Cytaty
– Czy pan Bartosz miał wrogów?
Obie znów spojrzały na niego, teraz z politowaniem.
– Jak wąż ogon. Wyłącznie – odparła chłodno Joanna.
(…) podobno powaga jest tarczą głupców (…).
Żaden chłop nie pojmie wnętrza baby.
– Syneczku – rzekła surowo pani Rycheza (…). – Ja bym chciała dożyć końca.
– Końca mamusia dożyje bez wątpienia – zapewnił Zelmuś solennie.
Podniosła głowę, czoło miała nieco zaczerwienione, wyciągnęła z torby wielką chustkę tekstylną, wytarła oczy i nos, siąknęła tym nosem jeszcze raz i rzekła:
– W efekcie go zabiłam.
– W czym…? – wyrwało się Woźniakowi.
– W efekcie. Mówią, że w efekcie to sąd mniej daje. Bezmyślnie. W nerwach mi się machło. Żadnej premendyntacji nie było.
Zaraz… W której to książce było? Młodzieniec chciał powiedzieć do ruskiej panienki: „Jaką pani ma piękną różę”, bo miała rozkwitłą różę przypiętą do gorsu, i powiedział: „Kakaja u was krasnaja roża”, po czym panienka obraziła się śmiertelnie, ponieważ znaczyło to podobno: „Jaką pani ma czerwoną mordę”. Za nic w świecie Woźniak nie mógł sobie przypomnieć, gdzie to czytał, Żeromski…? Któryś z rosyjskich klasyków…? Nie, to raczej ktoś z naszych.
– Miała męża? – wtrąciła Baśka, szalenie zainteresowana.
– Miała, dlaczego miała nie mieć?
– Bo intrygantki przeważnie nie mają. Brakuje im chłopa, intrygi go zastępują.
Przeczytałem ostatnio, przypadkiem, tak mi jakoś w ręce wpadło, że skłonność do pieniactwa sądowego jest jednym z objawów paranoi.
– Otóż bliską powinowatą po jakimś siostrzeńcu, zwaną w rodzinie ciocią Rysią, była pani Rycheza Klucznik…
– Jak, proszę…? – wypsnęło się zdumionemu Woźniakowi.
– Rycheza Klucznik.
– Żydówka z pochodzenia czy Niemka? Protestantka…?
– Ależ skąd! Katoliczka.
– U nas ochrzcili dziecko takim imieniem? Przed wojną? Była taka święta? Bez świętej żaden ksiądz by nie ochrzcił!
– Oczywiście, że była, musiała być. Żona Mieszka II, cioteczna wnuczka cesarza Ottona, nie mogła przecież być poganką, a miała na imię Rycheza.
– Uparcie do mnie dzwoniła, przedstawiając się imieniem i nazwiskiem, i komunikując, że pan Bartosz właśnie z panią Helusią w łóżku igraszkuje.
– Co robi…?!
– Igraszkuje. Tak wytwornie określała osobiste kontakty natury seksualnej. Wiem, bo czasem jej się ta wytworność nudziła i wtedy waliła wprost. Chyba nie muszę…?
– Nie, nie, ja… to jest, my… znamy te określenia… mniej więcej.
Wszyscy wiedzą, że istnieje coś takiego, jak złośliwość przedmiotów martwych.
Ale może istnieje także uczynność przedmiotów martwych…?
(…) gęba służy nie tylko do wchłaniania pokarmu. Pójdę do niego (…) i zapytam.
Po drodze [Woźniak] zastanawiał się ze zgrozą, jak policja albo milicja mogła dawniej prowadzić śledztwo bez telefonów komórkowych. Jakim cudem udawało im się do czegoś dojść i łapać przestępców, marnując potworną ilość czasu na latanie po mieście w poszukiwaniu czynnych aparatów telefonicznych? Ciężkie życie mieli.
Ciemno tam było jak w zadzie u Murzyna… żadnych rasizmów, kolor człowiekowi dała natura…
To już wszystkie cytaty.
14 cytatów w kolekcji · wróć tu, gdy dodamy kolejne



