Okładka książki: Zaćmienie

Okładka książki

time4ya

Prawa autorskie do okładki należą do wydawnictwa time4ya. Okładka jest wyświetlana w celach informacyjnych, w ramach promocji książki.

Okładka książki

Zaćmienie

Stephenie Meyer

Cytaty

  1. – Deszcz to pestka – mruknęłam. – Tyle że musimy się stąd wynosić, a skoro tak, to już niedługo będziemy musieli coś załatwić, coś bardzo nieprzyjemnego i być może nawet wysoce niebezpiecznego.

    Zaniepokojony, otworzył szeroko oczy.

    – Dzięki Bogu, nawet kula z policyjnego rewolweru nie zrobi ci krzywdy. – Westchnęłam. – Podskoczymy po pierścionek, a potem pojedziemy do domu. Co tak na mnie patrzysz? Pora powiadomić Charliego.

    Moja mina go rozbawiła.

    – Niebezpieczna misja, mówisz? – Sięgnął do kieszeni spodni. – Przynajmniej nie będziemy musieli nadrabiać drogi.

    Mój pierścionek zaręczynowy po raz drugi został wsunięty mi na palec strony lewej dłoni – tam gdzie miał pozostać na całą wieczność.

  2. – Znasz tę historię z Biblii? – spytał znienacka, wciąż wczytując się w pusty sufit. – Tę z królem i dwiema kobietami, które kłócą się o dziecko?

    – Jasne. Król Salomon.

    – Zgadza się, król Salomon. – powtórzył. – Rozkazał rozciąć dziecko na pół… ale to był tylko taki test. Żeby zobaczyć, kto odstąpi swoją część, byle tylko ocalić malucha.

    – Tak, pamiętam.

    Spojrzał wreszcie na mnie.

    – Bella, już cię nie będę próbował rozciąć na pół.

  3. – To jak mam zareagować, na to co się stało?

    – Chcę, żebyś wykrzyczał mi w twarz wszystkie wyzwiska, jakie ci tylko przyjdą do głowy, w każdym języku, który znasz. Chcę, żebyś powiedział mi, że się mnie brzydzisz i chcesz mnie rzucić, a ja padnę ci do stóp i będę się czołgać, i błagać cię, żebyś został.

    Westchnął.

    – Wybacz, ale nie spełnię twojej prośby.

    – To przynajmniej przestań mnie pocieszać. Pozwól mi cierpieć. Zasłużyłam sobie na to.

    – Nie ma mowy.

    Pokiwałam głową.

    – Wiesz co, masz rację. Bądź dalej taki miły. Tak chyba jest jeszcze gorzej.

    Ucichł na chwilę. (…) Czekałam na to, co powie. Jego głos przeszedł w szept:

    – W odróżnieniu od Jacoba, ja potrafię być szlachetny, Bello. Nie zamierzam zmuszać cię do tego, żebyś wybierała pomiędzy nami dwoma. Chcę, żebyś była szczęśliwa. Weź ze mnie, co tylko chcesz, albo i nic, jeśli tylko taka jest twoja wola. Nie czuj się do niczego zobowiązana, kiedy będziesz podejmować decyzję.

  4. – Nie mówię, że to nie była najlepsza noc w moim życiu, tylko że się nie wyspałem. Myślałem już, że Bella nigdy nie przestanie, tyle nadawała.

    Skrzywiłam się, zachodząc w głowę, co też mogłam wygadywać przez sen. Na samą myśl o niektórych możliwościach przechodziły mnie ciarki.

    – Cieszę się, że ci się podobało – oświadczył Edward. Jacob otworzył oczy.

    – A tobie nie? – spytał ze złośliwym uśmieszkiem.

    – Najgorsza noc mojego życia to nie była, jeśli na to liczyłeś.

    – Ale z pierwszej dziesiątki już tak, co?

    W zadowoleniu mojego przyjaciela było coś perwersyjnego.

    – Być może.

