Marta Kisiel

Cytaty

  1. Ciągnąc za sobą pękatą czerwoną walizeczkę w kwiatki, Licho człapało niczym skazaniec schodami na parter. Półtora nieszczęścia w bamboszkach, krzywo ostrzyżonego, ze zwisającymi smutno skrzydłami i różowym królikiem kicającym przy nodze. Po jego pyzatych policzkach ciurkiem płynęły łzy niczym grochy.

  2. Cierpisz, nieprawdaż? (…) Tak, z pewnością. Cierpisz, gdyż czujesz się odrzucone, niechciane i zapomniane niczym… niczym… niczym coś odrzuconego, niechcianego i zapomnianego.

    s. 140

  3. Mikołajkowe prezenty zdążyły się już znudzić, po słodyczach zostały tylko stosy sreberek i papierków, nowe komórki tłuszczowe oraz radosne zaczątki próchnicy, zaś pora na rozplątywanie światełek i ubieranie choinki jeszcze nie nadeszła. Takie grudniowe ni wpiął, ni wypiął, kiedy nie za bardzo wiadomo, co ze sobą począć.

    s. 69

  4. – Fuksja, amarant czy purpura?

    – Że co?

    – Dziergam szalik dla Licha i mam dylemat, jaką barwę wybrać. – Podsunął Konradowi po nos kłębki mechatej włóczki. – Fuksja, amarant czy purpura?

    – Bardziej oczojebnych nie było? (…)

    s. 91

  5. Jestem oazą spokoju, usilnie wmawiał sobie Konrad, oazą spokoju na burzliwym morzu agresji i desperacji.

    s. 94

  6. – Ładnie, prawda? – przytaknął całkowicie odporny na ironię anioł. – Bardzo przytulnie, apsik. Meble od paru dekad te same, a poszewki na poduszki panicz ciągle nowe haftuje.

    – Eee… Panicz…?

    – Uhm, panicz. Kiedy walczy z jesienno-zimowo-wiosenną chandrą. Latem robi sobie przerwę.

    – Na dobry humor?

    – Na konfitury. Z malin, borówek, czasami z wiśni… – Licho westchnęło z rozmarzeniem. – Oj, z wiśni są najlepsze. (…)

  7. Nadzieja jednak, jak powszechnie wiadomo, słynie z tego, że matkuje osobom, którym natura poskąpiła inteligencji, braki nadrabiając naiwnością.

    s. 304

  8. Bywały takie chwile, raczej rzadkie, kiedy w Lichu budziło się bardzo nieśmiałe podejrzenie, że Szczęsny jest głupszy od jego bamboszków.

    s. 77

  9. (…) dorosłym człowiekiem, a dorosły człowiek mierzy się ze swoimi demonami, żeby je oswoić, no, ewentualnie zatłuc, przebić kołkiem, na wszelki wypadek zdekapitować i zakopać na rozstaju dróg.

    s. 40

  10. Na lewo – las. Na prawo – też las, liściasty, sądząc po liściach.

    s. 8

  11. Konrad przeleżał całą noc, gryziony i podszczypywany przez stado dzikich wątpliwości, które cierpiały na bezsenność i uważały, że on też powinien.

    s. 141

  12. (…) – Ja ją kiedyś zaduszę…

    – Panna, co? – Brwi Kusego rozpoczęły pełną podtekstów gimnastykę.

    – Skorpion, o ile kojarzę, wyjątkowo jadowity egzemplarz. Nie, panie Kusy, nie panna – wyjaśnił, widząc całkowity brak reakcji na sarkazm. – Wampirzyca, pijawka, koszmar wcielony, potwór, poganiacz niewolników, czyli moja agentka. (…)

    s. 173