Theodor W. Adorno
Cytaty
Doświadczenie artystyczne jest autonomiczne jedynie tam, gdzie odrzuca delektujący się smak.
s. 25
Jako artysta Schönberg przywraca ludziom wolność sztuki. Kompozytor-dialektyk unieruchamia dialektykę.
s. 169
Dezintegracja mieści się w głębi integracji i prześwieca przez nią. Całość wszakże, im więcej aprobuje z detalu, tym bardziej staje się ze swej strony niejako detalem, momentem pośród wielu innych, szczegółem. Pragnienia zagłady w detalu przenosi się na całość.
s. 551
Całość jest nieprawdą.
Antyartystyczne dzieło sztuki jest czymś zbliżonym do aktu poznania. Muzyka Schönberga krąży wokół poznania; właśnie to zawsze gorszyło ludzi bardziej niż dysonanse: stąd narzekania na intelektualizm.
s. 170
Niewątpliwie od szkolnych reguł do sądu estetycznego nie prowadzi żadna linia ciągła, ale nawet nieciągłość drogi podlega pewnemu przymusowi: najwyższe pytania o prawdę dzieła można przełożyć na kategorie jego koherencji.
s. 513
Od czasów Homera zwyczaj splata pojęcia dobra i bogactwa. Jest to idea moralna, która wywodzi się wprost z egzystencji ciemiężycieli. (…) Chrześcijaństwo zanegowało tę tezę, ale szczególna premia teologiczna za dobrowolne ubóstwo świadczy o tym, jak głęboko powszechna świadomość uformowana jest moralnością posiadania.
Dydaktyczny, wzorcowy charakter późnych dzieł Schönberga jest zgodny z najgłębszą istotą dodekafonii. Kodeks norm dodekafonicznych to bynajmniej nie sławiona ziemia obiecana obiektywizmu, lecz tylko szkolne sito, przez które musi przejść wszelka muzyka, by uniknąć zgubnej przypadkowości. Křenek słusznie porównywał dodekafonię do reguł kontrapunktu ścisłego, wyabstrahowanych niegdyś przez Palestrinę i będących do dziś najlepszą szkołą kompozycji. W porównaniu tym tkwi również lekarstwo na normatywne pretensje dodekafonii. Tym, co różni reguły dydaktyczne od norm estetycznych, jest niemożliwość ich konsekwentnego stosowania.. Niemożliwość ta jest dla ucznia bodźcem do wysiłków. wysiłki te muszą się zakończyć niepowodzeniem i wtedy reguły trzeba z powrotem zapomnieć, a wydadzą owoce.
s. 160
(…) to realność powinna naśladować dzieła sztuki. To wszakże, iż dzieła sztuki są, wskazuje, że to, co nieistniejące, mogłoby być (…). To, ku czemu zmierza tęsknota w dziełach sztuki – rzeczywistość tego, czego nie ma – zmienia się w jej przypomnienie.
s. 242
To, co naziści zrobili Żydom, było nie do wypowiedzenia, ale przecież trzeba znaleźć wyraz, jeżeli ofiar, których i tak jest za dużo, by wspominać ich imiona, nie chce się wydać na przekleństwo zapomnienia. Toteż w angielszczyźnie ukuto pojęcie genocide. Ale przez kodyfikację, zapisaną w międzynarodowej deklaracji praw człowieka, to, co nie do wypowiedzenia, zostało zarazem – w imię protestu – uwspółmiernione. Przez podniesienie do rangi pojęcia uznana zostaje niejako możliwość: instytucja, którą się obkłada zakazem, odrzuca, dyskutuje.
(…) czas w muzyce jest wyraźnie rozpoznawalny, ale od empirycznego tak odległy, że przy skoncentrowanym słuchaniu wydarzenia zachodzące w czasie poza kontinuum muzycznym pozostają wobec niego zewnętrzne, niemal go nie dotykają (…).
s. 251
Dodekafonia jest równie polemiczna jak dydaktyczna. Jej polemiczność jednak dotyczy obecnie już zupełnie innych problemów niż te, które niegdyś zmobilizowały nową muzykę przeciw muzyce powagnerowskiej – a więc nie dotyczy już autentyczności i nieautentyczności, patetyczności i rzeczywistości, „absolutności” i programowości, lecz utrzymania standardów technicznych w obliczu nadciągającego barbarzyństwa. Jeśli dodekafonia postawi tamę temu barbarzyństwu, to już uczyni dosyć, choćby sama nie dotarła do krainy wolności. Pokaże przynajmniej, jak można się z barbarzyństwem nie solidaryzować – chociaż wobec powszechnego już dziś solidaryzmu nawet i jej wskazówki mogą zostać nadużyte w imię solidaryzowania się. Mimo wszystko jednak dodekafonia, ten niemiłosierny Samarytanin, podeprze swym mocarnym ramieniem walące się doświadczenie muzyczne.
s. 162