    Usatysfakcjonowany Jacob przymknął powieki.

    – Jednakże – ciągnął Edward – gdybym mógł zamienić się wczoraj z tobą miejscami, nie byłaby to, bynajmniej, jedna z dziesięciu najlepszych nocy w moim życiu.

    Jacob spojrzał na niego spode łba, po czym usiadł sztywno, napinając mięśnie.

  5. – Co wygadywałam przez sen dzisiaj w nocy? – wyszeptałam nieśmiało.

    Wzruszył tylko ramionami. Skrzywiłam się.

    – Aż tak było źle?

    – Nie, nie.

    Westchnął.

    – Powiedz mi, proszę.

    – Głównie powtarzałaś moje imię, jak ci się to często zdarza.

    – No to ujdzie – przyznałam, mając się jednak na baczności.

    – Ale pod koniec zaczęłaś mamrotać coś w rodzaju „Och, Jacob. Gdzie jest mój Jacob”. -Edward mówił szeptem, ale i tak słyszałam w jego głosie ból. – Cóż, twój Jacob był wniebowzięty.

  6. – On jest dla ciebie jak narkotyk. – Nie wypominał mi tego, po prostu stwierdził fakt. – Widzę, że nie potrafisz już bez niego żyć. Już za późno. Związek ze mną byłby dla ciebie o wiele zdrowszy. Nie byłbym twoim narkotykiem, tylko twoim powietrzem, twoim słońcem.

    Kącik moich ust drgnął w smutnym półuśmiechu.

    – Wiesz, że nawet kiedyś tak o tobie myślałam? Że jesteś moim słońcem, moim osobistym słońcem? Odganiałeś dla mnie chmury.

    Westchnął.

    – Z chmurami sobie radzę, ale nie mogę walczyć z zaćmieniem.

  7. – Ale wyjść byś mógł – zapewnić nam odrobinę prywatności.

    – Jacob, czy mam pomóc ci zasnąć? – zaoferował Edward.

    – Spróbować zawsze warto – mruknął mój przyjaciel, niezrażony. – Ciekawe, kto by wtedy wyszedł?

    – Te, wilk, nie podjudzaj mnie. Moja cierpliwość kiedyś się skończy.

  8. – Nie mogłem pozwolić ci wyjechać samej. Z twoim pechem nawet czarna skrzynka samolotu by się nie zachowała.

  9. – Śpij, skarbie. Niech ci się przyśni coś miłego. I nie przejmuj się – tylko ty obudziłaś moje serce. Już zawsze będzie należeć tylko do ciebie. Śpij, moja jedyna miłości.

  10. – Nienawidzę cię, Black.

    – To dobrze. Zawsze to jakieś gorące uczucie.

    – Ja ci dam gorące uczucie! Zamorduję cię w afekcie, ot co!

  11. – Same widzicie – powiedziałam na głos (było ze mną naprawdę niedobrze, skoro mówiłam do przedmiotów). – To wcale nie jest takie straszne, prawda?

    (…)

    Nadal było stosunkowo wcześnie, postanowiłam jednak wyjść z domu jak najszybciej – zanim przedmioty miały zacząć odpowiadać na moje pytania.

  12. – Co z nią? – zaniepokoił się Charlie.

    – Chyba złamała jakąś kość w dłoni.

    (…)

    – Jak? – spytał Charlie. – Gdzie?

    (…) Jacob zachichotał.

    – Uderzyła mnie.

    Charlie też zachichotał. (…)

    – Czemu cię uderzyła?

    – Bo ją pocałowałem – wyznał Jacob śmiało.

    – Punkt dla ciebie – pogratulował mu Charlie.

  13. – I jak tam? – spytał, szczerząc zęby w uśmiechu.

    Wywróciłam oczami.

    – Stara bieda.

    – No tak – zgodził się. – Usiłuje cię zabić banda wampirów. Normalka.

    – Normalka.

