Terry Pratchett
Cytaty
Edukacja na Niewidocznym Uniwersytecie działała uświęconą przez wieki metodą umieszczania dużej grupy młodych ludzi w pobliżu dużego zbioru książek, w nadziei że coś przejdzie z jednych na drugich.
Dziewczyna oburzyła się.
– Czy nie posiadasz zadziwiających mocy magicznych?
– O tak! Naturalnie! Tylko że...
– Powiedz coś w języku magów!
– Eee... Isulcus, isulcus, isulcus, moriturus sum. – Rincewind nie spuszczał wzroku z noża.
– „O udar, zaraz umrę”?
Nic nie stymuluje magicznych nerwów bardziej od uczucia niedopasowania.
Dobro i Zło są kategoriami całkiem zbytecznymi, jeśli człowiek dorasta z wysoce rozwiniętym poczuciem tego, co Słuszne i Niesłuszne.
Na tym polega główna zaleta czarnych ubrań – ubierając się na czarno, można udawać każdego. Matka Przełożona czy Madame, to tylko kwestia stylu. Wszystko zależy od detali.
Coś jest w teorii, myślał [Rincewind], że na świecie żyje tylko kilka osób. Dlatego człowiek ciągle spotyka te same. Gdzieś pewnie istnieje ich forma wyjściowa.
Pora, żeby zacząć uciekać, następuje w okolicy „e” w „Hej, ty!”.
Szczęście to moje drugie imię – zapewnił niewyraźnie Rincewind. – Co prawda moje pierwsze imię to: Nie.
Bogowie pomagają tym, którzy sami sobie pomagają.
Na ogół jednak uderzający chciał zachować ofiarę przy życiu. Gildia Złodziei przestrzegała tego bardzo skrupulatnie. Jak mawiali: „Uderzysz kogoś za mocno, możesz go okraść tylko raz; uderzysz jak trzeba, a możesz okradać go co tydzień”.
– Cohen, ci ludzie są bardzo starzy.
– To sama śmietanka!
Rincewind westchnął.
– Oni są raczej serem, Cohen.
Trzy to naturalna liczba dla czarownic.



