– Jak to jest… chodzić z wampirem? Wywróciłam oczami. – To supersprawa. – Ale tak na serio… Nie boisz się… — Stephenie Meyer
– Jak to jest… chodzić z wampirem?
Wywróciłam oczami.
– To supersprawa.
– Ale tak na serio… Nie boisz się, że… no wiesz. Nie żyjesz w ciągłym napięciu?
– Nie. (…)
– Masz jeszcze jakieś pytania?
– A czy ty… czy wy… całujecie się czasami?
Parsknęłam śmiechem
– Tak.
Wzdrygnął się.
– O gustach się nie dyskutuje.
– Ale… Nie przeszkadzają ci jego kły?
Uderzyłam go w ramię, mocząc go pianą.
– Głupek! Dobrze wiesz, że Edward nie ma żadnych kłów!
– Przy tobie może nie ma.
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
– Deszcz to pestka – mruknęłam. – Tyle że musimy się stąd wynosić, a skoro tak, to już niedługo będziemy musieli coś załatwić, coś bardzo nieprzyjemnego i być może nawet wysoce niebezpiecznego.
Zaniepokojony, otworzył szeroko oczy.
– Dzięki Bogu, nawet kula z policyjnego rewolweru nie zrobi ci krzywdy. – Westchnęłam. – Podskoczymy po pierścionek, a potem pojedziemy do domu. Co tak na mnie patrzysz? Pora powiadomić Charliego.
Moja mina go rozbawiła.
– Niebezpieczna misja, mówisz? – Sięgnął do kieszeni spodni. – Przynajmniej nie będziemy musieli nadrabiać drogi.
Mój pierścionek zaręczynowy po raz drugi został wsunięty mi na palec strony lewej dłoni – tam gdzie miał pozostać na całą wieczność.
– Znasz tę historię z Biblii? – spytał znienacka, wciąż wczytując się w pusty sufit. – Tę z królem i dwiema kobietami, które kłócą się o dziecko?
– Jasne. Król Salomon.
– Zgadza się, król Salomon. – powtórzył. – Rozkazał rozciąć dziecko na pół… ale to był tylko taki test. Żeby zobaczyć, kto odstąpi swoją część, byle tylko ocalić malucha.
– Tak, pamiętam.
Spojrzał wreszcie na mnie.
– Bella, już cię nie będę próbował rozciąć na pół.
– To jak mam zareagować, na to co się stało?
– Chcę, żebyś wykrzyczał mi w twarz wszystkie wyzwiska, jakie ci tylko przyjdą do głowy, w każdym języku, który znasz. Chcę, żebyś powiedział mi, że się mnie brzydzisz i chcesz mnie rzucić, a ja padnę ci do stóp i będę się czołgać, i błagać cię, żebyś został.
Westchnął.
– Wybacz, ale nie spełnię twojej prośby.
– To przynajmniej przestań mnie pocieszać. Pozwól mi cierpieć. Zasłużyłam sobie na to.
– Nie ma mowy.
Pokiwałam głową.
– Wiesz co, masz rację. Bądź dalej taki miły. Tak chyba jest jeszcze gorzej.
Ucichł na chwilę. (…) Czekałam na to, co powie. Jego głos przeszedł w szept:
– W odróżnieniu od Jacoba, ja potrafię być szlachetny, Bello. Nie zamierzam zmuszać cię do tego, żebyś wybierała pomiędzy nami dwoma. Chcę, żebyś była szczęśliwa. Weź ze mnie, co tylko chcesz, albo i nic, jeśli tylko taka jest twoja wola. Nie czuj się do niczego zobowiązana, kiedy będziesz podejmować decyzję.

