieszając w garnkach, nie muszą na nic sarkać. Ślina aż zbiera się w ustach, gdy homar w śmietanie chlusta. Lecz tam, gdzie była kapusta, tkwią zabite noworodki. Ich rodzice wiedli żywot słodki. Zauważasz to, przełączając telewizor. Producenci są bowiem nieugięci i pokazują widzom małżeństwo, które chowało niemowlaki w beczce po kiszonej kapuście, żeby bez przeszkód oddawać się rozpuście.

    s. 53

  5. Bezmiar intencji zaczął szeleścić.Dech w nim zaszumiał oraz wilgoć powstała. I była to para doskonała. Przeogromne dominium spłodziła i jego sklepienie, w którym niebotyczna zawierała się siła. Ona to właśnie zrodziła blask rozświetlający dni, a po nim wroga wszystkiego i wszystkich przyjaciela, który się objawiał w rozlicznych wcieleniach.

    s. 34

  6. I byt przy bycie zniknęły razem za horyzontem zdarzeń. Bo, przenikając przez półprzepuszczalną błonę, rychło się przedostały na drugą stronę. Powrót z takiej wycieczki uniemożliwiała im całkowicie prędkość ucieczki – zawsze zbyt mała, by jakakolwiek treść się stamtąd wydostała. Gdyż nawet światło z tego obszaru nie może się wydobyć mimo swego żaru. Ale ponieważ moment przejścia przez horyzont zdarzeń nie był nigdy odczuwalny, wszystko rozegrało się niczym w sferze marzeń. Wybór jednak – na podobieństwo czynu – stał się w pełni realny, mimo iż, z drugiej strony, prowadził wyłącznie w czas urojony i w czasie rzeczywistym był wyłącznie wspomnieniem mglistym. Jego historia cała nieodwołalnie w osobliwości się sfinalizowała. Na trwałe bowiem zagościł, w tym punkcie czasoprzestrzeni, w którym krzywizna jest nieskończona. I nic już tego nie mogło zmienić. Żadnych nie mogło wyzwolić dokonań. Lecz w czasie urojonym, z powodu implikacji, wciąż był powodem kontynuacji. Wpadł zatem w wir informacji, tkwiących za półprzepuszczalną błoną, która dla nich była ochroną. Ze względu na to, iż nie pozwalała, by jakakolwiek wieść się przedostała do tego świata, w którym mogłaby ją spotkać dezaprobata.Informacje pozostawały więc wciąż za ową błoną i tworzyły tam substancję złożoną, która wszechświaty niemowlęce generowała. A choć każdy z nich jawił się jako cząstka mała, zawierał tyle treści, ile mogłoby się w ogromie jedynie zmieścić. Każdy z nich też treścią emanował. Natomiast treści przybierać zaczęły kształt opowieści.

    s. 33

To już wszystkie cytaty.

6 cytatów w kolekcji · wróć tu, gdy dodamy kolejne