Okładka książki: Róża Selerbergu

Okładka książki

Agencja Wydawnicza RUNA

Prawa autorskie do okładki należą do wydawnictwa Agencja Wydawnicza RUNA. Okładka jest wyświetlana w celach informacyjnych, w ramach promocji książki.

Okładka książki

Róża Selerbergu

Ewa Białołęcka

Cytaty

  1. – (…) O czym ja mam z nią rozmawiać?

    – Ty nie masz z nią rozmawiać, tylko mieć dzieci – uświadomił go ojciec brutalnie, po czym, przypominając sobie własne odczucia sprzed dwudziestu lat, kiedy poznał swoją Wincente, dodał pocieszająco: – W końcu od czegoś są kochanki.

  2. Rinaldo von Selerberg skradał się między bujnymi krzewami róż herbacianych w zamkowym ogrodzie. Jego serce tłukło się rozpaczliwie w klatce jego… klatki piersiowej oczywiście. (…) Ricky czuł pierwsze młodzieńcze oczarowanie. (Te poprzednie były de facto zupełnie nieważne, przelotne i jak się właśnie okazało, nieprawdziwe).

    Kochał! Kochał! Ach, jak kochał… Nieco stresujący był fakt, że nie wiedział, kogo właściwie kocha, ale tak w ogóle stan wydawał się nawet dość przyjemny.

  3. – Wilkołąk – powiedziała Margerita z kamiennym wyrazem twarzy.

    – Wilkołak? – Ricky zamrugał nieco zdezorientowany. – Gdzie?

    – Tu. Skup się. Wilkołąk.

    – Wilkołak.

    – Wil-ko-łĄk!! – wrzasnęła Marge. – Której litery nie rozumiesz?

    – No, tej przedostatniej.

    – Wiedziałam… – Margerita westchnęła (…).

  4. Margerita, dysząc ciężko, wpatrywała się w drzwi, na których ciężkie hantle zostawiły całkiem wyraźne wgłębienie.

    Na Morganę, szkoda że nie trafiłam tego kretyna, pomyślała, ale natychmiast się poprawiła: kurcze, dobrze, że nie trafiłam, bo bym go zabiła.

  5. – Ona przynajmniej ma na czym nosić stanik, w przeciwieństwie do niektórych obecnych tu osób. A tak przy okazji, przysłali ci już ten eliksir na powiększenie atrybutów, który onegdaj zamówiłaś? – ciągnęła Persefona, a w jej tonie czaiły się aluzje zakrwawionych ostrzy, trucizn i dołów ze skorpionami.

    – Czego? – najeżyła się Lawinia.

    – Cycków, Boyd, cycków – rzuciła Persefona niedbale, przewracając stronę. – Przepraszam, powinnam mieć na uwadze, żeby się do ciebie zwracać twoim językiem. Każdemu według potrzeb jego.

  6. W twoich głębiach uczuciowych nawet mysz by się nie utopiła. Masz wrażliwość sztachety.

  7. – To skandal! Po prostu skandal!!! – zagrzmiał Kaufmann. (…)

    Trawa na boisku była jasna, krótko przycięta, więc tym bardziej odcinało się od niej jaskrawozielone hasło, wypisane za pomocą sporej wielkości roślin, przypominających potargane anemony, z których wyrastały grube, poskręcane pędy, wyginające się w litery.

    LAWINIA BOYD TO DZIFKA

    – Ma pan racje – rzekła madame Flageolet. – Prawdziwy skandal, koniecznie musimy w tym roku położyć większy nacisk na ortografię.

  8. Lilith Lukrecja Astaroth na określenie „diabeł” odparłaby zjadliwie, że diabły występują w jasełkach, a jej rasę nazywa się „demonami”. Z kolei Leonardo de Vill radośnie przyznałby się do diabelstwa, nałożył pulsujące światełkami rogi i zaprosiłby nas na zimne piwo do pubu U Stalina. Może więc lepiej zostawić sprawę przynależności rasowej na kiedy indziej. Powszechnie uważa się, że diabły… demony… no, te istoty na D, żyją w piekle, czy może w Piekle – zależy to od indywidualnych zapatrywań religijnych danej osoby. W rzeczywistości jednak jedynym „piekłem” jest tam HELL, czyli Heurystyczna Ekspozytura Logiczno-Logistyczna, gdzie pracują Lill i Leo.

