Miron Białoszewski

Cytaty

  1. Niedobrze mieć przeszłość, nawet cudzą

  2. Czyli czwarty raz to samo. I znów trzeba będzie zacząć godzić się ze śmiercią. Albo z urwaniem ręki czy nogi. To, że ktoś z nas zginie, to się nie myślało, że osobno. Zawsze myślało się, że się zginie razem.

  3. 18 września – w biały dzień – nadleciała nagle masa amerykańskich samolotów. I całe niebo zaczęło fruwać. Od kolorowych spadochronów. Naprawdę były kolorowe. I to na różnie. Opuszczały się długo. Jak na naszą krótką cierpliwość. Coś miały poprzypinane. Czekaliśmy co. Okazało się, że coś tam z broni. Bandaże i książki. Okazało się nie tak od razu. Bo żaden spadochron nie wylądował koło nas. był chyba tego dnia trochę powiew wiatru. Nawet wydaje mi się, że pogoda wyjątkowo nie ta upalna. Więc znosiło gdzieś te spadochrony. Już-już zdawało się, że na nas. A tu nie. No i wcale nam się nie zdawało. Bo większość tego poleciała na stronę niemiecką.

  4. Lubiła secesję.

    Miała depresję.

    Teraz medytuje.

    Coś na „ę”.

    Wibruje.

  5. Jestem Denderowianka.

    Nie wiem, co to znaczy.

  6. I znów zapadła we mnie zgoda na śmierć. Chodziło tylko o sposób. Halina mówiła:

    — Ja uważam, że najlepiej trzymać się za ręce.

  7. Ludzie dzielą się na psiarzy i kociarzy.

  8. Dni się tak nie rozróżniało za bardzo. Ale to jedno święto – 15 sierpnia (wypadało we wtorek) – nagle postanowiono obejść, uczcić. Na przekór. Od rana. (…) Tym razem czekało się też na Cud nad Wisłą. Też z nimi. Po drugiej stronie. I za Żeraniem. Ale żeby przyszli.

  9. Ta w okularach szybciutko pazurkiem drap-drap-drap drapie. Proboszcz nadlatuje.

    – Co pani robi? Co to za zeskrobywania?

    – Obraza boska takie robienie czegoś.

    – Proszę stąd wyjść, to są dzieła sztuki.

    Ta dalej pazurkiem i krzyczy:

    – Mazepy!

    Ten ją odpycha. Ta się nie daje. Echo potrzaskuje. Jeden spląt. My wryci. On ją łap. Ona w krzyk. On ją do wyjścia. Bocznej kruchty. Trusie wryte. Krzyki. Łomoty. Trzaski.

  10. Za kuchniami tuż bawiły się dzieci. A za dziećmi na tle krzewów nad rowem na długich żerdziach zupełnie polowej latryny siedzieli szeregiem mężczyźni i srali.

    s. 241

  11. Swoją drogą, musieliśmy wtedy wyglądać dziwnie. I cywile. I powstańcy. Nie byli znowu wcale do siebie tacy niepodobni. Wszyscy ludzie, co wyłazili wtedy z Warszawy, byli do siebie podobni i zupełnie niepodobni do innych.

  12. Kura z mizerią gotowa

    pogoda jest

    ona zęby założyła

    łap za wiadro

    po wodę

    nachyla się

    zęby w studnię chlup

    a tu goście w drodze