– Nie jesteś chyba zombi, co? (…) – Jestem żywy – zapewnił bezradnie Nutt. – Tak, ale żywy kto, to chciałabym… — Terry Pratchett
– Nie jesteś chyba zombi, co? (…)
– Jestem żywy – zapewnił bezradnie Nutt.
– Tak, ale żywy kto, to chciałabym wiedzieć.
– Goblin, panienko.
Zawahał się chwilę. To brzmiało jak kłamstwo.
– Myślałam, że gobliny mają rogi – zdziwiła się Glenda.
– Tylko te dorosłe.
No, to przecież prawda, przynajmniej dla niektórych goblinów.
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
W mieście Ankh-Morpork formalnie panuje tyrania, która nie zawsze jest tym samym co monarchia. Nawet samo stanowisko Tyrana zostało przedefiniowane – przez piastującego je obecnie lorda Vetinariego – jako jedyna forma demokracji, która działa. Każdy ma prawo głosu, chyba że zostanie go pozbawiony z powodu wieku albo niebycia lordem Vetinarim.
– Trzeba iść z duchem czasów… – Patrycjusz pokręcił głową.
– Staramy się tego nie robić na ogół – odparł Ridcully. – To go tylko rozzuchwala.
– Wy mówicie, że macie morderstwo, a ja odciągam starego Igora od płyty i trzymam w nadgodzinach. Ale przekażcie ode mnie Samowi Vimesowi, żeby przysłał mi swoich chłopców na krótki kurs pierwszej pomocy, a konkretnie wykrywania różnicy między martwym i śpiącym. W naszym fachu zawsze zaliczaliśmy zdolność chodzenia do tych kluczowych różnic, choć w tym mieście nauczyliśmy się uważać ją tylko za dobry początek. Ale kiedy ściągnęliśmy z niego prześcieradło, usiadł i zapytał Igora, czy ma kanapkę, co na ogół jest rozstrzygające. Poza gorączką nic mu nie dolegało. (…)
– Pozwolił mu pan odejść? – spytała wstrząśnięta Angua.
– Oczywiście! Nie mogę trzymać człowieka w szpitalu tylko za to, że jest kłopotliwie żywy.