  14. – Martwisz się o nią? – spytałam.

    – Eee…

    Nie był skłonny udzielić mi odpowiedzi.

    – Wyjawisz mi, co zrobiła, żeby zagłuszyć przed tobą swoje myśli?

    Rzucił mi podejrzliwe spojrzenie.

    – Tłumaczyła słowa do „Glory, glory, hallelujah” na arabski. A kiedy skończyła zaczęła od początku, tylko że przeszła na koreański język migowy.

    Zaśmiałam się nerwowo.

    – Co jak co, ale to musiało się sprawdzić.

  15. – Alice powiedziała mi, że widziała w swoich wizjach Carlisle’a i jego rodzinę. Nie wierzyłem, że można być wampirem i funkcjonować w taki sposób, ale udzielił mi się jej optymizm. No i poszliśmy do nich dołączyć.

    – Tak, Tak. A oni o mało nie umarli ze strachu – wtrącił Edward zanim jego brat zaczął kolejne zdanie. – Sama pomyśl, Bello, jak to wyglądało. Mnie i Emmetta nie ma w domu, bo jesteśmy akurat na polowaniu, a tu ładuje im się do domu dwójka obcych wampirów: facet cały pokryty bliznami i jakiś narwany chochlik, który zna imiona domowników i wiele innych szczegółów, i dopytuje się, który pokój może zająć! Kiedy wróciłem, wszystkie moje rzeczy były w garażu!

    Alice wzruszyła ramionami.

    – Z twojego pokoju był najładniejszy widok.

  16. – Spróbuj się rozluźnić – doradził mi, czując, że znowu mam atak drgawek. – Rozgrzejesz się w okamgnieniu. Oczywiście najlepiej byłoby, gdybyś wyskoczyła z ciuchów.

    Edward warknął.

    – To potwierdzone naukowo – Zaczął się bronić Jacob. – Jedna z podstawowych zasad survivalu.

  17. Jak on na nią patrzył! Jak ozdrowiały ślepiec, który zobaczył słońce! Jak kolekcjoner sztuki, który odkrył nieznany nikomu szkic da Vinci! Jak młoda matka przyglądająca się noworodkowi!

  18. – Zaskrzypiały otwierane drzwiczki i Edward mocno mnie przytulił. W pierwszy odruchu chciałam go odepchnąć, bo niewielka cząstką mnie – niewielka, ale z minuty na minutę coraz bardziej się awanturująca – pragnęła przytulać się do kogoś zupełnie innego. I tak do bólu dołączyły świeże wyrzuty sumienia.

  19. Zaopiekuj się moim sercem – zostawiłem je przy tobie.

  20. – Isabello Swan?

    (…)

    – Przyrzekam kochać cię przez całą wieczność – każdego dnia wieczności z osobna. Czy wyjdziesz za mnie?

    Chciałam mu powiedzieć wiele rzeczy, z których część nie byłaby wcale miła, a inne z kolei zawierałyby tyle przesłodzonych wyrażeń, że pewnie samego Edwarda zaskoczyłabym swoim romantyzmem. Żeby się nie skompromitować w żaden z tych dwóch sposobów, szepnęłam:

    – Tak.

  21. – A jeśli jeszcze raz ją pocałujesz – ciągnął Edward – to, gdy tylko się o tym dowiem, złamię ci szczękę w jej imieniu.

  22. – Rozwiązanie słuszne to nie zawsze rozwiązanie oczywiste. A czasami coś, co jednym wydaje się słuszne, innych rani.

  23. – Ja w tym konflikcie nie będę brać udziału. Jestem państwem neutralnym. Jestem Szwajcarią. Wasze pakty, wasze spory mnie nie dotyczą, zrozumiano? Jacob jest dla mnie członkiem rodziny, a ty... ty jesteś miłością mojego życia, i to życia, które zamierzam przedłużyć w nieskończoność. Nie obchodzi mnie, kto z moich najbliższych jest wampirem, a kto wilkołakiem. Jeśli o mnie chodzi, Angela może okazać się czarownicą.

