A finał miłosnej epopei zapowiadał się tym bardziej atrakcyjnie, że poprzedzą go przelotne spojrzenia… — Ewa Białołęcka
A finał miłosnej epopei zapowiadał się tym bardziej atrakcyjnie, że poprzedzą go przelotne spojrzenia, ukradkowe uściski dłoni, listy kipiące uczuciami, pozostawione w rozmaitych skrytkach, i tajne spotkania w uroczych zakątkach pobliskiego rezerwatu rusałek… no, chyba żeby padało.
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
– (…) O czym ja mam z nią rozmawiać?
– Ty nie masz z nią rozmawiać, tylko mieć dzieci – uświadomił go ojciec brutalnie, po czym, przypominając sobie własne odczucia sprzed dwudziestu lat, kiedy poznał swoją Wincente, dodał pocieszająco: – W końcu od czegoś są kochanki.
Rinaldo von Selerberg skradał się między bujnymi krzewami róż herbacianych w zamkowym ogrodzie. Jego serce tłukło się rozpaczliwie w klatce jego… klatki piersiowej oczywiście. (…) Ricky czuł pierwsze młodzieńcze oczarowanie. (Te poprzednie były de facto zupełnie nieważne, przelotne i jak się właśnie okazało, nieprawdziwe).
Kochał! Kochał! Ach, jak kochał… Nieco stresujący był fakt, że nie wiedział, kogo właściwie kocha, ale tak w ogóle stan wydawał się nawet dość przyjemny.
– Wilkołąk – powiedziała Margerita z kamiennym wyrazem twarzy.
– Wilkołak? – Ricky zamrugał nieco zdezorientowany. – Gdzie?
– Tu. Skup się. Wilkołąk.
– Wilkołak.
– Wil-ko-łĄk!! – wrzasnęła Marge. – Której litery nie rozumiesz?
– No, tej przedostatniej.
– Wiedziałam… – Margerita westchnęła (…).

