Portret: Monika Szwaja

Zdjęcie autora

Chat GPT based on Radosław Drożdżewski (Zwiadowca21), CC BY 3.0, via Wikimedia Commons

CC BY 3.0

Creative Commons Attribution 3.0 Unported

PortretOryginałPortret
Oryginał: Radosław Drożdżewski (Zwiadowca21), CC BY 3.0, via Wikimedia Commons

Monika Szwaja

Cytaty

  1. (…) trzeźwiejący alkoholik może być źródłem najróżniejszych niespodzianek. I jeszcze jedno. Nie bądź dla niej zbyt życzliwa, mam na myśli matkę, nie córkę. Ona będzie się łasić, prosić o wybaczenie. Jeśli będziesz dla niej miła, pomyśli, że wszystko w porządku. Zdaje się, że cała jej rodzina ją chroni. Alkoholika nie można chronić. Trzeba mu piętrzyć kryzys. Niech wie, że robi źle i że nikt go nie usprawiedliwia.

  2. Tylko idioci nie miewają wątpliwości.

  3. – Miałam bardzo kochanego dziadka. Umarł, kiedy miałam piętnaście lat. A zaraz potem babcia stwierdziła, że skoro on nie żyje, to ona też nie chce. Moi rodzice próbowali jej tłumaczyć, że jeszcze my jesteśmy, że ją kochamy, ale nie słuchała. Położyła się i rzeczywiście umarła.(...)

    – (...) Pani babcia chciała umrzeć i umarła. Ja nie chcę umrzeć, ale też umrę.

  4. Narodowe bogactwo mojego kraju.

  5. No tak. Same rymy męskie. Maria ćwiczyła już dla własnej przyjemności tłumaczenia z angielskiego, niemieckiego i rosyjskiego, przy czym dokonała odkrycia: z rymami męskimi, czyli jednosylabowymi, wcale w języku polskim nie jest tak źle – pod jednym warunkiem: że pisze się coś śmiesznego. Jeśli chcemy być poważni, natychmiast zaczynają się schody.

    Niektórzy tłumacze nie zwracali uwagi na takie drobiazgi i zmieniali akcenty w wierszach na polskie, ale przecież nie można zmienić akcentów w piosence, bo onaż się nie da zaśpiewać!

  6. – Piżama, szlafrok, kosmetyki, szczoteczka do zębów. Takie tam. Sam wiesz, co jest potrzebne w szpitalu.

    – W życiu nie leżałem w szpitalu…

    – To w hotelu. W hotelu leżałeś.

  7. (…) nie mogę się kochać w facecie, o którym nie wiem, czy jest Leńskim, czy Onieginem.

  8. – Dawaj wszystko do zmywarki. – Wraz z miłością do męża wygasła Marii miłość do starej angielskiej porcelany, którą dotąd traktowała z ostrożnym szacunkiem.

  9. Może by rzeczywiście przymierzyć się do tego tłumaczenia? Od razu widać, że będzie masakra z nieprzetłumaczalnym początkiem. „Gori, gori, moja zwiezda” – tego się po prostu nie da przełożyć w żaden żywy sposób na polski, zachowując rytm oryginału!

    Ach, płoń, ach, płoń, ty gwiazdo ma – pomyślała Maria i zachichotała, budząc niemrawe zainteresowanie jakiegoś mocno nabombanego osobnika, który posuwał się skokami naprzód, opierając się o kolejne pnie na trasie, czyli na ulicy Starzyńskiego, obsadzonej drzewami z obu stron.

    – Ja rówszszz uwaszszam, sze szszycie jest szmieszszne, tak, ap-sslutnie… – wyszemrał nabombany i usiadł bezwładnie u stóp rozrośniętego jesionu. Maria ominęła go, a on przyjaźnie pomachał jej ręką. Przypuszczalnie zmęczyło go to bardzo, więc zwinął się w kłębek i usnął.

  10. Jestem zwolennikiem solidnego przygotowania i uroczystego przecięcia wstęgi. A potem junacy do pracy, młoty do roboty.

  11. – Co chciałabyś robić wieczorem?

    – Dziecko.

  12. – Nie znacie nowin. A ja znam.

    – Bo masz wtyczkę w Stolcu – wzruszyła ramionami Róża. – Nie patrz tak na mnie, Mareszko, jedna nasza znajoma mieszka w takiej wsi, co się nazywa Stolec.