Stephenie Meyer
Cytaty
Cała Renée, pomyślałam, kręcąc głową. Zapominając w ekscytacji o swoim lęku wysokości, zapisała się na kurs spadochroniarski i uświadomiła sobie, że ma problem dopiero wtedy, kiedy wyskoczyła z samolotu doczepiona do instruktora.
Nie miałam zielonego pojęcia, jak się uwodzi mężczyznę. Na pewno nie jąkając się i pocąc ze zdenerwowania.
– Pewnie to znaczy, że coś jest nie tak z moim mózgiem.
– To chyba oczywiste dla każdego, kto cię zna – zażartował.
Pomyślałem sobie – ciągnął – że nada się na symbol mojej osoby, bo jest takie twarde i zimne. – Zaśmiał się. – A w słońcu, tak jak ja, mieni się wszystkimi kolorami tęczy.
– Zapomniałeś o najbardziej oczywistej cesze, która was łączy – wtrąciłam. – Jest piękne.
– Moje własne serce jest równie ciche – stwierdził. – I tak, jak to tu, należy do ciebie.
– Powinnam cię przeprosić, ale wcale nie jest mi przykro.
– A mi powinno być przykro, że tobie nie jest przykro, ale też nie jest mi przykro.
– I jak ci poszło na egzaminach? – spytał mnie po drodze.
– Historia była łatwa, ale nie jestem pewna co do matmy. Wydawało mi się, że to, co piszę, ma sens, a to chyba zły znak.
– Jak to jest… chodzić z wampirem?
Wywróciłam oczami.
– To supersprawa.
– Ale tak na serio… Nie boisz się, że… no wiesz. Nie żyjesz w ciągłym napięciu?
– Nie. (…)
– Masz jeszcze jakieś pytania?
– A czy ty… czy wy… całujecie się czasami?
Parsknęłam śmiechem
– Tak.
Wzdrygnął się.
– O gustach się nie dyskutuje.
– Ale… Nie przeszkadzają ci jego kły?
Uderzyłam go w ramię, mocząc go pianą.
– Głupek! Dobrze wiesz, że Edward nie ma żadnych kłów!
– Przy tobie może nie ma.
– Bello – zamruczał mi do ucha Edward swoim aksamitnym barytonem. – Czy mogłabyś być tak miła i przestać próbować się rozebrać?
– Sam chcesz to zrobić? – spytałam zdezorientowana.
– Nie dziś wieczór – odpowiedział łagodnie.
– Co? Przecież ja mam 18 lat!
– A ja prawie 110. Czas się ustatkować.
– Boże! – Wykrzyknęłam.
– Co?
– Och… Nic. Wszystko.
– Co dokładnie? – spytał, spięty.
– Ty mnie kochasz!
– Mogę się tym zająć – odpowiedział na moje nieme pytanie. żałowałam, że
nie widzę wyrazu jego twarzy. – Możesz być pewna, że nie stracę nad sobą
kontroli.
– Szwetnie – wymamrotałam, mając nadzieję, że mówię dostatecznie
wyraźnie. Nie było to łatwe w kleszczach palców Edwarda.
– Nie tak szybko – wycedził. – To nie musi stać się dziś.
– Chcę, żebyś trzymała się od niego z daleka, Bello. Nie ufam mu. To kawał drania. Nie pozwolę, żeby znowu cię skrzywdził.
– Okej – odparłam, wzruszając ramionami.
– Och. – Ojciec zaniemówił na chwilę. Podrapał się po głowie. – Sądziłem, że będziesz się stawiać.
– Ależ będę – oznajmiłam, patrząc mu prosto w oczy. – Okej, czyli „Okej, to się wyprowadzę”.



