W sierpniu 1944 roku, na rok przed końcem wojny, ukończyłem szkołę, do której chodziłem od dzieciństwa, i… — Yukio Mishima
W sierpniu 1944 roku, na rok przed końcem wojny, ukończyłem szkołę, do której chodziłem od dzieciństwa, i poszedłem na studia. Nie mając nic do gadania, zgodnie z wolą ojca wstąpiłem na wydział prawa pewnego uniwersytetu. Ale nie przejmowałem się tym zbytnio, gdyż byłem przekonany, że wkrótce zostanę powołany do wojska i zginę na polu walki, a cała moja rodzina, bez wyjątku, straci życie pod bombami podczas nalotu powietrznego.
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
Cieszyłem się, kiedy widziałem w wyobraźni moje leżące, skręcone ciało. Odczuwałem niewypowiedzianą radość na myśl, że zostałem zastrzelony i że umieram. Myślałem sobie, że gdyby tak naprawdę dosięgła mnie kula, to nic by mnie nie bolało...
Choć bałem się straszliwie, z niecierpliwością, a jednocześnie z jakąś słodką melancholią, wyczekiwałem śmierci. Jak już wielokrotnie mówiłem, przyszłość była dla mnie wielkim ciężarem. Od samego początku życie przytłaczało mnie poczuciem obowiązku. I choć wiadomo było, że ja tych obowiązków spełnić nie jestem w stanie, życie prześladowało mnie z powodu ich niewypełniania. Wydawało mi się, że śmierć byłaby dla mnie prawdziwym wybawieniem i że byłby to z mojej strony swoisty życiowy unik. Doktryna śmierci, popularna podczas wojny, była mi bliska. Myślałem, że jeśli jakimś dziwnym trafem zginę „bohaterską śmiercią w walce” (choć trzeba przyznać, że to zupełnie do mnie nie pasowało), będzie to naprawdę ironiczne zakończenie mojego życia i zza grobu będę się z tego śmiał po wsze czasy... A tymczasem, gdy zaczynały wyć syreny, uciekałem do schronu szybciej niż inni...
Odwróciłem głowę, wydając nic nieznaczące westchnienie, i a wtedy zmieszał się z nim jej dziwnie gorący oddech. Moje usta niespodziewanie przygniotło coś ciężkiego i tłustego. Nasze zęby głośno się ze sobą zderzyły. Bałem się otworzyć oczy. Wtedy Chieko mocno ścisnęła moje policzki swoimi chłodnymi dłońmi. Po chwili odsunęła się, a ja na wpół usiadłem. Patrzyliśmy na siebie w ciemnościach. Siostry Chieko były znane z rozwiązłości. Widać było wyraźnie, że w jej żyłach płynie ta sama gorąca krew. Ale też było jakieś szczególne, niewytłumaczalne powinowactwo pomiędzy jej gorącą krwią a gorączką, która trawiła moje chore ciało. Usiadłem prosto i powiedziałem: — Jeszcze raz. Całowaliśmy się bez chwili wytchnienia, aż przyszedł służący. — Tylko pocałunki, tylko pocałunki — powtarzała bezustannie Chieko...