  9. Rita była solidnym kawałkiem kobiecości. Jej nie bałby się wziąć za rękę podczas spaceru. Albo objąć i spojrzeć w te błękitne oczy. I może nawet… pocałować?

    Renaud wstrząsnął się i spojrzał z konsternacją w dół. Do licha… Osiemnaście lat to naprawdę kłopotliwy wiek. Zdecydowanym ruchem sięgnął do kranu i zmienił prysznic z ciepłego na lodowaty.

  10. – Posól się – odrzekł smok.

    – Że co?

    – POSÓL!

    – Chyba „pieprz się”?

    – Jak ci wygodniej – parsknął smok gdzieś spomiędzy zieleni.

  11. – Loussier – odezwała się Selerberg z przekąsem. – Czy ty chciałeś się ze mną bić, czy mnie obmacywać? Bo na razie ruszasz się jak mucha w miodzie.

    Obmacywać, pomyślał Renaud, leżąc na podłodze i licząc gwiazdy. Tfu! Co mu chodzi po głowie? Kretyn…

    – Mam cię zebrać szufelką?

    Nad chłopcem tkwiło surowe oblicze Margerity von Selerberg i para jej… jej… tych…

    – Masz… masz piękne… – usłyszał sam siebie i z ogromnym wysiłkiem usiłował wtłoczyć z powrotem ociekające mu z ust słowa. – Piękne tricepsy – jęknął.

    Margerita spłonęła rumieńcem jak polna różyczka.

  12. – (…) Nikt mnie nie kocha!… To znaczy mama i tata mnie kochają – dodała rzeczowo. – I Mruczuś… Ale to jest straszne, żeby być obiektem uczuć koootaaaa… – zaszlochała znowu.

  13. A już najbardziej ciekawiły ją pieniądze – w żaden sposób nie mogła pojąć, że można pożądać czegoś tak nieprzydatnego. Po raz pierwszy w głowie mi postało, że ona ma chyba rację. Samo w sobie złoto jest zupełnie do niczego. Za miękkie, żeby z niego zrobić narzędzia, za twarde, żeby na nim spać. Do żarcia się nie nadaje, im go więcej, tym cięższe i człowiek bardziej się boi, że mu ukradną. Właściwie to nie złota się pragnie, tylko tego wszystkiego, co za nie można dostać.

  14. Pamiętałam, że Eril czasem mówił „bóg wynagrodzi” albo „jak bóg da” czy „boże zlituj się…”. Wywnioskowałam, że takie „bogi” chodzą za ludźmi (w dyskretnej odległości, bo żadnego nigdy nie dostrzegłam) i są raczej przyjaźnie nastawione.

  15. (…) znów sięgnęła do kartonika, wyciągając parę koronkowych majteczek. Były bezwstydnie skąpe – właściwie kawałek jedwabnej szmatki ze sznureczkami. Starsza pani von Selerberg wolałaby umrzeć, niż włożyć coś takiego. Młodsza zgodziłaby się umrzeć, ale po przymiarce.

  16. Łatwo mógł sobie wyobrazić jak ta… (…) ta Selerberg zrywa z niego ubranie i gwałci go tu na stole, publicznie… wśród półmisków z purèe ziemniaczanym i groszkiem z marchewką.

  17. – Nie żyje? – wyszeptał Ricky, nachylając się nad nieruchomą Kamillea.

    Kiedy milczała, wydawała się dużo bardziej atrakcyjna.

    – A zamawiałeś zabójstwo?

    – Nie – bąknął chłopak.

    – No to nie zadawaj głupich pytań.

  18. Jako człowiek bywały w świecie znał słowo „moda” i wiedział, że oznacza kiecki, czepeczki i takie tam różne fatałaszki, stanowiące treść życia jego żony i córek.

