Marta Kisiel
Cytaty
Ciągnąc za sobą pękatą czerwoną walizeczkę w kwiatki, Licho człapało niczym skazaniec schodami na parter. Półtora nieszczęścia w bamboszkach, krzywo ostrzyżonego, ze zwisającymi smutno skrzydłami i różowym królikiem kicającym przy nodze. Po jego pyzatych policzkach ciurkiem płynęły łzy niczym grochy.
Cierpisz, nieprawdaż? (…) Tak, z pewnością. Cierpisz, gdyż czujesz się odrzucone, niechciane i zapomniane niczym… niczym… niczym coś odrzuconego, niechcianego i zapomnianego.
s. 140
Mikołajkowe prezenty zdążyły się już znudzić, po słodyczach zostały tylko stosy sreberek i papierków, nowe komórki tłuszczowe oraz radosne zaczątki próchnicy, zaś pora na rozplątywanie światełek i ubieranie choinki jeszcze nie nadeszła. Takie grudniowe ni wpiął, ni wypiął, kiedy nie za bardzo wiadomo, co ze sobą począć.
s. 69
– Fuksja, amarant czy purpura?
– Że co?
– Dziergam szalik dla Licha i mam dylemat, jaką barwę wybrać. – Podsunął Konradowi po nos kłębki mechatej włóczki. – Fuksja, amarant czy purpura?
– Bardziej oczojebnych nie było? (…)
s. 91
Jestem oazą spokoju, usilnie wmawiał sobie Konrad, oazą spokoju na burzliwym morzu agresji i desperacji.
s. 94
– Ładnie, prawda? – przytaknął całkowicie odporny na ironię anioł. – Bardzo przytulnie, apsik. Meble od paru dekad te same, a poszewki na poduszki panicz ciągle nowe haftuje.
– Eee… Panicz…?
– Uhm, panicz. Kiedy walczy z jesienno-zimowo-wiosenną chandrą. Latem robi sobie przerwę.
– Na dobry humor?
– Na konfitury. Z malin, borówek, czasami z wiśni… – Licho westchnęło z rozmarzeniem. – Oj, z wiśni są najlepsze. (…)
Nadzieja jednak, jak powszechnie wiadomo, słynie z tego, że matkuje osobom, którym natura poskąpiła inteligencji, braki nadrabiając naiwnością.
s. 304
Bywały takie chwile, raczej rzadkie, kiedy w Lichu budziło się bardzo nieśmiałe podejrzenie, że Szczęsny jest głupszy od jego bamboszków.
s. 77
(…) dorosłym człowiekiem, a dorosły człowiek mierzy się ze swoimi demonami, żeby je oswoić, no, ewentualnie zatłuc, przebić kołkiem, na wszelki wypadek zdekapitować i zakopać na rozstaju dróg.
s. 40
Na lewo – las. Na prawo – też las, liściasty, sądząc po liściach.
s. 8
Konrad przeleżał całą noc, gryziony i podszczypywany przez stado dzikich wątpliwości, które cierpiały na bezsenność i uważały, że on też powinien.
s. 141
(…) – Ja ją kiedyś zaduszę…
– Panna, co? – Brwi Kusego rozpoczęły pełną podtekstów gimnastykę.
– Skorpion, o ile kojarzę, wyjątkowo jadowity egzemplarz. Nie, panie Kusy, nie panna – wyjaśnił, widząc całkowity brak reakcji na sarkazm. – Wampirzyca, pijawka, koszmar wcielony, potwór, poganiacz niewolników, czyli moja agentka. (…)
s. 173