    Przypatrywał mi się w milczeniu, ściągając brwi.

    – Jestem Szwajcarią – powtórzyłam z naciskiem.

  24. – Czasami wydaje mi się, że wolisz, kiedy jestem wilkiem.

    – Czasami też mi się tak wydaje. To chyba ma coś wspólnego z tym, że nie możesz wtedy mówić.

  25. – Błagam! – syknął Edward znienacka – Daruj sobie!

    – Co? – spytał Jacob szeptem, zdziwiony.

    – Może byś tak chociaż spróbował kontrolować swoje myśli, co?

    Był naprawdę rozgniewany.

    – Nikt ci nie każe podsłuchiwać – burknął mój przyjaciel, ale wyraźnie się zawstydził. – Wynocha z mojej głowy.

    – Wierz mi, chciałbym się wyłączyć, ale nawet nie wiesz, jak głośno wykrzykujesz te swoje fantazje.

    – Postaram się myśleć ciszej – obiecał Jacob z przekąsem.

  26. – Nie zabiję cię teraz tylko dlatego, że Bella wpadłaby w rozpacz.

    (…)

    – Ale jeśli jeszcze kiedykolwiek dostarczysz ją do domu kontuzjowaną – i wszystko mi jedno, czyja to będzie wina: czy po prostu się potknie, czy spadnie na nią meteoryt – jeśli jeszcze raz przywieziesz ją w gorszym stanie niż ten, w jakim do ciebie pojechała, to przyrzekam, że już następnego dnia będziesz biegał po lesie na trzech łapach. Rozumiesz mnie, kundlu?

    (…)

    – A jeśli jeszcze raz ją pocałujesz – ciągnął Edward – to, gdy tylko się o tym dowiem, złamię ci w jej imieniu szczękę.

    – Co, jeśli sama będzie tego chciała? – spytał Jacob arogancko.

    (…)

    – Jeśli zrobi to z własnej woli, nie będę miał prawa się wtrącać. Tylko jedna mała rada: zaczekaj, aż cię sama o to poprosi, bo z odczytywaniem mowy ciała nie jest chyba u ciebie najlepiej.

  27. – Miło wreszcie się do czegoś przydać. Nawet nie wiesz, jakie to irytujące – to, że nie mam odpowiednich wizji. Czuję się taka bezużyteczna. Taka… normalna.

    Wzdrygnęła się, wymawiając to słowo.

    – Tak – przyznałam z sarkazmem – nie mam pojęcia, jak to jest być normalną. Brr… Szczerze ci współczuję.

  28. – Pokłóciliście się?

    (…)

    – Nie, nie kłóciliśmy się. Prawie wcale. A dlaczego pytasz?

    – Zaciekawiło mnie tylko, z jakiego powodu dźgnęłaś go nożem. Ale jak dla zabawy, to nie ma sprawy.

    (…)

    – To nie ja go dźgnęłam – wyjaśniłam. – Sam się niechcący skaleczył. Pomagał mi wycierać naczynia

    Edward zachichotał,

    – Jaka szkoda.

    – Zachowuj się – ostrzegłam go.

  29. – Naprawdę się cieszę, że Edward cię nie zabił – wyznał mi Emmett.

    – Dzięki tobie zawsze się coś dzieje.

  30. – Czyżbyś się znowu potknęła, Bello? – spytał.

    Zmroziłam go wzrokiem.

    – Nie, Emmett. Tym razem dałam wilkołakowi w twarz.

    Na chwilę zbiłam go z pantałyku, ale zaraz wybuchnął tubalnym śmiechem.

  31. – (…) Gdybyś nie był moim naturalnym wrogiem i nie próbował mi wykraść sensu mojego istnienia, mógłbym cię nawet polubić.

    – Kto wie… Gdybyś nie był odrażającym wampirem, który zamierza wyssać życie z dziewczyny, którą kocham… Nie, chyba nawet to by nie pomogło.

