Przepraszam, towarzyszu – powiedziałem i straciłem przytomność… Pielęgniarka była wściekła. – Ty skurwielu… — Charles Bukowski
Przepraszam, towarzyszu – powiedziałem i straciłem przytomność… Pielęgniarka była wściekła. – Ty skurwielu, mówiłam ci, żebyś nie opuszczał barierek. Wy pierdolone śmierdziele dajecie mi popalić! – Capi ci z pizdy – ja jej na to. – Twoje miejsce jest w meksykańskim burdelu, nie w szpitalu. Pociągnęła mnie do góry za włosy i wyrżnęła dłonią w lewy policzek, a potem na odlew w prawy. – Odwołaj to! – powiedziała. – Masz to odwołać! – Kocham cię, Florence Nightingale – odparłem.
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
Weszło dwóch gliniarzy. Wielkie chłopy, nawet przystojne. Kiedy indziej by mu się spodobali.
Szedłem ulicą w słońcu, żeby przekonać się, jak to jest. Było dobrze. Obok przejeżdżały samochody. Chodnik był taki, jak zawsze bywaj chodniki. Zastanawiałem się, czy pojechać autobusem czy zadzwonić po kogoś, żeby mnie zawiózł do domu. Wszedłem do knajpy, żeby zatelefonować.
Usiadłem i zapaliłem. Zjawił się barman i zamówiłem butelkę piwa.
– Co nowego? – zapytał.
– Niewiele – odparłem. Odszedł. Nalałem sobie piwa do szklanki, potem przyglądałem się szklance chwilę i wreszcie wypiłem połowę. Ktoś wyrzucił monetę do szafy grającej i zagrała nam muzyka. Życie wyglądało teraz nieco lepiej. Opróżniłem szklankę i nalałem sobie drugą, zastanawiając się, czy mój dziobak jeszcze kiedyś stanie. Rozejrzałem się po barze: żadnych kobiet. Zrobiłem najlepszą rzecz poza tą: wziąłem do ręki szklankę i wypiłem.
Założyła nogę na nogę i podciągnęła spódnicę. Zawsze myślałem, że facet musi umrzeć, żeby znaleźć się w niebie.