  19. – Zabójstwo dla pieniędzy! – W głosie smoka brzmiała okropna pogarda. – Rzeczywiście, nie popisał się. Ale skąd wam przyszło do głów, że tu można wynająć likwidatora, ot, tak sobie?

    – Przecież tu pracują smokobójcy?

    – A na szyldzie mamy MOD – Miejski Oddział Drakonizacyjny, czy MOPS – Miejski Oddział Pieprzonych Smokomorderców?

  20. – Tradycja… Tradycja… Najważniejsza jest tradycja – ciągnął Rufus w zamyśleniu. – Znaczy się ty dziedziczysz po mnie, ja wziąłem ten interes po tatusiu, a tatko po dziadku i… no, tradycja po prostu. Bo jak nie będzie tradycji, to nie będzie…

    – Tradycji – dopowiadał zrezygnowany Rinaldo von Selerberg (dla kolegów po prostu Ricky).

  21. – Kocham ja! – oznajmił z mocą Rinaldo (wciąż na klęczkach). – Jest moją jedyna miłością. Moją muzą, moim gołąbkiem, zdrowiem i pokojem, i przedpokojem oraz garderobą przy sypialni… – Czuł, że coś chyba nie tak idzie, wyciągnął więc oskarżycielsko palec w stronę ochmistrzyni. – Precz, stara kobieto! Nie nękaj kochanków, co pod jaworem składają głowy na róż posłaniu!

  22. – Co to było? Ten proszek.

    – Pył wróżek.

    – Myślałem, że po tym się fruwa.

    – Błąd pojęciowy. Nie fruwa, tylko odlatuje – wyjaśniła Gladys.

  23. – Jakiś mały gwałt, chłopcy?

    Brodaci, kosmaci i modnie uszargani „chłopcy” zmierzyli nieufnymi spojrzeniami matronę w zaawansowanej ciąży, nastolatkę w bryczesach i krasnoludzkich glanach oraz surową damę, wyglądająca jak nauczycielka dobrych manier w prywatnej szkole dla trolli. Na tych kawałkach twarzy, które były widoczne spod zarostu, odmalowało się głębokie zwątpienie.

    – Eeee… szefie, kiedy dziś świętego Bonawentury, no i… no, nie wypada gwałcić w święto – wykrztusił mniej brodaty, za to przyozdobiony pięknym zezem. Reszta drużyny zgodnie go poparła, że tak, jasne, oczywiście, jak tak można, nie wypada gwałcić w dzień tak poważanego patrona, jak święty Bonawentura…

  24. Brokuł na talerzu Margerity otworzył parę zielonych ślepek i zmierzył ją podejrzliwym spojrzeniem.

  25. (…) brokuły na ogół mają lekko podejrzaną aparycję ufarbowanego kalafiora.

  26. A finał miłosnej epopei zapowiadał się tym bardziej atrakcyjnie, że poprzedzą go przelotne spojrzenia, ukradkowe uściski dłoni, listy kipiące uczuciami, pozostawione w rozmaitych skrytkach, i tajne spotkania w uroczych zakątkach pobliskiego rezerwatu rusałek… no, chyba żeby padało.

  27. – Ale tato… Czyja bym nie mógł sobie sam wybrać dziewczyny?

    – A dlaczego miałbyś to robić? – zdumiał się Rufus. – I gdzie szukać? W szkole? Poza tym nie masz żadnego doświadczenia, synu.

    – Ale tato, tobie też żonę wybrał dziadek, prawda? Więc też nie masz doświadczenia – zauważył Ricky logicznie.

    – Ale tradycja…

    – Tatusiu, ja chyba jestem za nowoczesny na tę tradycję – oznajmił Selerberg junior ze skrywanym bólem.

  28. – Czy wiesz, o piękna, że czerwień jest barwą miłości? – rzekł Ricky tkliwie do skarpetki. Odpowiedzi się nie doczekał, może dlatego, że skarpetki na ogół są mało rozmowne.

To już wszystkie cytaty.

28 cytatów w kolekcji · wróć tu, gdy dodamy kolejne