Jest coś niemożliwego w kaszalocim ciele, w jego proporcjach i liniach. Kiedy spojrzysz na szkielet… — Szczepan Twardoch
Jest coś niemożliwego w kaszalocim ciele, w jego proporcjach i liniach. Kiedy spojrzysz na szkielet człowieka, widzisz, że odpowiada on mniej więcej człowieczemu ciału. Szkielet kaszaloci zapowiada zupełnie inne zwierzę, podobne raczej do gigantycznego delfina, zwierzę o długim, zębatym dziobie. Nic nie zapowiada wielkiego, tępego łba wypełnionego przejrzystym olejem, który po zetknięciu z powietrzem staje się mlecznobiały i przypomina spermę. (…)
Kaszalot jest dziwaczny. Kaszalot swoim tępym jak taran łbem rozpycha wody oceanów, panoszy się w nich. Nieproporcjonalnie mała szczęka zwisa pod łbem, jakby należała do innego zwierzęcia.
Patrzy na mnie tak, jak patrzy na kałamarnicę, którą zamierza pożreć.
Kaszaloty nie gryzą ani nie rozszarpują swojej zdobyczy, wsysają ją, wciągają w całości. Nawet te o złamanych szczękach polują skutecznie.
s. 256Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
Zostawił sobie pod nosem wąsik, podgolony od góry czarny pasek nad wargą. Uznał, że tak będzie lepiej.
– Wąs? – zapytała Emilia, gdy siadł do śniadania.
– Chuj z wąsem – mruknął pod nosem.
s. 352
A teraz jeszcze jesteśmy nad Warszawą. Nad Nalewkami, Tłomackiem, nad Miłą, nad Gęsią i placem Karcelego, nad moim królestwem. Lockheed zawisa nad miastem, jakby stracił całą prędkość, jak dziecięcy model na nitce zawieszony nad biurkiem.
Wyglądam przez okienko samolotu i widzę szary łeb kaszalota. Jego oczy płoną.
Patrzy na mnie, otwiera zębatą paszczę i śpiewa swoją pieśń myśliwego.
s. 429
Mój ojciec, Naum Bernsztajn, jego ciało podzielone jak kogut na kaparot. Głowa oddzielona od korpusu, ramiona oddzielone, nogi oddzielone. Kolor wykrwawionego mięsa na rozcięciach, jak mięso u rzeźnika. Krew mojego ojca wsiąkła w ziemię, krew Nauma Bernsztajna, który nie miał pieniędzy, by zapłacić Kaplicy, i nie chciał uciekać, nie umiał się bronić.
s. 222

