To nie przemoc i agresja były najgorsze, tylko ta straszliwa nienawiść, która wzbierała w sąsiedzie niczym… — Gilles Rozier
To nie przemoc i agresja były najgorsze, tylko ta straszliwa nienawiść, która wzbierała w sąsiedzie niczym soki w drzewie na wiosnę. Zabójca twojej matki – ten, który wymachiwał pałką, aby wybić szyby w twoich oknach i zrabować twoje świeczniki, był człowiekiem, który kilka dni wcześniej kupił u ciebie parę śledzi. Ten, który ci sprzedawał drewno, roztrzaskiwał czaszkę twego brata. Mało tego, kiedy wszystko się uspokajało, kiedy pochowano zmarłych albo nie udało się ich pogrzebać, trzeba było żyć wśród sąsiadów: morderców, donosicieli, pośród tych, którzy odwracali wzrok. Trzeba było znów chodzić na targ i sprzedawać śledzie temu, kto parę dni wcześniej zadawał ciosy.
s. 155Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
Jestem właścicielką tego domu, wydałam dyspozycje, aby opłaty za wodę, gaz, elektryczność, koszty eksploatacyjne były potrącane z mojego konta bankowego. Po śmierci mam się z czego utrzymywać przez całe lata: informatyka pozwala umrzeć cichcem, maszyny nas nie potrzebują, aby zarządzać naszymi egzystencjami. Możemy zniknąć, a one nadal pracują zgodnie z programem, jaki do nich wprowadzono.
s. 33
(…) zacząłem sobie uświadamiać, że lubię cmentarze – te miasta, których mieszkańcy już nam nie przeszkadzają.
s. 393
(…) dwa drewniane pudełka, zazdrośnie strzeżone przez Sonię, zawsze nienagannie ubraną starszą panią, zawierały karty czytelników. Te po prawej stronie – żyjących. Głębsze, po lewej – zmarłych. Bibliotekarka wyjaśniła mi:
– Nazywamy je cmentarzem. Ale nie wszyscy zmarli. Wkładamy do niego również karty osób, które już nie korzystają z biblioteki.
Sonia uśmiechnęła się porozumiewawczo i jakby z poczuciem winy, po czym dodała, tłumiąc śmieszek przypominający mysi pisk.
– Nie powinni wiedzieć, że odstawiliśmy ich na cmentarz.
s. 28

