– Ona przynajmniej ma na czym nosić stanik, w przeciwieństwie do niektórych obecnych tu osób. A tak przy… — Ewa Białołęcka
– Ona przynajmniej ma na czym nosić stanik, w przeciwieństwie do niektórych obecnych tu osób. A tak przy okazji, przysłali ci już ten eliksir na powiększenie atrybutów, który onegdaj zamówiłaś? – ciągnęła Persefona, a w jej tonie czaiły się aluzje zakrwawionych ostrzy, trucizn i dołów ze skorpionami.
– Czego? – najeżyła się Lawinia.
– Cycków, Boyd, cycków – rzuciła Persefona niedbale, przewracając stronę. – Przepraszam, powinnam mieć na uwadze, żeby się do ciebie zwracać twoim językiem. Każdemu według potrzeb jego.
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
– (…) O czym ja mam z nią rozmawiać?
– Ty nie masz z nią rozmawiać, tylko mieć dzieci – uświadomił go ojciec brutalnie, po czym, przypominając sobie własne odczucia sprzed dwudziestu lat, kiedy poznał swoją Wincente, dodał pocieszająco: – W końcu od czegoś są kochanki.
Rinaldo von Selerberg skradał się między bujnymi krzewami róż herbacianych w zamkowym ogrodzie. Jego serce tłukło się rozpaczliwie w klatce jego… klatki piersiowej oczywiście. (…) Ricky czuł pierwsze młodzieńcze oczarowanie. (Te poprzednie były de facto zupełnie nieważne, przelotne i jak się właśnie okazało, nieprawdziwe).
Kochał! Kochał! Ach, jak kochał… Nieco stresujący był fakt, że nie wiedział, kogo właściwie kocha, ale tak w ogóle stan wydawał się nawet dość przyjemny.
– Wilkołąk – powiedziała Margerita z kamiennym wyrazem twarzy.
– Wilkołak? – Ricky zamrugał nieco zdezorientowany. – Gdzie?
– Tu. Skup się. Wilkołąk.
– Wilkołak.
– Wil-ko-łĄk!! – wrzasnęła Marge. – Której litery nie rozumiesz?
– No, tej przedostatniej.
– Wiedziałam… – Margerita westchnęła (…).

