Cytaty
Znawcy ważyli i mierzyli, aż doszli do takiego oto wniosku: Jako że na świecie jest więcej zła niż dobra, właśnie teraz przyszedł czas, kiedy, nie daj Boże, zacznie się źle dziać.
Tak to miasteczko samo sobie wyliczyło.
s. 162
Szmugiel opanował miasteczko jak ogień, który przenika wszystko dokoła, pełznie, cmoka i wylizuje wszystkie ukryte miejsca, wszystkie najmniejsze zakamarki.
s. 159
Był pochmurny dzień. Wieczorem zaczął padać drobny, kłujący deszcz i padał tak uporczywie, że przenikał nie tylko ubranie i skórę, ale nawet duszę. Szmuglerzy, dobrze opatuleni chustami i szalami, siedzą milcząc, skurczeni, na poły obecni, ale jakby nieobecni, patrząc jeden na drugiego, lecz nie dostrzegając się wzajemnie… I nikt nie wie, czego chce, czego potrzebuje, czego mu brak… Zdaje się im, że przesuwające się dokoła cienie to dusze umarłych, które błądzą po tym świecie…
s. 163
Już przy pierwszych słowach pieśni serca kobiet i mężczyzn zaczęły pękać, jakby nagle ktoś siekierą rozbijał pokrywające je czarne, grube skorupy. Z oczu wszystkich popłynęły łzy. Przez cały czas łzy te skrywały się gdzieś głęboko, nawet nie wiedziano o ich istnieniu, ale przybycie wędrowca oraz dźwięki jego pieśni poruszyły każdego.
s. 270
Niemiec to z natury stworzenie spokojne, ale jak się go wytrąci z równowagi, można się już tylko powiesić.
s. 269
(…) wywiązała się rozmowa o ludziach, kamratach, którzy są hen gdzieś daleko za morzem i za którymi się tęskni. (…)
Długo trwała ta rozmowa pełna tęsknoty, której wyrazem było walenie w stół pięściami oraz rozpalony wzrok. I chciało się wstać od stołu i krzyknąć na cały głos: „Słuchajcie, żeby was wszystkich diabli wzięli!”. Tak dojmujący był ból duszy… Przekrzykiwali się, jakby się o coś burzliwie spierali, jakby się kłócili, jakby za chwilę mieli się chwycić za łby. Twarze wszystkich były czerwone jak ogień, a oczy gorzały. Tęsknota sprawiała tak przeszywający ból, jakby grube dyszle furmanek rozdzierały im wnętrzności, czego oni, krztusząc się i dusząc, nie mogli po prostu znieść…
s. 137
Wiatry buszowały jak dzikie bestie… Padały takie deszcze, że ani głowy wychylić z domu. Wiatr i deszcz na zmianę, jeden przestał, to zaraz drugi zaczynał, jak na weselu: jedna para nie skończy jeszcze ostatniego kroku, a już tańczy nowa. (…) Tak szumi i gwiżdże, że nie ma żadnej różnicy, gdzie się człowiek znajduje – czy pod plandeką, czy na niej, bo wszędzie tak samo przemokniesz do cna i całe ubranie nabrzmiałe – do wyrzucenia…
Jeśli jest jeszcze na świecie człowiek, na którym to wszystko nie robi wrażenia, to właśnie Fajfke.
– Teraz – powiada – możemy się wszyscy powiesić na strychu, żeby wyschnąć. Ale najpierw trzeba pójść do praczki, żeby nas dobrze wyżęła, bo jak nie, to będziemy wisieć ruski rok…
s. 236
To już wszystkie cytaty.
7 cytatów w kolekcji · wróć tu, gdy dodamy kolejne



