Jakub Ćwiek

Cytaty

  1. Michał raz jeszcze zbliżył płonący miecz do torsu wisielca.

    – Tym razem wypal coś dłuższego – poradził Loki, oglądając czarne ślady na piersi demona układające się w imiona egzorcystów. – Na przykład Konstantynopol albo Już nigdy nie będę próbował spiskować z szatanem przeciwko armii Nieba, tak mi dopomóż Bóg. A najlepiej i jedno i drugie.

    – Ale po co to robimy? – zapytał archanioł. – Przecież on i tak nie umie czytać.

    – Słusznie – zgodził się Kłamca. – Napisz mu więc alfabet. A przy każdej literze narysuj przykład. Przy A wytnij mu jego gębę, tak łatwo zapamięta, przy B…

    – Bałwana? – podpowiedział Michał.

    – Nie, coś ty?! Przecież on z Persji jest, śniegu na oczy nie widział. Może lepiej banana, albo od razu całą kiść, żeby z księżycem nie pomylił.

  2. On po prostu miał naturę łowcy… No, może turysty na safari.

  3. – Ale po co ci do tego ja? Bo nie uwierzę, że to tylko przyjacielski gest.

    – I słusznie – przyznał Kłamca. – Doszedłem do wniosku, że taka ślicznotka nie może się pokazać z byle łachmytą. Musiałem jej znaleźć jakiegoś przystojniaka. No a któż prezentuje się wspanialej niż archanioł i do tego boży posł…

    – Loki!

  4. – Jam jest Herakles, syn Gromowładnego Zeusa – powiedział z dumą. – I przybyłem, by odzyskać swoje dziedzictwo.

    Nieznajomy uśmiechnął się i wypluł wykałaczkę. (…)

    – A ja jestem Loki i gówno mnie obchodzi twoje dziedzictwo.

  5. – Istnieje spora szansa, że przy jego grobie znajdziemy wskazówki dotyczące miejsca ukrycia pokaźnego majątku Placyda – powiedział jednym tchem. Wykrzywił się w swym grymasie a la Jully Roger i dodał: – Wartego dziś pewnie grube miliony.

    – A restrykcyjne przepisy Sudanu?

    – Chrzanić, zrobimy to po cichu.

    s. 8

  6. Święty Mikołaj uciekał przez miasto, a elf pomocnik podążał w ślad za nim.

  7. Zeus zaciągnął się papierosem i puścił kółko z dymu.

    – Może trochę więcej szacunku – powiedział. – Jestem w końcu twoim ojcem.

    – O Tak – zgodził się bóg wina. – Ojciec Wirgiliusz liczył dzieci swoje, a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje – zaśpiewał, potwornie fałszując. – A czyim ojcem nie byłeś?

    – Moim – powiedział krótko Eros.

    – Co?

    – Mówię, że ja nie jestem jego synem.

  8. (…) – Ciekaw jestem, jak Gwiazda Zaranna upora się z tym małym problemem.

    Asmodeusz podniósł z patery zepsute jabłko i wgryzł się w miękką brązową skórką.

    – Pod warunkiem – rzekł, mlaszcząc – że pozwolimy mu wrócić do władzy.

    s. 47

  9. Cóż, gdyby nie było to tak bezdennie głupie, powiedziałbym, że to nawet sprytny pomysł.

  10. – Znowu przyszedł ten pan. Siedzi na ławce naprzeciwko i gapi się w nasze okna.

    (…)

    – Jaki pan?

    Johny zamyślił się, po czym wyrecytował z pamięci:

    – Ten skurwiony wielbiciel psich tyłków i właściciel najmniejszego fiutka w całym pieprzonym stanie.

    – Komornik przyszedł?

  11. Loki stanął na palce i pocałował Gabriela.

    – Aniołku, nie rób scen. Jak możesz być tak małostkowy?

    – Jeszcze raz mnie pocałujesz – Gabriel ze wstrętem wytarł policzek – a zobaczysz, dlaczego zwą mnie posłańcem śmierci.

  12. – Gotów?

    – A jeśli powiem, że nie?

    – Nie warto (…). Mam zabawną puentę na każdą okazję.