Leo opuścił śrubokręt. Spojrzał w sufit i pokręcił głową, jakby chciał powiedzieć „I co ja mam zrobić z tym… — Rick Riordan
Leo opuścił śrubokręt. Spojrzał w sufit i pokręcił głową, jakby chciał powiedzieć „I co ja mam zrobić z tym facetem?”.
– Staram się być denerwujący – powiedział. – Nie obrażaj mnie, twierdząc, że tego nie potrafię. I jak mam żywić do ciebie urazę, skoro zaczynasz mnie przepraszać? Jestem zwykłym mechanikiem. Ty jesteś księciem nieba, synem pana wszechświata. Po winieniem mieć do ciebie żal.
– Pana wszechświata?
– No pewnie! Jesteś ta-da-bum. Miotaczem błyskawic. „Patrzcie, jak ja fruwam! Jestem orłem, który szybuje…”
– Zamknij się, Valdez.
Leo uśmiechnął się blado.
– No widzisz. Denerwuje cię.
– Przepraszam, że cię przepraszałem.
– Dzięki.
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
– Zabiłem trojańskiego potwora morskiego – ciągnął Jason – Zwaliłem czarny tron Kronosa i udusiłem tytana Kriosa gołymi rękami. A teraz zamierzam zniszczyć ciebie, Porfyrionie, i nakarmić tobą twoje własne wilki.
– Ożeż, koleś – mruknął Leo – Najadłeś się czerwonego mięsa?
Hedge zacisnął szczęki.
– Może rąbnę ich tylko raz, co?
– Nie.
– Pójdźmy na kompromis, dobra? Najpierw ich zabiję, a jeśli okaże się, że nie byli naszymi wrogami, przeproszę.
– Nie!
– No dobra.
Trener Hedge opuścił pałkę.

