Jakub Ćwiek
Cytaty
Michał raz jeszcze zbliżył płonący miecz do torsu wisielca.
– Tym razem wypal coś dłuższego – poradził Loki, oglądając czarne ślady na piersi demona układające się w imiona egzorcystów. – Na przykład Konstantynopol albo Już nigdy nie będę próbował spiskować z szatanem przeciwko armii Nieba, tak mi dopomóż Bóg. A najlepiej i jedno i drugie.
– Ale po co to robimy? – zapytał archanioł. – Przecież on i tak nie umie czytać.
– Słusznie – zgodził się Kłamca. – Napisz mu więc alfabet. A przy każdej literze narysuj przykład. Przy A wytnij mu jego gębę, tak łatwo zapamięta, przy B…
– Bałwana? – podpowiedział Michał.
– Nie, coś ty?! Przecież on z Persji jest, śniegu na oczy nie widział. Może lepiej banana, albo od razu całą kiść, żeby z księżycem nie pomylił.
On po prostu miał naturę łowcy… No, może turysty na safari.
– Ale po co ci do tego ja? Bo nie uwierzę, że to tylko przyjacielski gest.
– I słusznie – przyznał Kłamca. – Doszedłem do wniosku, że taka ślicznotka nie może się pokazać z byle łachmytą. Musiałem jej znaleźć jakiegoś przystojniaka. No a któż prezentuje się wspanialej niż archanioł i do tego boży posł…
– Loki!
– Jam jest Herakles, syn Gromowładnego Zeusa – powiedział z dumą. – I przybyłem, by odzyskać swoje dziedzictwo.
Nieznajomy uśmiechnął się i wypluł wykałaczkę. (…)
– A ja jestem Loki i gówno mnie obchodzi twoje dziedzictwo.
– Istnieje spora szansa, że przy jego grobie znajdziemy wskazówki dotyczące miejsca ukrycia pokaźnego majątku Placyda – powiedział jednym tchem. Wykrzywił się w swym grymasie a la Jully Roger i dodał: – Wartego dziś pewnie grube miliony.
– A restrykcyjne przepisy Sudanu?
– Chrzanić, zrobimy to po cichu.
s. 8
Święty Mikołaj uciekał przez miasto, a elf pomocnik podążał w ślad za nim.
Zeus zaciągnął się papierosem i puścił kółko z dymu.
– Może trochę więcej szacunku – powiedział. – Jestem w końcu twoim ojcem.
– O Tak – zgodził się bóg wina. – Ojciec Wirgiliusz liczył dzieci swoje, a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje – zaśpiewał, potwornie fałszując. – A czyim ojcem nie byłeś?
– Moim – powiedział krótko Eros.
– Co?
– Mówię, że ja nie jestem jego synem.
(…) – Ciekaw jestem, jak Gwiazda Zaranna upora się z tym małym problemem.
Asmodeusz podniósł z patery zepsute jabłko i wgryzł się w miękką brązową skórką.
– Pod warunkiem – rzekł, mlaszcząc – że pozwolimy mu wrócić do władzy.
s. 47
Cóż, gdyby nie było to tak bezdennie głupie, powiedziałbym, że to nawet sprytny pomysł.
– Znowu przyszedł ten pan. Siedzi na ławce naprzeciwko i gapi się w nasze okna.
(…)
– Jaki pan?
Johny zamyślił się, po czym wyrecytował z pamięci:
– Ten skurwiony wielbiciel psich tyłków i właściciel najmniejszego fiutka w całym pieprzonym stanie.
– Komornik przyszedł?
Loki stanął na palce i pocałował Gabriela.
– Aniołku, nie rób scen. Jak możesz być tak małostkowy?
– Jeszcze raz mnie pocałujesz – Gabriel ze wstrętem wytarł policzek – a zobaczysz, dlaczego zwą mnie posłańcem śmierci.
– Gotów?
– A jeśli powiem, że nie?
– Nie warto (…). Mam zabawną puentę na każdą okazję.



