Stephenie Meyer

Cytaty

  1. Cała Renée, pomyślałam, kręcąc głową. Zapominając w ekscytacji o swoim lęku wysokości, zapisała się na kurs spadochroniarski i uświadomiła sobie, że ma problem dopiero wtedy, kiedy wyskoczyła z samolotu doczepiona do instruktora.

  2. Nie miałam zielonego pojęcia, jak się uwodzi mężczyznę. Na pewno nie jąkając się i pocąc ze zdenerwowania.

  3. – Pewnie to znaczy, że coś jest nie tak z moim mózgiem.

    – To chyba oczywiste dla każdego, kto cię zna – zażartował.

  4. Pomyślałem sobie – ciągnął – że nada się na symbol mojej osoby, bo jest takie twarde i zimne. – Zaśmiał się. – A w słońcu, tak jak ja, mieni się wszystkimi kolorami tęczy.

    – Zapomniałeś o najbardziej oczywistej cesze, która was łączy – wtrąciłam. – Jest piękne.

    – Moje własne serce jest równie ciche – stwierdził. – I tak, jak to tu, należy do ciebie.

  5. – Powinnam cię przeprosić, ale wcale nie jest mi przykro.

    – A mi powinno być przykro, że tobie nie jest przykro, ale też nie jest mi przykro.

  6. – I jak ci poszło na egzaminach? – spytał mnie po drodze.

    – Historia była łatwa, ale nie jestem pewna co do matmy. Wydawało mi się, że to, co piszę, ma sens, a to chyba zły znak.

  7. – Jak to jest… chodzić z wampirem?

    Wywróciłam oczami.

    – To supersprawa.

    – Ale tak na serio… Nie boisz się, że… no wiesz. Nie żyjesz w ciągłym napięciu?

    – Nie. (…)

    – Masz jeszcze jakieś pytania?

    – A czy ty… czy wy… całujecie się czasami?

    Parsknęłam śmiechem

    – Tak.

    Wzdrygnął się.

    – O gustach się nie dyskutuje.

    – Ale… Nie przeszkadzają ci jego kły?

    Uderzyłam go w ramię, mocząc go pianą.

    – Głupek! Dobrze wiesz, że Edward nie ma żadnych kłów!

    – Przy tobie może nie ma.

  8. – Bello – zamruczał mi do ucha Edward swoim aksamitnym barytonem. – Czy mogłabyś być tak miła i przestać próbować się rozebrać?

    – Sam chcesz to zrobić? – spytałam zdezorientowana.

    – Nie dziś wieczór – odpowiedział łagodnie.

  9. – Co? Przecież ja mam 18 lat!

    – A ja prawie 110. Czas się ustatkować.

  10. – Boże! – Wykrzyknęłam.

    – Co?

    – Och… Nic. Wszystko.

    – Co dokładnie? – spytał, spięty.

    – Ty mnie kochasz!

  11. – Mogę się tym zająć – odpowiedział na moje nieme pytanie. żałowałam, że

    nie widzę wyrazu jego twarzy. – Możesz być pewna, że nie stracę nad sobą

    kontroli.

    – Szwetnie – wymamrotałam, mając nadzieję, że mówię dostatecznie

    wyraźnie. Nie było to łatwe w kleszczach palców Edwarda.

    – Nie tak szybko – wycedził. – To nie musi stać się dziś.

  12. – Chcę, żebyś trzymała się od niego z daleka, Bello. Nie ufam mu. To kawał drania. Nie pozwolę, żeby znowu cię skrzywdził.

    – Okej – odparłam, wzruszając ramionami.

    – Och. – Ojciec zaniemówił na chwilę. Podrapał się po głowie. – Sądziłem, że będziesz się stawiać.

    – Ależ będę – oznajmiłam, patrząc mu prosto w oczy. – Okej, czyli „Okej, to się wyprowadzę”.