Wiatry buszowały jak dzikie bestie… Padały takie deszcze, że ani głowy wychylić z domu. Wiatr i deszcz na… — Ojzer Warszawski
Wiatry buszowały jak dzikie bestie… Padały takie deszcze, że ani głowy wychylić z domu. Wiatr i deszcz na zmianę, jeden przestał, to zaraz drugi zaczynał, jak na weselu: jedna para nie skończy jeszcze ostatniego kroku, a już tańczy nowa. (…) Tak szumi i gwiżdże, że nie ma żadnej różnicy, gdzie się człowiek znajduje – czy pod plandeką, czy na niej, bo wszędzie tak samo przemokniesz do cna i całe ubranie nabrzmiałe – do wyrzucenia…
Jeśli jest jeszcze na świecie człowiek, na którym to wszystko nie robi wrażenia, to właśnie Fajfke.
– Teraz – powiada – możemy się wszyscy powiesić na strychu, żeby wyschnąć. Ale najpierw trzeba pójść do praczki, żeby nas dobrze wyżęła, bo jak nie, to będziemy wisieć ruski rok…
s. 236Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
Znawcy ważyli i mierzyli, aż doszli do takiego oto wniosku: Jako że na świecie jest więcej zła niż dobra, właśnie teraz przyszedł czas, kiedy, nie daj Boże, zacznie się źle dziać.
Tak to miasteczko samo sobie wyliczyło.
s. 162
Szmugiel opanował miasteczko jak ogień, który przenika wszystko dokoła, pełznie, cmoka i wylizuje wszystkie ukryte miejsca, wszystkie najmniejsze zakamarki.
s. 159
Był pochmurny dzień. Wieczorem zaczął padać drobny, kłujący deszcz i padał tak uporczywie, że przenikał nie tylko ubranie i skórę, ale nawet duszę. Szmuglerzy, dobrze opatuleni chustami i szalami, siedzą milcząc, skurczeni, na poły obecni, ale jakby nieobecni, patrząc jeden na drugiego, lecz nie dostrzegając się wzajemnie… I nikt nie wie, czego chce, czego potrzebuje, czego mu brak… Zdaje się im, że przesuwające się dokoła cienie to dusze umarłych, które błądzą po tym świecie…
s. 163

