Lucy Maud Montgomery
Cytaty
(…) mowa jest właśnie do wyrażania myśli.
s. 147
– A możecie mi podpowiedzieć – zapytała kuzynka, (...) nakładając sobie drugą porcję konfitur – czy kalceolaria to kwiat, czy choroba?
– Kwiat, inaczej pantofelnik – odparła ciotka Lola.
Kuzynka Ernestyna sprawiała wrażenie lekko zawiedzionej.
– No, cokolwiek to jest, musicie wiedzieć, że wdowa po Sandym Bugle’u dostała kalceolarię. Słyszałam w zeszłą niedzielę, jak się chwaliła swojej siostrze w kościele, że wreszcie ma kalceolarię. A twoje pelargonie jakoś zmarniały, Karolino. Chyba zapominasz o nawozie, co?
s. 233
Umilkło już echo gwizdania Piotrka, a Ania wciąż stała pod wierzbą, upajając się szczęściem, które na nią spłynęło po tej koszmarnej nocy. W rogu ogrodu ujrzała ze zdziwieniem nowo rozkwitłe róże z kroplami rosy na świeżych płatkach. Śpiew ptaków rozbrzmiewający wśród konarów drzew zdawał się być w doskonałej harmonii z rozpierającym ją uczuciem szczęścia. Przyszło jej na myśl zdanie z bardzo starej, bardzo prawdziwej i bardzo mądrej księgi:
„Płacz może trwać noc całą, lecz o poranku nadejdzie radość”.
s. 232
Nieważne, ile się ma pieniędzy. Najważniejsze, żeby mieć kogoś, kogo się kocha.
s. 184
Miło jest czuć się potrzebnym [...].
s. 141
Niewiele może zdziałać rozum, gdy ktoś jest uprzedzony.
s. 29
– Czy zauważyła pani, że się pani zamek przy spódnicy rozpiął? – spytała Rebeka, stawiając na stole ciasto kokosowe.
– Ja tam nie mam czasu wpatrywać się w lustro – stwierdziła kuzynka Ernestyna uszczypliwie. – No to co, że mi się rozpiął? Mam przecież aż trzy halki. A z tego co wiem, dziewczęta zakładają teraz tylko jedną. Świat staje się taki płochy i frywolny. Nikt już chyba nie myśli o Sądzie Ostatecznym.
– A czy pani uważa, że na Sądzie Ostatecznym będą nas pytać, ile halek nosiłyśmy? – zapytała Rebeka i czym prędzej czmychnęła do kuchni, zanim dosięgły ją oburzone spojrzenia, bo tym razem nawet ciotka Karolina uznała, że Rebeka pozwoliła sobie na zbyt wiele.
s. 233
Naprawdę cudownie jest móc obdarowywać kogoś szczęściem.
s. 141
(...) zaklinam Cię na wszystko, żebyś się nigdy niczego nie bał. To przecież forma zniewolenia. Musimy być odważni, skorzy do przygód, pełni nadziei. Wychodźmy na spotkanie życiu roztańczeni, nawet gdyby miało nam przynieść masę kłopotów, tyfus i na dokładkę bliźnięta!
s. 238
Purpurowy kwiat miłości przysłaniał skromne pączki przyjaźni i tłumił je odurzającą wonią.
s. 234
– Maryla kładzie Tolę do łóżka – szlochał Tadzio. – A ja płaczę, bo Tola spadła ze schodów… na głowę… do piwnicy i zdarła sobie skórę na nosie…
– Och, ale nie płacz, kochanie. Rozumiem, że ci jej żal, ale twój płacz nic nie pomoże. Jutro na pewno będzie zupełnie zdrowa. Płacz nikomu nie pomaga, Tadziu.
– Ależ ja nie dlatego płaczę, że Tola spadła ze schodów! – zawołał Tadzio przerywając potok słów Ani z jeszcze większym żalem. – Płaczę dlatego, że nie widziałem, jak spadała. Każda taka dobra zabawa musi mnie ominąć!
s. 10
Wielkie rzeczy tego świata zawsze mają wpływ na rzeczy małe.





