Niektórzy z mieszczuchów, co to mają letnie mieszkania nad przystanią, są tak bezmyślni, że dochodzą w tym do… — Lucy Maud Montgomery
Niektórzy z mieszczuchów, co to mają letnie mieszkania nad przystanią, są tak bezmyślni, że dochodzą w tym do okrucieństwa. Jest to najdroższy rodzaj zbrodni, takie bezmyślne okrucieństwo. Nie sposób z tym walczyć. W lecie trzymają sobie koty, żywią je i pieszczą, ubierają we wstążeczki i kryzy, a kiedy zbliża się zima, odjeżdżają do miasta, zostawiając biedne stworzenia bez opieki na głód i zimno. Krew się we mnie burzy, jak o tym myślę. Pewnego razu, w zimie, znalazłem na brzegu zmarzniętą kotkę, leżącą obok ciałek swych trojga wygłodzonych kociąt. Zamarzła starając się otulić je swoją drobną posturą. Obejmowała je małymi łapkami. (...) Znałem panią, która je tak porzuciła. Poszedłem do niej do domu i powiedziałem jej prosto w oczy moje zdanie o tym.(...) Rozpłakała się i powiedziała, że „nie myślała o tym”. A ja jej powiedziałem: "Czy pani sobie wyobraża, że to będzie dostateczna wymówka na Sądzie Ostatecznym, jak przyjdzie pani odpowiadać za życie tej nieszczęsnej matki? Mam wrażenie, że Stwórca zapyta panią wówczas, na co dał pani mózg, jeżeli nie w tym celu, aby pani myślała."
s. 83Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
– Ja mam nadzieję (...) że nikt nie zechce mnie nazwać "siostrą, która nas opuściła". Raz powiedziałam dobitnie moje zdanie na temat "braci i sióstr" pewnemu wędrownemu pastorowi, który przed pięciu laty miewał kazania w Glen. (...) Każdego nazywał bratem i siostrą. Miał doprawdy ogromną ilość krewnych. Pewnego wieczoru ni stąd, ni zowąd schwycił mnie za rękę i błagalnym tonem zapytał: "Droga siostro Bryant, czy pani jest chrześcijanką?". Zmierzyłam go od stóp do głów, a potem odpowiedziałam spokojnie: "Jedyny brat, jakiego miałam, panie Fiske, został pochowany piętnaście lat temu, a od tego czasu nie adoptowałam nikogo na jego miejsce. A co do tego, czy jestem chrześcijanką, to powiem, że byłam nią już wówczas, kiedy pan jeszcze na czworakach po ziemi się czołgał".
s. 216
Natura ludzka nie ma obowiązku być konsekwentną.
Czy pani już zauważyła, jak dużo niezwykle dobrych ludzi umiera? Aż żal bierze. Dziś jest dziesięć ogłoszeń, a tylko sami święci, nawet mężczyźni. Na przykład Piotr Stimson, który "pozostawił liczne rzesze przyjaciół, opłakujących jego zgon". Boże, Aniu, ten człowiek miał osiemdziesiąt lat, a każdy, kto go znał, życzył mu już trzydzieści lat temu, aby umarł.
s. 215

