Zofia Nałkowska

Cytaty

  1. Chciałam tej jakiejś niezależności, i ja także, jak pan. Wobec tych wszystkich „starszych”, którzy są winni, że świat jest zły, ponieważ się na to godzą i ciążą tą swoją zgodą nad naszym dzieciństwem. Chcemy odłamać się od nich najgłębiej jak można. A później się okazuje, że to samo jest w nas. Bo nie jesteśmy tak bardzo inni, nie możemy się ich całkowicie wyprzeć.

  2. Nic nie jest niewątpliwe, nic nie jest pewne – a za to możliwe jest wszystko.

  3. Wszelka indywidualna niezależność to jest złudzenie.

    s. 57

  4. Kochać się w kobiecie można tylko, gdy się jest sztubakiem, a wszystko później jest zaledwie przybliżeniem do tamtych rozdzierających serce zachwytów, słabym refleksem tego, co możliwe byłoby przeżyć wówczas i czego naprawdę nie przeżywa się nigdy.

  5. Całe życie pracowała, a wszystkiego cztery osoby stoją, jak ją kładą do grobu. Tamci wszyscy, co im gotowała, czy choćby nawet o niej pomyśleli? Nikt. Mogła sobie umrzeć, jak sobie wzięli drugą. Lepiej, że człowiek nie wie, jaki ma pogrzeb.

  6. „Ja ci wcale nie powiadam – mówiła do Elżbiety – że świat jest dobrze urządzony i że każdy ma, co mu trzeba. Ja tylko nie chcę sama jedna cierpieć za to, że jest urządzony źle”.

  7. To, czym jesteśmy dla ludzi, jest ważniejsze niż to, czym jesteśmy we własnych oczach.

    s. 114

  8. Umarłemu to wszystko jedno, gdzie leży. Czy tu, czy tam, pod ziemią w dole nie ma różnicy.

  9. – Nie lubię kaktusów – powiedziała [pani Cecylia] do pani Żanci, gdy już zasiadły przy stole. Ale pani Żancia lubiła kaktusy. Nigdy nie wiadomo, gdzie im wyrośnie liść i jak będzie wyglądał ani kiedy któremu przyjdzie do głowy zakwitnąć. Zawsze można po nich oczekiwać jakiejś niespodzianki.

    s. 167

  10. Młodość Zenona jest ciężka i gorzka, jest niezgodą na świat i niezgodą na siebie, jest od początku zmaganiem się z czułością i cierpieniem.

    s. 11

  11. „Nigdy się nie można nikogo dodzwonić w tym domu, niczego się nie można doprosić”. I jeszcze oczywiście: „Można dziesięć razy umrzeć, zanim nareszcie ktoś się zjawi”.

  12. Tkwiła w tym wstydliwa myśl, że to jest jego „rodzic”, że mu zawdzięcza istnienie. Myśl groteskowa, że jego życie, jedyne i nieodwracalne, ma swoje źródło w erotyzmie tego człowieka. I nie można było tak zrobić, żeby to było obojętne. Bo cały ów nieznośny splot gnieździł się właśnie w tym miejscu uczuć, które jest przeznaczone do szacunku, przywiązania i solidarności. Rzeczą bolesną było wiedzieć, że ten człowiek jest jego ojcem, i że wszystko, co jest z niego, trzeba w sobie za wszelką cenę wytępić.