Monika Szwaja
Cytaty
(…) Aleks nie mógł znieść myśli, że w jego domu będzie grasować jakaś obca osoba – czytaj: pomoc domowa.
My tu gadu gadu, a chłop śliwki rwie.
(…) podobno Szczecin to jest wiocha z tramwajami (…).
Czy pani słyszy samą siebie? (…) Dżipiesy, esemesy, abeesy, same skróty. Żeby było szybciej. Wam, młodym, stale gdzieś pociągi odchodzą, wszyscy zabiegani, zaaferowani i na normalność nikt nie ma czasu. „A mnie się marzy kurna chata”, Mareszko, bryczka w dwa koniki i życie toczące się powolutku, z umiarem. Nikt nigdzie się nie spieszy, a, o dziwo, wszystko jest załatwione, ułożone i bez zaległości.
(...) nie ma złej pogody, tylko są fotografowie, którzy nie umieją patrzeć.
– W naszym wieku nie bywa się już lesbijkami, drogi chłopcze – mawiała Bianka. – W naszym wieku płeć w ogóle zanika. Jesteśmy rodzaju nijakiego.
– Mów za siebie – sarkała zazwyczaj w takich przypadkach Lena. – Jesteś starsza o dziesięć lat. Bądź sobie obojnakiem, jeśli chcesz, ja tam jestem damą. Może trochę starą, ale zawsze!
– No cześć, malutka – powiedział czule, siadając na brzegu łóżka. – Jak się czujesz?
– Dobrze – odpowiedziała i zwymiotowała mu na buty. Zerwał się z okrzykiem obrzydzenia, który natychmiast pohamował.
– Jezus Maria, nic ci nie pomogli?! Poczekaj, zawołam jakąś salową czy kogoś, to posprząta.
Wybiegł z pokoju i po chwili wrócił z salową.
– Dobrze, że pani się podniosła do wymiotu – orzekła ta przytomna osoba. – Wcale się pani nie upaprała, ani pościeli, nic. Tylko podłoga. To jest pikuś. Tak mówią moje wnuczki. Pikuś. Zaraz wymyję i śladu nie będzie.
Aleks patrzył z rozpaczą na swoje buty.
– A pan niech idzie do łazienki i wyczyści te trzewiki – poleciła salowa.
– Ale nie będziemy przecież mówić do ciebie „Mario”, jak na ambitnym filmie nurtu egzystencjalnego – mruknął Noel.
– Jakie lubisz zdrobnienia?
– Mąż mnie nie zdrabniał, bo uważał, że to gminne… (…). Mój ulubiony profesor i prawie promotor mówił do mnie „Maryniu” …
– Zrozumiałe, pewnie lubił Sienkiewicza – kiwnął głową Noel, slawista, który doskonale znał Rodzinę Połanieckich.
– A tak to była Marysia, Maryś, różnie. Mani nie lubię. A mój dziadek mówił do mnie „Mareszka”. To kaszubskie. Dziadkowie Kwiatkowie byli Kaszubami.
– Pięknie! – Noel był wyraźnie zachwycony. – Mareszka. Kaszubska Mareszka. Jestem za. Czy zechcesz dla nas być Mareszka?
– Z przyjemnością. (…) Nie byłam Mareszką od dzieciństwa.
Rodzice po to są, żeby się martwili.
– W pokoju ciotki Bianki mogą spać?
– Oczywiście, jeśli tylko chcą, niech śpią. A co, myślisz, że przyjdzie ich straszyć?
– Chciałaś od nas rad i porad. Jedz wolniej i powiedz nam, o co chodzi, a już jak my ci doradzimy…
– To się nie pozbierasz – uzupełniła pani Lila.
– Myślałaś o Pawle?
– „Gdy cię nie widzę, nie wzdycham, nie płaczę, nie tracę zmysłów, kiedy cię zobaczę” … – Maria poleciała tym razem Mickiewiczem (niektórzy powiedzieliby, że Grechutą).





