– Zapewniam pana. Gdy na pana patrzę, mięknie moje twarde wcześniej przekonanie, iż Żydów należy zmusić do… — Szczepan Twardoch
– Zapewniam pana. Gdy na pana patrzę, mięknie moje twarde wcześniej przekonanie, iż Żydów należy zmusić do emigracji na Madagaskar. Natomiast twardnieje mi coś innego.
Szapiro parsknął kawą.
(…)
– Och, to takie podniecające! Pan jesteś taki męski! Tutaj, dookoła – Bobiński zatoczył ręką krąg, jakby opasując nim wszystkich bywalców kawiarni – same minogi. Krągłouste. Bez kręgosłupa. Wymoczki. Obleńce. Pizdy damskie. A pan, panie Szapiro, ech, aż mi dech odbiera.
Jakub uśmiechnął się, autentycznie zakłopotany.
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
Zostawił sobie pod nosem wąsik, podgolony od góry czarny pasek nad wargą. Uznał, że tak będzie lepiej.
– Wąs? – zapytała Emilia, gdy siadł do śniadania.
– Chuj z wąsem – mruknął pod nosem.
s. 352
A teraz jeszcze jesteśmy nad Warszawą. Nad Nalewkami, Tłomackiem, nad Miłą, nad Gęsią i placem Karcelego, nad moim królestwem. Lockheed zawisa nad miastem, jakby stracił całą prędkość, jak dziecięcy model na nitce zawieszony nad biurkiem.
Wyglądam przez okienko samolotu i widzę szary łeb kaszalota. Jego oczy płoną.
Patrzy na mnie, otwiera zębatą paszczę i śpiewa swoją pieśń myśliwego.
s. 429
Mój ojciec, Naum Bernsztajn, jego ciało podzielone jak kogut na kaparot. Głowa oddzielona od korpusu, ramiona oddzielone, nogi oddzielone. Kolor wykrwawionego mięsa na rozcięciach, jak mięso u rzeźnika. Krew mojego ojca wsiąkła w ziemię, krew Nauma Bernsztajna, który nie miał pieniędzy, by zapłacić Kaplicy, i nie chciał uciekać, nie umiał się bronić.
s. 222

