– Ale nie będziemy przecież mówić do ciebie „Mario”, jak na ambitnym filmie nurtu egzystencjalnego – mruknął… — Monika Szwaja
– Ale nie będziemy przecież mówić do ciebie „Mario”, jak na ambitnym filmie nurtu egzystencjalnego – mruknął Noel.
– Jakie lubisz zdrobnienia?
– Mąż mnie nie zdrabniał, bo uważał, że to gminne… (…). Mój ulubiony profesor i prawie promotor mówił do mnie „Maryniu” …
– Zrozumiałe, pewnie lubił Sienkiewicza – kiwnął głową Noel, slawista, który doskonale znał Rodzinę Połanieckich.
– A tak to była Marysia, Maryś, różnie. Mani nie lubię. A mój dziadek mówił do mnie „Mareszka”. To kaszubskie. Dziadkowie Kwiatkowie byli Kaszubami.
– Pięknie! – Noel był wyraźnie zachwycony. – Mareszka. Kaszubska Mareszka. Jestem za. Czy zechcesz dla nas być Mareszka?
– Z przyjemnością. (…) Nie byłam Mareszką od dzieciństwa.
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
Że opuściłam dom mego męża, chciałaś powiedzieć. Był chamem i damskim bokserem. Wytrzymywałam to jak idiotka, bo kiedyś przyrzekłam jednemu księdzu przy spowiedzi, też jak idiotka, że będę matką rodu, dopóki mój syn może mnie potrzebować, to znaczy, dopóki sobie nie znajdzie własnej kobiety. Ten ksiądz chciał mnie ugrobić na całe życie z tą wiernością małżeńską, ale uznałam, że wszystko ma swoje granice. Byłam na spowiedzi przy okazji waszego ślubu i powiedziałam księdzu, temu samemu zresztą, on ma już ze sto lat, że koniec mojej przysięgi, a on mi odmówił rozgrzeszenia. Odtąd chodzę do kościoła nielegalnie.
Ty się o nic nie martw, Marysia – powiedział tonem niezrównanego doktora Pawicy.
– Sasza Winogradów, native speaker, tłumacz i poeta z bożej łaski oraz śpiewak. Bardzo skromny śpiewak. W każdym razie nie piosenkarz. Pieśniarz?… Tak sobie przy gitarze śpiewam troszkę.
– Okudżawę i Wysockiego?
– No tak, tu wszyscy ich uwielbiają, nie wiem, jakim cudem.

