Boisz się o mnie. Boisz się, że umrę. Boisz się, że zachoruję. I cholernie dobrze, że się boisz, Michael… — Joseph Heller
Boisz się o mnie. Boisz się, że umrę. Boisz się, że zachoruję. I cholernie dobrze, że się boisz, Michael, ponieważ to wszystko rzeczywiście mnie czeka, choćbym nawet udawał, że jest wprost przeciwnie. Przyrzekłem ci siedem lat dobrego zdrowia, a teraz zostało ich już bardziej sześć niż siedem. Kiedy skończę siedemdziesiąt pięć lat, dzieciaku, będziesz zdany na samego siebie. Nie będę żył wiecznie, wiesz przecież, choć mam zamiar umrzeć próbując tego dokonać.
s. 293Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
– Wszystko, co widzicie, panowie, na tych rysunkach, jest zgodne z rzeczywistością – kontynuował Milo – z wyjątkiem tego, co jest z nią niezgodne. Nie chcemy pokazać niczego, co pozwoliłoby innym zneutralizować albo skopiować naszą technologię. To chyba rozsądne posunięcie, generale Bingam?
– Absolutnie, Milo.
– Ale w jaki sposób mamy się dowiedzieć – protestował grubas z Departamentu Stanu – jak naprawdę wygląda ten samolot?
– Dlaczego, kurwa, musi pan to wiedzieć? – odparował Wintergreen.
– Jest niewidzialny – dodał Milo. – Dlaczego chce go pan koniecznie zobaczyć?
– Domyślam się, że nie musimy tego wcale wiedzieć, prawda? – zgodził się generał brygady, spoglądając w stronę admirała.
– Po co mamy to wiedzieć? – dziwił się ktoś inny.
– Wcześniej czy później – denerwował się chudy stronnik Strangelove'a – będzie chciała wiedzieć o tym prasa.
– Pierdolę prasę – odparł Wintergreen. – Pokażemy im te obrazki.
– Czy są prawdziwe?
– A jakie to ma, kurwa, pierdolone znaczenie, czy są prawdziwe, czy nie?! – pieklił się Wintergreen. – Kiedy odkryją, że ich okłamaliśmy, będą mieli co najwyżej kolejną pierdoloną sensację.
– Zaczyna pan nareszcie, kurwa, mówić językiem, który rozumiem – oświadczył adiutant komendanta piechoty morskiej.
s. 302
– Pańskie pierdolone fotele katapultowe znajdowały się pierwotnie w planach dla pierdolonego starego stealtha. Z naszych raportów wynika, że podczas prób rozrywały na kawałki manekiny.
– Możemy dostarczyć tyle manekinów, ile pan potrzebuje – oświadczył Milo.
Grubas wywrócił się i rozbił sobie nos.
– Mojego poprzednika niepokoił, jak sądzę – wtrącił dziekan wydziału nauk humanistycznych i społecznych Akademii Wojennej – los ludzi, a nie manekinów.
– Możemy dostarczyć mu tylu ludzi, ilu potrzebuje.
Chudzielec zgłupiał, a Grubas zapomniał języka w gębie.
– Interesuje nas ich bezpieczeństwo. Twierdzi pan, że pańskie maszyny mogą pozostawać w powietrzu przez długi czas, być może nawet przez całe lata. Nasze maszyny z ludźmi na pokładzie muszą być zdolne do powrotu.
– Po co?
– Po co?
– Tak, po co?
– Po co mają wracać?
(...) – Dokąd miałyby wracać, ty kutasie? – zapytał Wintergreen. – Tutaj również nie zostanie przecież kamień na kamieniu.
s. 306
Teemer, pryncypialny, pracowity i melancholijny, stanowił; jak ujął to Yossarian, kolejną ofiarę prowadzonej przez samego siebie wojny z rakiem. Wyznawał teraz pogląd, że żywe komórki nowotworowe i ginące społeczeństwa reprezentują tę samą jakość. Wszędzie widział nowotwory. To, co widział w komórce, odnajdywał w powiększonej skali w organizmie, a to, co zachodziło w człowieku, widział odwzorowane na poziomie grupy społecznej. Był zwolennikiem kontrowersyjnego poglądu – tak samo jego zdaniem zdrowego i ekspansywnie się rozprzestrzeniającego jak złośliwa tkanka, w której badaniu się specjalizował – że wszelkie mnożące się w niepowstrzymany sposób zgubne ekscesy są równie normalne i nieuniknione jak rozrost złośliwych komórek, które znał z życia zwierzęcego i roślinnego.
s. 474

