Mario Vargas Llosa
Cytaty
Ścieżki Boga są nieprzeniknione dla nas, biednych grzeszników. (…) Najważniejsze to nie popadać w desperację. Nie tracić wiary.
W Kongu zgnilizna moralna istoty ludzkiej wypełza na powierzchnię. U białych i u czarnych. Jądro ciemności wielokrotnie spędzało mi sen z powiek. Uważam, że nie opisuje ani Konga, ani rzeczywistości, ani historii, lecz piekło. Kongo to pretekst do wyrażenia tej straszliwej wizji zła absolutnego, jaką mają niektórzy katolicy.
Teraz już nikt nie będzie pamiętał o tych darowiznach, darach, pomocy. Zapamiętana zostanie tylko jego ostateczna klęska.
Tak jak nieraz nocą, tam, w Afryce, podczas pełni księżyca, pod niebem pełnym gwiazd, bez ani jednego powiewu wiatru, który poruszyłby drzewa, wśród cichego brzęczenia owadów. Wszystko było wówczas tak piękne i tak spokojne, że zawsze przychodziła mi do głowy myśl: Bóg istnieje. Jakże bym, widząc to, co widzę, mógł pomyśleć, że Go nie ma?. Ale kiedy indziej, ojcze, znacznie częściej, nie widzę Go, nie odpowiada mi, nie słucha mnie. A wtedy czuję się bardzo samotny. Teraz wciąż mi się to zdarza. Ale samotność bez Boga jest znacznie gorsza. Mówię sobie wtedy: Bóg nie słucha mnie i nigdy nie wysłucha. Umrę tak samotny, jak żyłem. Ta myśl dręczy mnie dniem i nocą, ojcze.
Patriotyzm mącił jasność spojrzenia. (…) Nie powinniśmy pozwolić, żeby patriotyzm odebrał nam jasność widzenia, rozsądek, inteligencję.
To symbol, a Historia składa się z symboli.
Tym razem śnił mu się koszmar, który na szczęście nazajutrz ledwie pamiętał. Pojawiał się w nim ptaszek, kanarek o czystym głosie, udręczony zamknięciem w klatce. Jego rozpacz przejawiała się w nieustannym biciu w kraty skrzydełkami barwy złota, jakby miał nadzieję, że dzięki temu rozstąpią się przed nim i będzie mógł wylecieć. Małe oczka poruszały się bez ustanku w orbitach, błagając o litość. Roger, chłopczyk w krótkich spodenkach, mówił mamie, że nie powinno być na świecie klatek i ogrodów zoologicznych, że zwierzęta powinny żyć zawsze na wolności. Jednocześnie działo się coś tajemniczego, osaczało go jakieś niebezpieczeństwo, niewidzialne, które wyczuwał szóstym zmysłem, coś podstępnego, zdradzieckiego, co było tuż – tuż, co miało zaraz uderzyć.
Przez te dwa lata przekonałem się, że przynajmniej w moim wypadku nie jest prawdą, iż miłość wyciera się, ubożeje lub gaśnie od długiego użycia. Moja miłość rosła każdego dnia.
s. 133
Te istoty wyciśnięte do granic możliwości, a potem mordowane. Tysiące, dziesiątki, setki tysięcy. Przez ludzi, którzy otrzymali chrześcijańskie wychowanie. Widziałem, jak szli na mszę, modlili się, przystępowali do komunii, przed popełnieniem tych zbrodni i po ich popełnieniu.
Wrogowie naszych wrogów są naszymi przyjaciółmi.
Przez całe swoje życie Roger wierzył i wątpił. Nawet teraz, u progu śmierci, nie był w stanie wierzyć w Boga tak niezachwianie, jak wierzyli jego matka, ojciec, rodzeństwo. Jakież szczęście mieli ludzie, dla których istnienie Najwyższej Istoty nigdy nie było problemem, lecz pewnością, dzięki czemu ich świat nabierał ładu, a wszystko znajdywało wyjaśnienie i rację bytu. Kto wierzył w taki sposób, z pewnością osiągał rezygnację wobec śmierci, godził się na nią tak, jak nigdy nie zgodzi się ten, kto jak on sam przeżył życie, bawiąc się z Bogiem w chowanego.
Przed wyjazdem do Santos, napisał długi poemat epicki Marzenie celta na temat mitycznej przeszłości Irlandii.