  32. Mimo to sięgnął jednocześnie do tylnej kieszeni dżinsów i wyciągnął z niej zawiązany rzemieniem, luźno pleciony woreczek z wielobarwnego materiału. Położył mi go na dłoni.

    – Jest śliczny – powiedziałam. – Dziękuję.

    Westchnął.

    – Bella, prezent jest w środku.

  33. – Uderzyłam Jacoba – wyjaśniłam.

    – Ach, tak. No to dobrze. – Wydawał się być jeszcze bardziej zadowolony niż Charlie. – Szkoda tylko, że zrobiłaś sobie przy tym krzywdę.

    – Szkoda tylko, że jemu nie zrobiłam przy tym krzywdy.

    – Tym to już ja się zajmę – zaoferował się.

    – Miałam nadzieję, że tak powiesz.

  34. – Uderzyłam Jacoba.

    – Ach, tak. To dobrze. – Wydawał się być jeszcze bardziej zadowolony niż Charlie. – Szkoda tylko, że zrobiłaś sobie przy tym krzywdę.

  35. – Renée nie przekonała cię do studiów na University of Florida?

    – Próbowała, ale wolę pić wodę, niż ją wdychać.

  36. Cała Renée, pomyślałam, kręcąc głową. Zapominając w ekscytacji o swoim lęku wysokości, zapisała się na kurs spadochroniarski i uświadomiła sobie, że ma problem dopiero wtedy, kiedy wyskoczyła z samolotu doczepiona do instruktora.

  37. Nie miałam zielonego pojęcia, jak się uwodzi mężczyznę. Na pewno nie jąkając się i pocąc ze zdenerwowania.

  38. – Pewnie to znaczy, że coś jest nie tak z moim mózgiem.

    – To chyba oczywiste dla każdego, kto cię zna – zażartował.

  39. Pomyślałem sobie – ciągnął – że nada się na symbol mojej osoby, bo jest takie twarde i zimne. – Zaśmiał się. – A w słońcu, tak jak ja, mieni się wszystkimi kolorami tęczy.

    – Zapomniałeś o najbardziej oczywistej cesze, która was łączy – wtrąciłam. – Jest piękne.

    – Moje własne serce jest równie ciche – stwierdził. – I tak, jak to tu, należy do ciebie.

  40. – Powinnam cię przeprosić, ale wcale nie jest mi przykro.

    – A mi powinno być przykro, że tobie nie jest przykro, ale też nie jest mi przykro.

  41. – I jak ci poszło na egzaminach? – spytał mnie po drodze.

    – Historia była łatwa, ale nie jestem pewna co do matmy. Wydawało mi się, że to, co piszę, ma sens, a to chyba zły znak.

  42. – Jak to jest… chodzić z wampirem?

    Wywróciłam oczami.

    – To supersprawa.

    – Ale tak na serio… Nie boisz się, że… no wiesz. Nie żyjesz w ciągłym napięciu?

    – Nie. (…)

    – Masz jeszcze jakieś pytania?

    – A czy ty… czy wy… całujecie się czasami?

    Parsknęłam śmiechem

    – Tak.

    Wzdrygnął się.

    – O gustach się nie dyskutuje.

    – Ale… Nie przeszkadzają ci jego kły?

    Uderzyłam go w ramię, mocząc go pianą.

    – Głupek! Dobrze wiesz, że Edward nie ma żadnych kłów!

    – Przy tobie może nie ma.

  43. – Bello – zamruczał mi do ucha Edward swoim aksamitnym barytonem. – Czy mogłabyś być tak miła i przestać próbować się rozebrać?

    – Sam chcesz to zrobić? – spytałam zdezorientowana.

    – Nie dziś wieczór – odpowiedział łagodnie.

To już wszystkie cytaty.

43 cytaty w kolekcji · wróć tu, gdy dodamy kolejne