Marta Kisiel
Cytaty
A Konrad był wszak rdzennym mieszczuchem, wychowanym w kulturze betonu, plastiku i ruchomych schodów. Zwykle obcował z przyrodą za pośrednictwem kanałów Animal Planet i National Geographic. Mógł godzinami rozprawiać o zwyczajach godowych surykatek albo jeziorach kraterowych, ale jedynym gatunkiem drzewa, które rozpoznawał, była wierzba, koniecznie płacząca, a za naturalne środowisko podgrzybków uważał słoiczek.
s. 9
Jako tradycyjny anioł stróż Licho nie miało na wyposażeniu żadnych mieczy ognistych ani tym podobnych, robiących odpowiednie wrażenie akcesoriów, mogło co najwyżej kopnąć z bamboszka.
s. 74
Miłujcie się, bracia i siostry w naturze, miłujcie kwiecie, miłujcie ziele! Zrzućcie okowy drobnomieszczańskiej moralności, uwolnijcie swe ciała i dusze z niewoli genetycznie modyfikowanych kłamstw i konserwantów, jakimi karmią was wielkie korporacje. Dajcie się ponieść czystej, nieskrępowanej miłości Matki Ziemi!
s. 281
– Na akwarycznych bogów, niechże pan ciszej przeżuwa… Ja cierpię…
– Cierp, bratku, cierp za miliony – zarechotał. – Będziesz miał o czym wierszem pitolić przez następny miesiąc.
– Jam niewinien…
– Winien jak cholera. Urżnąłeś mi anioła, rozczochrańcu.
(…) Konrad z pełną mściwości premedytacją zaczął się tłuc po kuchni, trzaskać, tupać i brzęczeć, szukając kubka najwłaściwszego do porannej kawy. Albo filiżanki. I łyżeczki. I spodeczka, rzecz jasna. Skacowane istoty nadprzyrodzone, świadome, że właśnie ponoszą coś w rodzaju kary, znosiły ten koncert na sprzęt kuchenny i umeblowanie z wielkim samozaparciem, usiłując nie pojękiwać zbyt często.
s. 169
Ja z wami oszaleję. I to raczej prędzej niż później, chyba że wcześniej zginę śmiercią bolesną i tragiczną.
s. 121
Myślałem o tym całą noc. (…) Wiem, że chcesz mnie za wszelką cenę ściągnąć z powrotem do miasta, choćby w dybach ponownego związku. Parę osób pewnie by się z tego ucieszyło. Ty, Majka… troje znajomych oszołomów… (…) Ale jest też ktoś, kto zasmarkałby się na śmierć, rwąc sobie włosy z głowy i pióra ze skrzydełek. I kto nie oczekuje ode mnie, że się zmienię i zacznę spełniać jego oczekiwania, tylko akceptuje z całym dobrodziejstwem inwentarza. Ten ktoś właśnie śpi w moim łóżku z gołym pupskiem i wrednym różowym królikiem pod pachą. Nie mówiąc już o obecnym tu nieszczęsnym paniczu, któremu znowu skończyłyby się palce, zanim zdążyłby popełnić tak pożądane przez ciebie dzieło swego życia po życiu. I tak sobie myślę… że oni są jednak dla mnie ważniejsi niż twoje widzimisię. Dla Majki z czystej przekory nie chciałem się zmienić za nic na świecie, a dla nich… (…) jakoś samo wychodzi
s. 274
Licho nie lubiło śnieżek, wolało lepić bałwanki. Nie wpadały tak za kołnierz.
s. 71
– Naprawdę potrzebujecie mojej obstawy? – zapytał, zaglądając w nawet najmniejszy kąt. – Jest was razem sześcioro, nie licząc obu futrzaków i Krakersa. A z nim żaden upiór nie ma szans… o ile trzyma się parteru.
– Z tobą czujemy się pewniej – odrzekły zgodnie utopce, szczerząc pożółkłe kły.
– Poza tym jesteś naszym dożywotnim opiekunem. Męczenie ciebie nie tylko dniami, ale i nocami, żebyś nie sparciał do reszty i zachował żywość ciała i umysłu, to nasz moralny obowiązek – dodał największy z nich.
– Wzruszyłem się aż po pięty…
s. 304
To już wszystkie cytaty.
8 cytatów w kolekcji · wróć tu, gdy dodamy kolejne
